Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 116 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 14463
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2402 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Zapraszam na nowy bloog

poniedziałek, 29 kwietnia 2013 22:33

Dziś, 29 kwietnia 2013 r., po ponad 1000 dniach istnienia kończy swoje funkcjonowanie konfederata.bloog.pl. Odtąd będzie istniał jedynie jako archiwum artykułów. Konfederata nie przyciągał wielu czytelników, komentarze zdarzały się sporadycznie, nie miały miejsca prawie żadne dyskusje.

 

Kontynuacją konfederaty będzie bloog, w którego tytule znajduje się moje imię i nazwisko. Oprócz tego nic się nie zmieni. Może tylko będę próbował postępować według zasady; krótsze teksty, ale częściej zamieszczane. Zapraszam:

http://michalpluta.bloog.pl/

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

O uniewinnieniu pani Sawickiej

niedziela, 28 kwietnia 2013 21:33

Pani poseł Beata Sawicka z Platformy Obywatelskiej została uniewinniona przez niezawisły sąd od wszystkich zarzutów. Świadczy to o tym, że władza może w III RP wszystko. Zwykłemu podatnikowi, który swoimi podatkami utrzymuje te wszystkie niezawisłe sądy i tych wszystkich polityków, gdy wejdzie na pasy przy czerwonym świetle, nawet jeśli nic drogą nie jedzie to i tak jeśli straż miejska albo policja go wypatrzy, grozi mandat, od którego raczej trudno jest się wywinąć. Tym bardziej teraz, gdy minister Rostowski zaplanował sobie wielkie korzyści z mandatów. A tu proszę, wszystko można odkręcić.

 

Jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Oto pani poseł Beata Sawicka z Platformy Obywatelskiej, dzięki kontaktom z sądami zyskała fachową wiedzę na temat wymiaru sprawiedliwości. Dzięki temu pan premier Donald Tusk nie musi już szukać kandydata na ministra sprawiedliwości między archeologami, ale ma pierwszorzędnego fachowca w postaci pani poseł. Dlaczego nie, władza może wszystko. A kariera pani marszałek Ewy Kopacz jest tego najlepszym dowodem. W jednych państwach ludzie obejmują stanowiska dzięki swoim kwalifikacjom, a w innych dzięki wyjątkowej nikczemności. Tak to już jest.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Z życia zbieracza puszek

czwartek, 25 kwietnia 2013 20:33

Mimo, że nie wolno mi pracować w swoim zawodzie (śmiesznie to brzmi, ale np. prezes IPN i ja mamy taki sam tzw. tytuł naukowy, kończyliśmy tą samą szkołę i nawet prace doktorskie pisaliśmy na tym samym seminarium, a mnie nie wolno pracować nawet w szkole podstawowej na wsi położonej kilkanaście kilometrów od mojego miejsca zamieszkania na pół etatu, mimo, że nikt oprócz mnie nie złożył podania o pracę, co wiem od pani pracującej w sekretariacie) a do tego urząd pracy nadał mi status osoby bezrobotnej, to jednak wcale nie oznacza, że niczego nie robię. Zająłem się bowiem poszukiwaniem, gromadzeniem, zgniataniem i sprzedażą (w skupie złomu) aluminium w postaci puszek po piwie.

 

 

        Nie jest źle można powiedzieć. Ciągle uczę się czegoś nowego, mam nowych znajomych, poznaję obyczaje ludzi (czyli gdzie wyrzucają puszki), gusta kulinarne (czyli jakie puszkowe piwo pijają) i wiele innych rzeczy. Jednak o puszki, czy szerzej złom, nie jest łatwo, tym bardziej, że niektóre śmietniki są zamykane. Już tam posłałem parę wulgaryzmów na mieszkańców bloków na ulicy Zielonej, że to miała być Europa bez granic, społeczeństwo otwarte, Polska bez barier, i takie tam różne hasła co się w telewizorze nasłuchałem, a oni śmietnik na klucz zamykają! Ale moi nowi znajomi, bardziej doświadczeni w fachu poszukiwaczy złomu, powiedzieli, że śmietnik zamykają, żeby im ludziska śmieci nie podrzucali. Oto bowiem w mieścinie, w którym mieszkam trwa wojna śmieciowa.

 

 

        Jedni mieszkańcy płacą za wywóz śmieci, a inni nie i tym drugim miejskie przedsiębiorstwo oczyszczania śmieci nie wywozi. No więc wzięli się na sposób i podrzucają śmieci tym, którym MPO śmieci wywozi. Ci zatem chronią swoje śmietniki, żeby im obcy tam śmieci nie wywalali, bo wtedy i oni nie mieliby gdzie wrzucać śmieci. I tak trwa taka walka partyzancka, która może wielu przydatnych umiejętności ludzi nauczyć. Skryte podejście, akcja (czyli podrzucenie śmieci) i szybki odwrót. To się może przydać, tym bardziej, że zbliżają się czasy, że w Polsce miejsce uczciwych ludzi będzie albo w lesie, albo w więzieniu.

 

 

        Zauważyłem też, że ludzi łatwo zrobić w konia i pewnie dlatego politycy wcale się nie martwią tym, żeby rzeczywiście sytuacja Polski i społeczeństwa poprawiła się, ale zajmują się wciskaniem kitów, że oni najlepiej ludziom nieba przychylą. Oto bowiem zauważyłem, że najwięcej puszek znajduję po piwach, na których jest informacja o konkursach. Pod zawleczką ma być jakiś napis, czy kod i jak się taki napis czy kod znajdzie, to się nagrodę dostanie. Proszę, wystarczy szansa na niewielki zysk i już ludziska żłopią takie a nie inne piwo.

 

 

        Nikt chyba bardziej nie potrzebuje wolnego rynku i konkurencji niż zbieracze złomu. Oto bowiem gdy w miejscowości, w której mieszkam był tylko jeden skup złomu, to puszki skupowali tam po 1 zł za 1 kg. Czyli nie za bardzo opłacało się za tym chodzić. A gdy pojawiła się dość agresywnie działająca konkurencja, to od razu ceny puszek poszły w górę. Nie wiem co będzie dalej, ci którzy dawali po 1 zł poszli z torbami, więc może znowu ceny spadną. Ale wtedy może pojawi się jakiś nowy przedsiębiorca, który… itd.

 

 

        Tyle się mówi o bezwzględnym kapitalizmie, wyścigu szczurów, walce o miejsce na rynku i tak dalej, ale jak dotychczas nie zauważyłem niechęci ze strony moich nowych kolegów po fachu do mojej skromnej osoby. Może dlatego, że przy moim niewielkim doświadczeniu zawodowym nie stanowię dla nich konkurencji. Patrzą na mnie z politowaniem, gdy drut ocynkowany wzięłam za metal kolorowy. Teraz wiem, że trzeba rzucić okiem na końcówkę drutu, jak jest na nim rdza, to znaczy, że jest to „ocynk”, a więc jest o wiele mnie warty niż gdyby to była cyna. Czasem pytają mnie różne epizody z historii Polski, co może wskazywać, że na dole, a nawet na samym dole, bardziej interesują się przeszłością niż ci na górze, którzy wybrali przyszłość. Ale tak naprawdę to nie mam pewności, czy pytają mnie bo chcą się czegoś dowiedzieć, czy żeby porobić sobie ze mnie jaja.

 

 

        Kiedyś wyobrażałem sobie, że taki zbieracz puszek to cały dzień myszkuje za puszkami, ale tak nie jest, przynajmniej w tej małej mieścinie w której mieszkam. Nie ma sensu włóczyć się przez cały dzień. Trzeba wstać rano, obejść swój rejon, drugi obchód zrobić po południu i fajrant. Dlatego też mogę dalej pisać sobie i wrzucać te swoje artykuliki do Internetu, co też czynię.

 

        Nie jest więc źle. Mówią, że najgorsza jest pierwsza zima. Pewnie od wiosny już będzie tylko lepiej. Ludzie będę więcej żłopać piwska na świeżym powietrzu to i mój dochód znacznie wzrośnie, może nawet o kilka złoty na miesiąc! Żyć nie umierać w tej III RP.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Rocznice ważne i ważniejsze

poniedziałek, 22 kwietnia 2013 18:26

W dniach, gdy przypadała rocznica mordu w Katyniu pan premier uciekł do Afryki, a pan prezydent zamknął się w kaplicy w pałacu prezydenckim, bo ktoś mógłby na nich buczeć. Ale gdy obchodzono rocznicę powstania w getcie to się nie ukrywali, tylko jak jeden mąż, karnie uczestniczyli w uroczystościach. Widać są wydarzenia w historii ważne i ważniejsze.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Premier uciekł do Afryki

środa, 10 kwietnia 2013 20:58

10 kwietnia 2013 roku, to trzecia rocznica katastrofy smoleńskiej, w której zginał m. in., znienawidzony przez tzw. elity III RP, prezydent Lech Kaczyński, ale też 73. rocznica mordu dokonanego przez Sowietów na polskich oficerach w Katyniu. A pan premier uciekł do Afryki. Nie będę tego nawet komentował.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

O zaletach SLD

środa, 10 kwietnia 2013 0:03

Sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski na przesłuchaniu w telewizorze wychwalał swoją partię, że ona jedna jest w stanie zaprosić na swój zjazd Kwaśniewskiego, Wałęsę i Jaruzelskiego. Olek, Bolek i Wolski. Doprawdy, nie ma czym się chwalić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Lech Wałęsa nie zaskakuje

wtorek, 09 kwietnia 2013 0:29

Były prezydent Lech Wałęsa powiedział, że pewnie wszystkich zaskoczy, przyjmując zaproszenie od Leszka Millera na zjazd PZPR, czy jak tam to się teraz nazywa. Jak zwykle pan prezydent się pomylił, bo tym to chyba nikt zaskoczony nie jest. Co innego gdy Wałęsa napsioczył na zboczeńców, tego to się po nim nie spodziewałem!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O zdawaniu egzaminu przez państwo

poniedziałek, 08 kwietnia 2013 21:25

Okazuje się, że państwo zdaje egzamin nie tylko z powodu katastrofy smoleńskiej czy powodzi, bo już nie pamiętam co miał na myśli pan prezydent Bronisław Komorowski, który jaki jest każdy widzi. Właśnie przeczytałem, jak w Bydgoszczy 18-letnia Daria była wożona od szpitala do szpitala, a co jeden szpital to jeszcze bardziej specjalistyczny, gdzie jednak nie chciano jej przyjąć mimo, że były wolne łóżka. Najzwyczajniej nikomu nie chciało się chorej leczyć. Później okazało się, że zdaje się w Bydgoszczy, artykuł na WP tego nie precyzuje, były wolne miejsca w innych szpitalach, ale nikt nie zapytał owych szpitali czy łaskawie zechcieliby zająć się pacjentką. W końcu dziewczynę zawieziono do Chełmna, ale było już za późno na jej uratowanie i zmarła.

 

Ciekawe, że jakby leżał ktoś na ulicy i potrzebował pomocy, a ja bym mu tejże pomocy nie udzielił to groziłyby mi przewidziane w kodeksach kary. Proszę, lekarzy czy tam urzędników w białych kitlach widać te kodeksy nie obowiązują.

 

Jeszcze nie wiadomo czy szpitale zostaną ukarane przez NFZ, a grozi im nawet zerwanie kontraktu albo kary finansowe. Czyli co najwyżej zapłaci za to społeczeństwo. Bo albo jeszcze mniej chorych będzie mogło trafić do szpitala i więcej osób umrze wożonych karetką z miejsca na miejsce w poszukiwaniu wolnego łóżka, albo kara zostanie zapłacona z budżetu szpitala, który utrzymywany jest z pieniędzy podatników. Przypuszczam jednak, że żadnych kar nie będzie, bo wiadomo, kruk krukowi oka nie wykole.

 

Takich tragicznych zdarzeń jest oczywiście więcej, tylko niektóre nagłaśniają media. Dla urzędników czy to NFZ, czy to Ministerstwa Zdrowia śmierć pacjenta to tylko statystyka, więc co ich to obchodzi. I w ten sposób państwo zdaje egzamin. To, że z zabijania własnych obywateli, to już inna sprawa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O papieżu Franciszku, który zdążył podpaść

wtorek, 02 kwietnia 2013 15:21

        Minęło niewiele czasu, od chwili, gdy wiernym na Placu Św. Piotra ukazał się papież Franciszek i mimo, że skromnie powitał tłum słowami „dobry wieczór”, to jednak zdążył już wielu ludziom, a nawet tzw. środowiskom podpaść.

 

        Na przykład biskupowi Pieronkowi, bo mu się nie przedstawił, co było powodem narzekań Pieronka, że nie zna człowieka. Nie wiem od kiedy kardynałowie mają obowiązek przedstawiać się biskupom, ale może czegoś nie wiem. Biskup zdradził też, że miał innego faworyta, którego zna i któremu, jak się wydaje, życzył zwycięstwa. Może trzeba zacząć się przyzwyczajać, że dobry fart mija, bo podczas tego samego wywiadu bez entuzjazmu odniósł do pomysłów, że płeć, jest czymś względnym i można ową płeć zmieniać, co na obecnym etapie walki klas, jest postawą reakcyjną, za co pewnie biskup będzie musiał odpokutować, albo to i owo odszczekać.

 

        Patriarsze ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego Filaretowi, podpadł bo po wyborze na papieża wsiadł razem z kardynałami do autobusu. Miała to być według Filareta „fałszywa skromność”. Pewnie prawosławny dostojnik uważa, że skromni powinni być rządzeni, a tym co na górze skromność nie przystoi. Przeczytałem, że patriarcha jeździ mercedesem wartym 200 tysięcy euro. Po pierwsze, ja mu tam nie żałuje, niech jeździ czym chce, a po drugie to chyba nieprawda, bo przecież takich drogich samochodów nie ma.

 

        Papież Franciszek podpadł nawet Ewie Wójciak, dyrektorce Teatru Ósmego Dnia, która to żyje, pewnie niebiednie z forsy zabieranej od poznaniaków przez władze miasta. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Może poczuła pewien dyskomfort, że oto zastępca Chrystusa na Ziemi utożsamia się z biednymi, a ona, zaledwie dyrektorka, żyje kosztem innych, m. in. biednych bo i biedni płaca przecież podatki w Poznaniu. No i umysł taki jaki ma podpowiedział jej, że trzeba wyrazić się wulgarnie o papieżu. Na co radni Poznania zaczęli mówić o odwołaniu pani dyrektor z funkcji pani dyrektor, co z kolei stało się powodem powstania listu otwartego różnych osobników z półświatka artystów w obronie stołka pani dyrektor. Pewnie obawiają się, że pani dyrektor umrze z głodu, bo oni już tam dobrze się znają i dobrze wiedzą, że sami niczego przydatnego robić nie potrafią i gdyby nie pieniądze od państwa i samorządów to poumieraliby z głodu.

 

        Nawet w Poznaniu odbyła się pikieta zdaje się zorganizowana przez środowisko lewicowe, której uczestnicy trzymali tabliczki z wulgarnymi napisami na literę ch. Na jednej tabliczce przeczytałem: „Każdego kapusia ch... zwiemy”. (Wyraz wulgarny pada tam w całej okazałości, w artykule postanowiłem go wykropkować.) W III RP trzeba uznać to za akt odwagi, albo głupoty, bo to wygląda tak, jakby uczestnicy demonstracji podcinali gałąź na której siedzą. Ciekawe jestem czy tak samo powiedziałyby np. na generała Wojciecha Jaruzelskiego, który jako „Wolski” pracował dla podporządkowanej Sowietom Informacji Wojskowej. Gdyby to jeden generał, to pies z nim. Ale tajnych współpracowników służb specjalnych PRL w życiu politycznym, społecznym, kulturalnym, gospodarczym itd. III RP jest jak nasrał i z ich pomocą bezpieka wywiera wpływ na to co dzieje się w tej naszej biednej Polsce. I bez nich to pewnie ta cała lewica dawno poszłaby z torbami.

 

        Zawsze uważałem, że gdyby ta cała sztuka prezentowana przez tych całych artystów była coś warta, to tak nie kleiliby siędo pieniędzy podatników. Sami by łazili po jarmarkach i a to zionęliby ogniem, a to wywijali jakieś wygibasy, a to żonglowaliby piłeczkami i za to ludziska rzucaliby im monety a oni by z wdzięcznością się uśmiechali. A tak siedzą, bawią się, co nazywa się spektaklami, co drugi to dyrektor i z tego nieróbstwa i dobrobytu to im w dupach się przewraca, czego efekty widzimy.

 

        Jedynym chlubnym wyjątkiem wydaje się być pan prezydent Bronisław Komorowski, który jaki jest każdy widzi. Oto po mszy inaugurującej pontyfikat papieża Franciszka był zadowolony, że msza trwała tak krótko. Na szczęście nie zdobył się na żadną głębszą refleksję, bo to dopiero by było!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

O życzeniach pana premiera Tuska

sobota, 30 marca 2013 23:29

Pan premier Donald Tusk postanowił złożyć życzenia. Powiedział m. in., że „Święta Wielkanocne dają nam wiarę, że wszystko co złe kiedyś przeminie”. Czyżby pan premier zamierzał podać się do dymisji? Jeśli tak, to pan premier najwyraźniej się przecenia, nie on stanowi „wszystko co złe”, choć jakiś udział w tym ma, temu nie da się zaprzeczyć. Bo jak nie tego to innego osobnika ubecy wykreują na szefa rządu i dalej będą doić z każdej strony tą naszą biedną Polskę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

O tym, że za komuny było lepiej

piątek, 29 marca 2013 2:01

Sporo ludzi utrzymuje, że za komuny było lepiej. Zawsze wydawało mi się, że takie twierdzenie więcej mówi o obecnych czasach niż o komunie, ale myliłem się. Tak to jest, jak człowiek siedzi przy komputerku, zbiera puszki po piwku po śmietnikach i przez to nie zna uroków jakie „demokratyczne państwo prawa” przygotowało dla swoich obywateli!

 

Pani pracująca w banku odkryła bowiem, że kończy się ważność mojego dowodu osobistego. Zdaje się, że taki dowód ważny jest przez dziesięć lat, a później z dnia na dzień przestaje być ważny, mimo, że wszystkie zawarte w nim informacje są prawdziwe. Za komuny tej z lat 1944-1989, w czasach mrocznego totalitaryzmu, wystarczało władzom, że jeden dowód osobisty wydała człowiekowi na całe jego życie. A przecież istotą systemu totalitarnego jest terroryzowanie, kontrolowanie i tresowanie człowieka. I ten jeden dowód wydany człowiekowi na całe jego życie wystarczał i milicji i bezpiece i urzędom taki siakim i owakim i całej tej swołoczy.

 

A „demokratyczne państwo prawa” widać chce nas jeszcze bardzie kontrolować (czytaj: trzymać za mordy) niż komuna, bo taki dowód osobisty nakazuje nam pod groźbą kar finansowych wymieniać co 10 lat. Za komuny było jednak lepiej, dostał człowiek dowód i nie miał więcej z tym kłopotów. Podobnie jest czy ma być z prawem jazdy. Za komuny było ważne do końca życia, teraz jest czy ma być ważne przez zdaje się 15 lat. Jakoś ci wszyscy obrońcy praw człowieka nie protestują, że władze odbierają ludziom prawa nabyte. Widać prawa nabyte w III RP mają tylko ubecy, bo emerytur im zabrać nie można było, właśnie pod pretekstem, że to prawa nabyte.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

O klimacie i Cyprze

wtorek, 26 marca 2013 22:04

Chyba w związku z ocieplaniem się klimatu mamy tej wiosny mroźną zimę. I chyba nawet ci różni specjaliści, eksperci, klimatolodzy i tym podobne kreatury dostrzegły, że coś nie tak z tym ocieplaniem się klimatu, bo oto już nie gadają o ocieplaniu się klimatu, ale o tym, że mają być dwie pory roku: lato i zima. Takich to mamy fachowców, którzy potrafią wszystko wyjaśnić, opisać, uzasadnić, pobudować teorię, ale po fakcie, gdy wiedzą już co się stało.

 

Może to być śmieszne ale niekoniecznie. Oto teraz ci różni eksperci, fachowcy, ekonomiści głoszą wszem i wobec, że „scenariusz cypryjski” nam nie grozi. Ale jak co do czego przyjdzie, to ci sami mądrale będą nam tłumaczyć, jak wszyscy na tym skorzystaliśmy, że władze pozabierały nam oszczędności.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Refleksje po konklawe

niedziela, 17 marca 2013 22:59

W związku z konklawe, jakie już się odbyło, w mediach głównego nurtu można było usłyszeć, jakiego to otwartego papieża i Kościoła chcą wierni. Wyliczali, że Amerykanie chcieliby, żeby Kościół m. in. robił z kobiet księży, a ze zboczeńców małżeństwa, w związku z czym kościoły od razu miałby być pełne. Inni chcą Kościoła aż tak otwartego, że zgadzałby się na aborcją, eutanazję i czort wie na co jeszcze. I dzięki temu też kościoły od razu byłyby pełne, wierni ochoczo przystępowaliby do sakramentów świętych i żyliby jak ludzie, a nie jak bydło.

 

        Może na pierwszej mszy odprawianej przez kobietę byłoby pełno dziennikarzy, ale później by to się znudziło. Podobnie byłoby, gdyby ze zboczeńców robili małżeństwa. W efekcie kościoły pozostałyby puste, a Kościół katolicki zostałby sprowadzony do roli, jak to trafnie określił redaktor Stanisław Michalkiewicz, jeszcze jednego przedsiębiorstwa przemysłu rozrywkowego. Ci, którzy takie rady dotyczące otwartości Kościoła i nowego papieża udzielają, dobrze o tym wiedzą, wobec tego można śmiało powiedzieć, że źle życzą Kościołowi. Można też powiedzieć, że dziennikarze, którzy w innych przypadkach dzielą włos na czworo, przedstawiają te postulaty, najdelikatniej mówiąc, bez żadnej refleksji. I trudno oprzeć się wrażeniu, że starają się przeciętnego Kowalskiego zrobić w konia. Ale takich mamy dziennikarzy czy raczej funkcjonariuszy bezpieki pracujących na odcinku mediów. A bezpieka zawsze walczyła z Kościołem katolickim, więc wszystko jest jasne.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

O godnym życiu dzięki głodnym dzieciom

niedziela, 03 marca 2013 21:26

        Zdaje się, że w związku z tym, że profesor Gliński, który to jest czy też był kandydatem PiS na premiera, przewidział w swoim programie spore sumy „na dzieci”, „wsparcie rodzin” czy jak to tam zostało nazwane, w telewizorze mamy spektakl, który ma niezbicie wykazać, że pan prezydent i rząd dbają o dzieci. Opowiadają więc bajki, jak to jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

 

        Wiadomo, takiemu prezydentowi, to nawet na pewno będzie lepiej, w końcu co miesiąc, czy się stoi czy się leży, dostaje szmal, gorzej z dziećmi, oczywiście takimi, których rodzice nie są np. funkcjonariuszami Urzędu Bezpieczeństwa, jak np. rodzice żony pana prezydenta Komorowskiego. Może to i dobrze, że prezydentem nie jest już Aleksander Kwaśniewski, bo ten to chorował na chorobę filipińską (nie mylić z alkoholizmem) i mógłby, jeśli ta choroba była zakaźna, to te biedne dzieciska pozarażać podczas zapewniania ich, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Ale prezydentem jest Bronisław Komorowski, z którym to dzieci mogą swobodnie się porozumiewać, bez barier wynikających z różnicy potencjału intelektualnego. Ale wracajmy do biednych dzieci.

 

        Oto z programu telewizyjnego, gdzie jedna pani redaktor rozmawiała z drugą panią z jakiejś organizacji pomagającej biednym dzieciom i trzecią panią, która okazał się panią psycholog pomagającą biednym dzieciom, dowiedziałem się jak wiele osób może żyć we względnym dostatku dzięki biednym dzieciom.

 

        Pani z organizacji pomagającej biednym dzieciom powiedziała, że zaskoczyły ją wyniki badań jakie zleciła jej organizacja firmie „zajmującej się badaniami”, bo oto okazało się, że dzieci głodnych w szkole jest dużo więcej niż wydawało się pani z organizacji pomagającej biednym dzieciom. Może to wskazywać, że głodnych dzieci przybywa. Proszę w XXI wieku w Polsce należącej do Unii Europejskiej, w środku Europy, jest coraz więcej głodnych dzieci. I to pomimo istnienia organizacji przychylających nieba biednym dzieciom, pań psycholog, firm, które liczą głodne dzieci (dotąd głodne dzieci kojarzyły mi się z obozem Auschwitz, a powinny kojarzyć mi się z III RP w UE), a nawet pomimo istnienia takiego to a takiego ministerstwa, rzecznika praw dziecka, Jurka Owsiaka, programów rządowych i  samorządowych, pomocy społecznej itd., itd. Gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść, mówi przysłowie i pasuje ono do tej sytuacji jak ulał.

 

        Najpierw bowiem oni zatrudniają armię nierobów obsiadającą różne twory, od „organizacji pozarządowych”, po ministerstwa, od firm liczących głodne dzieci po opiekę społeczną itd., itd., a później nie ma już pieniędzy na kawałek chleba i chochlę zupy dla dzieci. Mnie to wcale nie dziwi, bo przecież oni tam nie zarabiają po 1500 zł, bez komputerów się przecież nie obejdą, bez służbowych komórek, samochodów, bez drukarek, przetargów, biur czort wie bez czego i kogo jeszcze. Taki np. Śpiewak wyciągał całkiem gruby szmal z organizacji, fundacji czy tam czegoś, która to miała pomagać dzieciom, czy coś podobnego im robić, a którą zdaje się, że hojnie finansował a to rząd, a to rzecznik praw dziecka. Coś mi się wydaje, że to nie jest wyjątek i wiele tych „organizacji pozarządowych” itp. działa w taki właśnie sposób. To i nic dziwnego, że głodnych dzieci przybywa.

 

        I co tu zrobić? Coraz więcej pieniędzy zabierać podatnikom i pod pretekstem pomocy biednym dzieciom ładować w ten chory system, który każdą sumę potrafi ukraść? Raczej nie. Parę lat temu w telewizorze mówili o piekarzu, który rozdawał biednym ludziom chleb. Chleb ten pewnie też trafiał do głodnych dzieci. Oficerowie NKWD czy tam urzędnicy urzędu skarbowego, jak zwał tak zwał, okazali się jednak czujni i zdemaskowali piekarza jako wroga ludu. Nie jest to takie trudne, stopień skomplikowania prawa i możliwość dowolnej jego interpretacji przez urzędników powoduje, że nie ma ludzie niewinnych w Polsce. Każdemu można udowodnić przed „niezawisłym sądem” jakaś winę. Ale wracajmy do piekarza. Okazało się, że od rozdawanego chleba, który trafiał i do głodnych dzieci, nie płacił podatku. Naliczyli więc mu tego podatku od cholery i jeszcze trochę. Ile dokładnie tego było nie pamiętam, ale w każdym bądź razie piekarzowi za to, że pomagał biednym ludziom, w tym niewątpliwie głodnym dzieciom, zaczęło grozić bankructwo. Jakoś pod wpływem mediów NKWD udało, że daje za wygraną i że niby odpuszczają. No to piekarz dalej piekł chleb. A tu figa, sklepy czy firmy, które odbierały dotąd do niego chleb przestały odbierać, a to dlatego, że funkcjonariusze NKWD czy tam urzędu skarbowego, jak zwał tak zwał, zapowiedzieli im, że  jak będę dalej brać chleb od owego piekarza, który rozdawał chleb, który trafiał m.in. i do głodnych dzieci, to im takie kontrole porobią, że pójdą z torbami. Piekarnia padła, piekarz założył firmę budowlaną, jak mu tam idzie tego nie wiem.

 

        Proszę, najpierw zabiera się pieniądze ludziom w postaci podatków, a później daje się jednym sitwom gruby szmal, żeby dzieciom pomagali, podczas gdy oni sobie kieszenie napychają i udają, że coś robią. A drugim sitwom daje się pieniądze, żeby tropili i srodze karali ludzi, którzy autentycznie, ze swojej kieszeni, pomagają biednym, wśród których znajdują się też głodne dzieci. Ale nie ma co się dziwić. W totalitarnym państwie wszystko musi być pod kontrolą władz, nawet pomoc biednym. A poza tym, na pomocy biednym można się bardzo wzbogacić i żyć sobie spokojnie jako jakiś dyrektor, prezes, wicedyrektor, wiceprezes, dostając pieniądze właściwie za nic, i tak się obijać aż do emerytury. A co? Nie ma takich?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

O Magdalenie Środzie, wykładzie i pluralizmie, którego nie ma

czwartek, 21 lutego 2013 23:32

        Dowiedziałem się z telewizora, że na wykład pani profesor Magdaleny Środy „wtargnęli” narodowcy. Protestowali w ten sposób przeciwko odwołaniu debaty z udziałem przedstawicieli ruchu narodowego, która to została odwołana przez władze Uniwersytetu Warszawskiego z tego powodu, że będzie promowała ruch narodowy. Parę dni później rektor bardzo zapraszał studentów na wykład pani profesor Magdaleny Środy, która, jak napisali protestujący w rozrzucanych ulotkach, jest „kontrowersyjną działaczką feministyczną, która popiera i promuje aborcję, eutanazję, a także różnego rodzaju dewiacje. Często również w agresywny sposób atakuje Kościół Katolicki”. Dodali, że Uniwersytet Warszawski jest utrzymywany z podatków wszystkich obywateli i uznali za niedopuszczalne, aby w murach uczelni były promowane poglądy tylko jednej ze stron. Jak tu odmówić słuszności prostującym?

 

        Narodowcy wystąpić w debacie nie mogli, za to swoje wykłady ma tam co i rusz pani profesor Magdalena Środa „no bo ona tam pracuje”. I to jest problem, że jedne poglądy, nazwijmy to lewicowe, są rozpanoszone na wyższych uczelniach, a inne traktowane co najwyżej jako ciekawostki. Pamiętam z lat mojej edukacji, że nie można było znaleźć sali, nawet takiej kuriozalnie małej, gdzie mogłoby się odbyć spotkanie studenckiego koła naukowego historyków. Niby była wolna malutka salka, ale w trakcie spotkania koła okazało się, że jednak mają tam być zajęcia. Wylądowaliśmy więc na korytarzu i tam ktoś kończył swój odczyt dotyczący jakiegoś zagadnienia naukowego. Na to wyszła z innej sali jakaś pracowniczka naukowa i najwyraźniej nie zdając sobie sprawy co się dzieje, powiedziała, żeby nie robić tu agitacji czy jakoś podobnie. Ale gdy przyjechał Jacek Żakowski to zgonili studentów do największej sali, żeby czasem ktoś nie uronił ani jednego słowa wypowiedzianego przez to stworzenie. Nie będę pytał czy gdyby jakaś grupa studentów miałaby mieć zajęcia w tym czasie w tej sali, gdzie paplał swoje mądrości Żakowski to też by przerwali spotkanie i wygonili go na korytarz, bo odpowiedź jest oczywista. I to co się stało w Warszawie i to we Wrocławiu to norma na wyższych uczelniach a nie wyjątek.

 

        Jak dowiedziałem się z telewizora narodowcy w sali, gdzie mądrowała się Środa, chcieli rozwinąć transparent, ale ochrona im na to nie pozwoliła. Tak przynajmniej doniosły ubeckie media, kto jak kto ale chyba oni są dobrze poinformowani. Spędziłem parę lat we wrocławskiej Alma Mater i nigdy nie widziałem tam ochrony. W Instytucie Historii była tylko osoba, która wydawała klucze do sal, czasem była to kobieta, czasem mężczyzna, panie szatniarki i parę pań, które sprzątały (jedna ładna choć z kolczykiem w nosie, którą w tym miejscu pragnę pozdrowić!). A tam w Warszawie proszę, panią profesor strzeże ochrona! I to bardzo sprawna, niczym zomo, skoro tak szybko zareagowała, że narodowcy nie zdążyli rozwinąć transparentu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że działają szybciej niż policja, bo ci, gdy morderca zabarykadował się z dziewczyną w mieszkaniu w jakimś bloku, to czekali spokojnie jak zastrzeli ją i siebie, co zresztą odbyło się zgodnie z procedurami i zgodzenie z prawem.

 

        Oczywiście, jak to zwykle bywa zaraz ubecy zainicjowali kampanię propagandową wymierzoną w osoby należące do ruchu narodowego. Jedni potępiali, drudzy porównali ich do Hitlera, trzeci się odcinali, słowem zupełnie jak za komuny. Gdy lewaki szczali pod krzyżem ustawionym przed siedzibą prezydenta, to był wszystko w porządku. Gdy ludziska przyprowadzone przez „Rambo” skakały jak małpy i porykiwały to też było wszystko dobrze. Nawet jak włazili z iście małpią zręcznością na znaki drogowe i okładali się kułakami to nadal była to pokojowa demonstracja bez przemocy, incydentów i „mowy nienawiści”. Wcześniej jeszcze, gdy Roman Giertych był ministrem edukacji i zachowywał się jak człowiek to nauczyciele prowadzali dzieci pod ministerstwo, żeby protestowały przeciwko Giertychowi i też nikt jakoś nie mówił, że powinny być w tym czasie w szkole i się uczyć. A później nauczyciele narzekają jak to się z programem wyrobić nie mogą. No pewnie, skoro zajmują się indoktrynacją dzieci, to trudno wyrobić się z programem.

 

        Drugi nurt krytyki ograniczał się do zarzutów, że forma protestu była nieodpowiednia, nieestetyczna, bo pozakładali maski i takie tam. Czy forma był odpowiednia, estetyczna, nie wiem, i nie ma to poważniejszego znaczenia, a to dlatego, że omawiane zdarzenie jest jedynie pretekstem do nagonki przeciwko ruchowi narodowemu, a nie przyczyną. Kilka lat temu we Wrocławiu policjanci usuwali z jezdni pielęgniarki, które na tejże jezdni protestowały. Kobiety były ciągnięte przez funkcjonariuszy jak wieprzki i kwiczały też tak jakoś i nikt nie mówił, że to nieestetyczne. Kat zwykle wygląda bardziej estetycznie niż jego ofiara, tak to już jest.

 

        Osobnicy pokazywani w telewizorze w charakterze autorytetów mówili, że teraz biją, a jutro będą zabijać czy jakoś tak. W programie Elżbiety Jaworowicz podawano niedawno przykład człowieka, którego wywlekła z domu brygada antyterrorystyczna policji, czy coś podobnego, a na komisariacie lali ile wlazło, żeby się przyznał do przestępstwa, którego nie popełnił. Człowiek poszedł z tą sprawą do „niezależnej prokuratury” ale podczas przesłuchania policjanci powiedzieli, że nic nie wiedzą o biciu i „niezależna prokuratura” uznała, że nie ma sprawy. Panie premierze już bija i już zabijają, tylko nie narodowcy, ale „nieznani sprawcy” o czym przekonali się porywacze Krzysztofa Olewnika i jeszcze paru „seryjnych samobójców”, ale tego panu premierowi ubecy nie pozwalają wiedzieć. Jak zwykle też autorytety wygadywały różne durnoty na temat demokracji. Mówili, że to straszna rzecz, sprzeczna z demokracją czy jakoś tak, jak się nie pozwala mówić drugiemu człowiekowi tego co chce, głosić swoich poglądów itd. Że to niby narodowcy nie pozwolili gawędzić pani Środzie. To nic, że to właśnie działacze ruchu narodowego nie mogli głosić swoich poglądów, to tym różnym mądralom z telewizora nie przeszkadzało. Jeśli byliby konsekwentni, to opinia ta oznaczałaby, że Jarosław Kaczyńskie też może mówić co chce np. o katastrofie smoleńskiej, a przecież wiadomo, że tak nie jest. Ale u czerwonych zawsze obowiązuje prawda etapu. Gdy PiS był u władzy istotą demokracji było prawo obywateli do protestowania przeciwko rządowi, gdy PZPR czy tam PO jest u koryta to istotą demokracji jest szanowanie „demokratycznie wybranych władz” i takie tam.

 

        Miałem wczoraj wrzucić ten tekst do Internetu ale jakoś nie mogłem obmyślić zakończenia. Najlepiej posłużyć się jednak klasykiem. „Poznałem potem takich chłopców, Żydów z pochodzenia, którzy byli samą nienawiścią do faszyzmu, a rozumieli przez to antysemityzm. W rezultacie nienawidzili Polaków formacji narodowej, nawet nie endeckiej, Polaków-katolików, jakich w społeczeństwie polskim była wówczas większość” – pisał Jacek Kuroń. I wszystko jasne.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wystawa obrazów Aleksandra Poroha

niedziela, 17 lutego 2013 23:20

       18 lutego 2013 r. w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Bierutowie zostanie otwarta wystawa obrazów Aleksandra Poroha pt. Kot w malarstwie. Kopie znanych i mniej znanych malarzy XX i XXI wieku. Ekspozycja obejmuje ponad dwadzieścia kopii prac malarzy, którzy w swoich dziełach przedstawiali koty. Wśród prezentowanych obrazów są kopie zarówno tak wybitnych twórców jak Pablo Picasso, Franz Marc, Ernst Ludwig Kirchner czy Zuzanna Valadon, jak i nieznanych szerszej publiczności artystów współczesnych pochodzących z Brazylii, Argentyny, Stanów Zjednoczonych, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii.

        Aleksander Poroh  - mieszka i pracuje na Dolnym Śląsku. W swoich obrazach podejmuje różnorodną tematykę. Za najbardziej znaczące można uznać cykle prac poświęcone kobietom oraz paryskiej dzielnicy Montmartre. Chętnie kopiuje dzieła znanych mistrzów.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

O nauce w III RP czyli krótkie opowiadanie o posiedzeniu Rady Wydziału

poniedziałek, 01 października 2012 23:06

W sali, w której odbywały się posiedzenia Rady Wydziału, zgromadzili się już wszyscy członkowie Rady. Ostatni przyszedł świeżo upieczony doktor habilitowany, bardzo utalentowany, dokonał już trzech plagiatów i nikt tego nie zauważył. Był też ambitny, właśnie zaczął uczyć się języka angielskiego. Wszyscy wróżyli mu wspaniałą karierę.


        Usiadł obok zasłużonego dla nauki profesora, który kiedyś organizował konferencję naukowe, podczas których wychwalał dokonania Bolesława Bieruta, a teraz był pomysłodawcą nazwania nie tylko jednej z sal w Instytucie salą im. Unii Europejskiej, ale też nadania takiego patrona wydziałowi czym zdobył sobie wszystkich uznanie. Ten to ma głowę na karku, powtarzano. Inne wydziału mogą nam pozazdrościć takiego wstrzelenia się w aktualną sytuację!


        Po drugiej stronie siedział profesor, o którym wszyscy wiedzieli, że ma głowę do biznesu. Raz, dwa założył z paroma kolegami wyższa szkołę i teraz jako jej rektor wyciągał gruby szmal od studentów w zamian z wpisy do indeksu. Niektórzy co prawda mówili, że kiedyś ta sprawa się rypnie, ale on odpowiadał, że ma takie plecy, że nikt mu nie podskoczy czym zyskał sobie jeszcze większe poważanie w oczach swoich kolegów. Wielu pracowników naukowych bez najmniejszego skrępowania podlizywało się mu, śmiało z nie śmiesznych dowcipów, stawiało wódkę, wiadomo, każdy chciał być zatrudniony w prywatnej wyższej szkole i brać pieniądze właściwie za nic.


        Dalej usadowiła swą pokaźną tuszę pani profesor, która na podejmowane badania naukowe za każdym razem otrzymywała z centralnej komisji zaskakująco duże sumy. Nikt nie miał wątpliwości, że większość forsy trafiała do kieszeni pani profesor, ale nikt się temu nie dziwił, w końcu jej mąż zasiadał w tejże centralnej komisji zatwierdzającej  projekty badawcze i mogła sobie na to pozwolić.


        Obok pani profesor zajmował miejsce pan profesor, który był znany z tego, że stawiał studentom i doktorantom bardzo wysokie wymagania odnośnie prac magisterskich i doktorskich. Na każdej obronie, na która przywlókł swoje cielsko, tubalnym głosem oznajmiał, gdzie to studentowi przytrafiła się literówka, a nawet gdzie brakowało przecinka, choć nie zawsze słusznie. Wszyscy, a zwłaszcza studenci i doktoranci byli pod dużym wrażeniem jego wystąpień. Coś tam między sobą mówili negatywnego o panu profesorze, że na niczym się nie zna czy coś podobnego, ale przecież nie miało to najmniejszego znaczenia. Był profesorem pełną gębą o czym świadczyła otrzymywana pensja.


        Był też profesor pochodzący w rodziny profesorskiej. Jego ojciec był profesorem, on był profesorem, jego żona był profesorem, a syn i córka robili kariery naukowe, córka pisała habilitację, a syn właśnie obronił doktorat. Może trochę późno, bo zbliżał się do czterdziestki ale za to miał trzy etaty, na uniwersytecie, prywatnej uczelni i Polskiej Akademii Nauk a do tego kosił gruby szmal na unijnych projektach. Studenci co prawda nabijali się, że cała rodzina pisała na ten sam temat i to nie za bardzo inaczej, ale przecież studenci nie znają się na nauce.


        Po jego lewej stronie siedział profesor o wielkim dorobku naukowym. Od lat wertował prace magisterskie studentów oraz prace doktorskie, coś tam sobie przepisał, dzięki czemu miał wiele publikacji w czasopismach naukowych oraz wiele wystąpień na konferencjach naukowych, szczególnie tych, które odbywały się w miejscowościach atrakcyjnych pod względem turystycznym.


        W sali znajdowało się naukowców zacznie więcej. Nie możemy ich wszystkich przedstawić, bo oto wybiła godzina dwunasta i czas było zacząć posiedzenie Rady Wydziału. Posiedzenie wyglądało zawsze tak, że pan dziekan oznajmiał co i jak a rada się na to natychmiast zgadzała. Tak miało być i tym razem.


        Pan dziekan, którego autorytet w środowisku od czasu gdy prasa doniosła, że był tajnym współpracownikiem SB wzrósł do tego stopnia, że nikt nie miał wątpliwości, że zostanie wybrany dziekanem na kolejną kadencję, wstał, odkaszlnął i zaczął mówić:

- Hrum, hrum, hrum, hrum…

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

To jeszcze nie koniec

poniedziałek, 24 września 2012 16:39

Jeszcze kiedyś coś napiszę, proszę o cierpliwość!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

O emocjach nie tylko sportowych

czwartek, 14 czerwca 2012 17:32

Mecz piłki nożnej może być przyczyną nie tylko emocji sportowych. Przekonałem się o tym, gdy zobaczyłem pana prezydenta Bronisława Komorowskiego obwiązanego biało-czerwonym szalikiem siedzącego obok Michela Platiniego. Pomyślcie państwo jakich to głupot mógł nagadać temu wybitnemu piłkarzowi pan prezydent, jakiego znowu mógłby narobić nam wstydu! Ale na szczęście pan prezydent Komorowski języków obcych nie zna, tylko polski i to średnio.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

O naganie, Janie Tomaszewskim i ubekach

poniedziałek, 28 maja 2012 0:47

Okazało się, że Jan Tomaszewski został przez swoich towarzyszy z PiS ukarany jakąś naganą czy czymś podobnym za to, że coś tam powiedział. To ciekawe, że słynny polski bramkarz mówił to samo już od dawna i nikt go za to nie karał, a dopiero jak jedynie słuszne media zrobiły wokół tego zamieszanie, to zaraz towarzysze partyjnie ukarali Tomaszewskiego. Wygląda więc na to, że powodem owej nagany było wcale nie to, co powiedział „człowiek, który zatrzymał Anglię”, ale to, że ubecy, którzy zawiadują mediami zrobili wokół wypowiedzi posła PiS szum. Na co komu tacy towarzysze, można powtórzyć za pewnym Sybirakim, który pojawia się na kartach jednej z powieści Ossendowskiego. Prezesa Jarosława Kaczyńskiego też media co rusz krytykują i jakoś nikt w PiS nie obdziela go naganami. Mogliby pójść po rozum do głowy i pomyśleć, że w ten sposób każdego z nas po kolei odstrzelą, a w kupie siła.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  14 463