Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 240 027 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15043
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2469 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Komorowski prezydentem wszystkich...

środa, 26 stycznia 2011 12:01

     „Krzyczą »precz z prezydentem« - policja odpowiada ostro” – taki oto tytuł artykułu przykuł moją uwagę na Wirtualnej Polsce. Już myślałem, że chodzi o prezydenta Bronisława Komorowskiego, na to mogła wskazywać „ostra” reakcja policji, ale gdzie tam, chodziło o Egipt i tamtejszego prezydenta. W Polsce to nie mogłoby się zdarzyć, przecież Komorowski na stołku prezydenta odpowiada wszystkim i Anieli Merkel i Włodzimierzowi Putinowi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Szansa na sukces premiera Tuska

wtorek, 25 stycznia 2011 23:01

        Jest takie przysłowie o pochyłym drzewie, na które kozy włażą. I przypomniało mi się ono, gdy przeczytałem, że we Lwowie na wiecu poświęconym Dniu Jedności Ukrainy Rostysław Nowożenec nawoływał do oderwania od sąsiednich państw terenów, które jego zdaniem są etnicznie ukraińskie. „Straciliśmy Łemkowszczyznę, Nadsanie, Chełmszczyznę i Podlasie które weszły w skład Polski, oraz ziemię brzeską i Homelszczyznę, które znajdują się na Białorusi” – powiedział były deputowany lwowskiej rady obwodowej, cokolwiek ta funkcja miałaby znaczyć.


        Skoro pan premier Donald Tusk chce dogadzać sąsiadom Polski za wszelką cenę, jak to demonstruje wobec Anieli Merkel i Włodzimierza Putina a prezydent Bronisław Komorowski jaki jest każdy widzi, to nie należy się dziwić, że pojawiają się w świecie głosy, aby to i owo Polsce zabrać. Gdyby te pomysły stały się postulatami władz Ukrainy, to może pan premier Tusk chciałby i Ukraińcom dogodzić w tym zakresie. W nagrodę zostałby poklepany po plecach, wzbogaciłby album nowymi fotkami, a prasa zagraniczna, w tym wypadku ukraińska, nie mogłaby się go nachwalić. Przed jesiennymi wyborami do parlamentu żaden sukces nie jest do pogardzenia.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Rozkaz: krytykować raport MAK

czwartek, 20 stycznia 2011 1:41

       Jak to wszystko się zmienia. Jeszcze niedawno z ust przedstawicieli rządu słyszeliśmy jak to dobrze idzie współpraca z Rosjanami badającymi przyczynę katastrofy smoleńskiej. Nawet gdy minister spraw zagranicznych Rosji przyjechał nad Wisłę i pouczał, że nie życzy sobie, żeby w Polsce podważano raportu MAK-u, nikt nie przypomniał rosyjskiemu dyplomacie, że Polska nie leży w strefie wpływów Moskwy, ale udaje niepodległe państwo. Widać taki był rozkaz.

 

        Teraz rozkaz jest inny. Politycy koalicji rządowej robią zamieszanie udając, że nagle sprawa wyjaśnienia przyczyn katastrofy polskiego tupolewa stała się dla nich ważna, a w „wiodących mediach” dziennikarzyny i publicyści oburzają się na nierzetelności w raporcie MAK. Nawet oburzał się i to w dodatku w telewizorze pewien mądrala z Wyborczej! Oburzał się, ale tylko tak trochę, a innych, którzy też się chcieli pooburzać strofował za to oburzanie. Wiadomo, że to wszystko jest tak na niby, dopóki publikę to interesuje, a jak się znajdzie temat zastępczy, to wszystko wróci na stare tory. A ten cały cyrk w wykonaniu rządzących i „wiodących mediów” jest pewnie dlatego, że ktoś albo domyślił się, albo zrobił badania socjologiczne, i wyszło, że Polakom nie podoba się raport MAK. A wobec tego trzeba stanąć na czele niezadowolenia społecznego i skanalizować je w korzystny, a przynajmniej w jak najmniej niekorzystny dla siebie sposób. Gdyby siedzieli cicho, albo wychwalali współpracę z Rosjanami, tak jak do tej pory, to monopol na krytykowanie ustaleń MAK-u miałby Jarosław Kaczyński, jego partia, „Gazeta Polska” i Radio Maryja. I już wiemy dlaczego Donald Tusk tak nagle zainteresował się sprawą wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej i dlaczego takie głosy oburzenia przewalają się od kilku dni przez „wiodące media”. Gdyby rozkaz był inny, to chwaliliby panią generałowa Tatianę Anodinę za rzetelność. Może nawet dostałaby kwiaty, podobnie jak minister infrastruktury Cezary Grabarczyk za to, że jest kraj w Unii Europejskiej, w dodatku leżący w środku Europy, gdzie w XXI wieku ludzie włażą do pociągów przez okna.

 

        Premier nawet odmówił sobie przyjemności pokopania piłeczki z kolesiami i wdrapał się na mównicę sejmową, aby poopowiadać jak to rząd wszystko od 10 kwietnia 2010 r. robił dobrze, a nawet bardzo dobrze i żeby nikomu do głowy nie przyszło, że było inaczej. Pewnie nie wspomniał, że pani minister Ewa Kopacz kłamała na temat udziału polskich lekarzy podczas wykonywania sekcji zwłok ofiar katastrofy i przekopywania przez Rosjan ziemi na metr w głąb w miejscu rozbicia się samolotu, ale wtedy i teraz obowiązuje rozkaz, żeby udawać, że wszystko jest dobrze, więc czego się spodziewać?

 

        Jeden fragment wystąpienia premiera Tuska jest warty szczególnej uwagi. Cytuję za Wirtualną Polską: „Jak podkreślił, mimo tego co Polacy przeżywali po 10 kwietnia ub. roku, »mimo tej straty, także okrutnej w sensie arytmetycznym«, rząd miał obowiązek »dbania o to, aby w Polsce nie doszło do wstrząsu naszej demokracji, aby państwo polskie przetrwało ten krytyczny i najtrudniejszy moment, bez zbędnego szwanku«. - By utrzymać sprawność państwa i gotowość państwowych służb do działania, by realizować najważniejsze cele - dodał Tusk”.

 

        Pan premier jest tutaj rozbrajająco szczery. Oto obowiązkiem rządu po 10 kwietnia ubiegłego roku było dbanie „aby w Polsce nie doszło do wstrząsu naszej demokracji”. A jaki to wstrząs demokracji nam groził? Tego premier nie mówi, ale nie wątpię, że to zagadnienie wyjaśnia wypowiedź Waldemara Kuczyńskiego (to zdaje się jakiś pomagier profesora Leszka Balcerowicza, gdy ten tak ratował gospodarkę w Polsce przed katastrofą, że aż komuniści wykroili sobie z tego spore fortuny), który to powiedział w telewizorze podczas dyskusji nad „reformą emerytalną”, że nie można dopuścić, żeby wariaci powrócili do władzy. No to już jasne: pan premier zamiast dbać o interesy Polski główny wysiłek wkładał w to, żeby Jarosław Kaczyński nie odniósł korzyści politycznych ze śmierci swojego brata i do władzy nie doszła opozycja spod znaku Prawa i Sprawiedliwości. Bo wiadomo, gdyby władzę przejął Sojusz Lewicy Demokratycznej, albo Unia Wolności, która teraz nazywa się inaczej i jej połowa siedzi na ciepłych posadkach w pałacu prezydenta Bronisława Komorowskiego to byłaby to demokratyczna decyzja wyborców czy jakoś tak.

 

        I dalej Tusk mówił, o podejmowanych wysiłkach czy czyś podobnym, „by utrzymać sprawność państwa i gotowość państwowych służb do działania, by realizować najważniejsze cele”. Jakie to służby państwowe tak sprawnie działają? Policja nie potrafi złapać byle złodzieja, mimo, że im się go palcem wskaże, sądy wypuszczają przestępców pod pretekstem niskiej szkodliwości społecznej czynu, wyroku w zawieszeniu i stu innych powodów, a mafii to w ogóle się boją, Sanepid dopuszcza do sprzedaży mięso sprzed 50 lat, a wojsko nie jest w stanie obronić Polski, co najwyżej, jak ktoś jest tam na wysokim stołku, to może jakiś szwindel zrobić, a jakiś dziad z jakiegoś urzędu może wykończyć firmę jedną swoją decyzją. O jakie służby może premierowi Tuskowi chodzić? Może o te „zlikwidowane”? Chyba tak, w końcu mówił, o gotowości służb do realizowania najważniejszych celów. Więc co ja tu o drobnych złodziejaszkach i Sanepidzie. Doszedłby Kaczyński do władzy i znowu jakaś weryfikacja, znowu grzebanie w papierach, o których może wiedzieć dajmy na to taki generał Czesław Kiszczak, a na pewno nie zwykły podatnik. W każdym bądź razie chyba Tuskowi oni też nie pozwalają takich rzeczy wiedzieć. Może to i słusznie, w końcu ma już stanowisko, to po co ma jeszcze wiedzieć co robi władza? Tylko po co nam taki rząd?

 

Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione bloogi!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zachwyty Cimoszewicza

poniedziałek, 17 stycznia 2011 20:52

Zachwyty Włodzimierza Cimoszewicza nad raportem MAK potwierdzają słuszność słów  Mieczysława Moczara, który w swoim czasie powiedział, że dla partyjniaków prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jak pies Pawłowa

niedziela, 16 stycznia 2011 0:07

        Redakcja „Nowej Fantastyki” uruchomiła portal, na którym użytkownicy mogą zamieszczać swoje opowiadania, powieści, artykuły publicystyczne i dziełka plastyczne. Co więcej, użytkownicy mogą pod tekstami i „grafikami” zamieszczać komentarze. Widać Redakcja mniema, że ludzie nawet w naszych czasach mają coś do powiedzenia. Ale treść wielu tych wpisów świadczy o czymś wręcz przeciwnym. Zdaje się, że spora część użytkowników, która występuje w roli jajek chce być równie mądra jak kura i powtarza z wielką powagą te uwagi, które kiedyś wpisywali Redaktorzy portalu, gdy jeszcze chciało im się w ten sposób udzielać. Zresztą mniejsza z tym.


        Ważniejsze jest to, że użytkownicy portalu to w zdecydowanej większości ludzie młodzi, tacy od gimnazjum, po parę lat po studiach, a więc tacy, którzy nie edukowali się w czasach złej komuny, ale już w „demokratycznym państwie prawa” czyli III RP. Pewnie uważają się za rozumnych, wszak zajmują się tak szlachetnym zajęciem, jak pisarstwo. Zdaje się, że sam Leonardo da Vinci powiedział, że gatunek ludzki dzieli się na dwa rodzaje: twórców wszelkiego rodzaju oraz przewody pokarmowe, które są czymś dalece gorszym od bydła. Trudno więc machnąć ręką, na to, co kiełkuje w głowach młodych twórców, może jeszcze niedocenianych, nie wydawanych, ale kto wie, czy ktoś z nich nie dochrapie się nagrody Nike.


        Jest tych opowiadań tam bez liku, tak jak bez liku jest obecnie osób zajmujących się pisaniem. Na jedno, napisane przez osobę o pseudonimie LordVetinari, zwróciłem jednak uwagę, a to z racji niecodziennego tytuły. Brzmi on: „Ojczyzna”. Sami państwo przyznają, że w tych czasach rzeczownik ten nie jest popularny. Chyba, że „mała ojczyzna”, taki niemiecki twór pojęciowy, u nas znany od niedawna. Nie zadawałbym sobie trudu pisania tego artykułu, gdybym nie przeczytał komentarza zamieszczonego pod tym opowiadaniem, a który to komentarz napisał osobnik o pseudonimie Mortycjan: „Oceny tekstu się nie podejmuję, bo cierpię na chroniczną alergię na słowa »patriotyzm«, »miłość« i »ojczyzna«, objawiającą się niekontrolowanym womitowaniem”.


        Co takiego odrażającego jest w słowach patriotyzm i ojczyzna, że aż organizm Mortycjana reaguje na nie niekontrolowanym womitowaniem, tego nie wiem. Pewnie ten Mortycjan też tego tak do końca nie wie. Aby zrozumień jego reakcję, należy wspomnieć o profesorze Iwanie Pietrowiczu Pawłowie, który to zajmował się badaniem fizjologii wydzielania śliny. Ów uczony wymyślił sobie, że będzie robił psy w konia i zanim dostaną kość do obgryzienia to będzie dzwonił dzwonkiem, zapalał lampkę czy coś tam jeszcze. Po jakimś czasie biedne psy zbaraniały kompletnie, wystarczyło, że Pawłow podzwonił trochę, poświecił lampką, a te bidne stworzenia śliniły się, mimo, że jedzenia nie dostały. Później rosyjski uczony to wszystko tak mądrze poopisywał, że chwilami nie bardzo wiadomo o co chodzi, ale nie jest to tematem artykułu. No cóż, najzwyczajniej nasz bohater został tak wytresowany przez Wyborczą, że womituje na dźwięk i widok słów ojczyzna i patriotyzm. Może go jednak obrażam, ale sam sobie jest winien, nie wyjaśnił przecież przyczyn gwałtownych reakcji swego organizmu na wiadome słowa. Napisałby wprost: jestem volksdeutchem i olewam mniej wartościowy naród, a próbuję udawać, że należę do wyższej rasy: Prawdziwych Europejczyków, albo jestem komunistom i wierzę w walkę klas oraz nadchodzące zwycięstwo światowej rewolucji proletariackiej, która wprowadzi na całym globie system komunistyczny i wszystko by się wyjaśniło, a tak, jesteśmy skazani na domysły.


        Ale dlaczego Mortycjan reaguje niekontrolowanym womitowaniem na słowo miłość? Z pobieżnego przeglądnięcia opowiadania napisanego przez autora o pseudonimie LordVetinari, dowiaduje się, że chodzi o miłość mężczyzny do kobiety. Parzcież to najnormalniejsza rzecz na świecie! Może te womitowania to skutek frustracji, zawiedzionych uczuć, braku realizacji w pewnej dziedzinie życia, którą pewien psychoanalityk o nazwisku Freud uważał za kluczową dla zdrowia psychicznego? W końcu sam Mortycjan swoją awersję do trzech wymienionych już słów opisał jako „chroniczną alergię”, a więc chorobę, a już na pewno coś w rodzaju choroby. A może chodzi o zazdrość? Ale przecież on, znaczy ten Mortycjan, wcale tej dziewuchy nie zna, a poza tym ta dziewucha, to tylko taka postać fikcyjna, która ulęgła się w wyobraźni autora opowiadania. W takim razie zostaje już tylko jedna możliwość, womitowanie u Morcjana spowodowała miłość mężczyzny do kobiety. Niestety, ale na to wychodzi. Gdyby chodziło o „miłość” w obrębie tej samej płci, to pewnie śliniłby się z radość, że znalazł podobnych sobie. Jeszcze niedawno nazywano takie zachowanie zboczeniem, ale zdaje się, że teraz w telewizorze mówią co innego. Cóż, takie czasy.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uszczęśliwieni przez PO

wtorek, 11 stycznia 2011 3:03

      Jakiś czas temu, gdy gruchnęła jak piorun z jasnego nieba wieść, że rząd Donalda Tuska mimo, że Polska jest „zieloną wyspą”, zamiast obniżać, będzie podwyższał podatki, przez Internet przetoczyła się fala entuzjazmu. Oto kilka, cytowanych w oryginale, wypowiedzi:

- „Wolę podwyżki Rządu niż anarchię PiS-u!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – JANUSZ V” 

- „chciales kaczke to bylaby wojna, wole podwyzki niz wojne (-kacz)”

- „Jeżeli to ma być ceną tego by PIS łącznie z Kaczyńskim poszli w cholere BIORĘ W CIEMNO – Otis”

- „Mogę płacić jeszcze raz tyle. Bylebym nie musiał oglądać Jarka w TV – Krzysiek.”


       Jak to skomentować? Spece od tresury (czy jak kto woli propagandy) Platformy Obywatelskiej odnieśli sukces. Niestety, rząd PO radzi sobie tylko z tresurą „młodych, wykształconych, z dużych miast”, ograbianiem obywateli i zadłużaniem tych, którzy się jeszcze nie urodzili.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wigilia Bożego Narodzenia panny Anny

niedziela, 09 stycznia 2011 0:57

     Okres świąteczno-noworoczny minął, a pani prezydentowa Anna Komorowska nie uraczyła nas opowieściami o tradycjach wigilijnych i bożonarodzeniowych, jakie pielęgnowano w jej rodzinnym domu. Kiedy ten Dziadek Mróz przychodził i takie tam różne. Szkoda.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

„Czas wreszcie się obudzić i zacząć żyć wedle reguł okupacyjnych”

sobota, 08 stycznia 2011 1:45

        „Jeśli więc można wątpić w realizację zarysowanego powyżej scenariusza, to tylko dlatego, że być może już został on zrealizowany, a myśmy nawet nie zauważyli, że tkwimy w czymś w rodzaju Generalnej Guberni, w której, co prawda, nikt do tubylców jeszcze nie strzela, ale też nie dopuszcza ich do tworzenia praw i udziału we władzy. A jeśli tak rzeczywiście jest, to czas wreszcie się obudzić i zacząć żyć wedle reguł okupacyjnych, zwięźle przedstawionych w piosence Teraz jest wojna, kto handluje ten żyje…. Przede wszystkim zaś trzeba wyzbyć się wiary w skuteczność normalnych procedur politycznych w rodzaju wyborów. Przeciwnie, trzeba zdać sobie sprawę, że, tak jak w czasach PRL-u, udział w nich oznacza poparcie dla istniejącego stanu rzeczy” – oto obszerny cytat z artykuły redakcyjnego miesięcznika „Opcja na Prawo”.


        Niestety do tego doszliśmy. Władza, tak jak za komuny, to „oni”, a „my” to ci, którzy są zmuszani do utrzymywania władzy i jednocześnie pozbawieni są możliwości realnego udziału w rządzeniu. Musimy ich utrzymywać, nawet jeśli oznaczałoby to wyduszenie z nas ostatniego grosza i zadłużenie na dziesięć następnych pokoleń. Bo przecież rządzący nie pomyślą, żeby oszczędzać na sobie i na przez siebie opłacanych darmozjadach. Co więcej, ta władza jest po to, żeby tym różnych darmozjadom, co to nigdy uczciwą pracą się nie zajmowali, żyło się dostatnio. A my, te zwykłe szare ludzki możemy sobie psioczyć przed telewizorem oglądając ich „opasłe mordy, krzywe ryje” jak śpiewał Paweł Kukiz i tylko tyle. Faktycznie, jeszcze do nas nie strzelają, ale to jedyna pociecha. Chociaż, jeśli weźmie się pod uwagę to, że urzędnik jedną swoją decyzją potrafi doprowadzić przedsiębiorcę do bankructwa i zwalić mu na głowę dług, którego już nigdy nie będzie w stanie spłacić, to ta pociecha jest niewielka.


        Ale czy realizacja postulatu, aby nie uczestniczyć w wyborach, tej „procedurze demokratycznej” nie sprawi, że stracimy wszelkie szanse, aby wpływać na rzeczywistość w Polsce? Po pierwsze; nietrudno zauważyć, że po wejściu z życie traktatu lizbońskiego sejm III RP służy przede wszystkim do zatwierdzania tego, co ustalone zostanie poza graniami naszego kraju, w tym wypadku już nie w Moskwie, ale w Brukseli i Berlinie. Po drugie; towarzysz Józef Stalin podobno powiedział, że nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy, czy jakoś tak. Od tego czasu spece od tresowania społeczeństwa poczynili znaczne postępy. Można powiedzieć, że nie ważne kto głosuje i liczy głosy, ważne kogo wypromują media. A media mogą jednych uznać za najmędrszych, najlepszych, najbardziej demokratycznych, najbardziej europejskich itd., a istnienie innych sił politycznych przemilczeć. Zamilczenie na śmierć to taki sowiecki wynalazek stosowany w Kraju Rad wobec opozycji. Może to i lepsze niż zamknięcie w psychuszce z diagnozą schizofrenii bezobjawowej, ale nie mniej skuteczne. Jak już się nie da kogoś zamilczeć, to zawsze można zohydzić go w oczach społeczeństwa, co negatywnie odbije się na jego wyniku wyborczym. Jak taki proceder wygląda mogliśmy obserwować na przykładzie kampanii propagandowej wymierzonej w Prawo i Sprawiedliwość oraz w prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeśli nawet uda się dojść do władzy (czy raczej atrap władzy) opcji zwalczanej przez UB-ecję, która tak naprawdę włada Polską, to raz dwa można przeszkodzić im w rządzeniu orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego. Widzieliśmy to wszyscy, nie ma więc powodów tego bliżej analizować.

 

      Konkludując, można powiedzieć, że wyniki wyborów, dzięki kampaniom propagandowym i nierównym dostępie sił politycznych do mediów są fałszowane jeszcze zanim się odbędą. Może wydać się to szokujące, ale jest prawdziwe. To tak jakby przez kilka, kilkanaście lat przekonywać za grube pieniądze grupkę ludzi, że najlepszy jest proszek do prania „Y” i żaden inny nie istnieje, a już na pewno jest to proszek sto razy lepszy iż proszek „Q” i udawać, że gdy ludziska zostaną zagonieni do sklepu i kupią tam proszek do prania „Y”, to mają wolny wybór. Jeśli nawet kilku bardziej spostrzegawczych nie da się omamić propagandą zachwalającą proszek „Y”, to i tak większość bezmyślnie, a czasem autentycznie przekonana, że proszek „Y” jest najlepszy, kupi proszek „Y”. A większość decyduje. I tak to dział. Szefowie wielkich koncernów nie są głupi, a to właśnie oni wydają ogromne pieniądze na kampanie reklamujące w mediach ich towary. Widać są to metody skuteczne.

 

        Doktor Łukasz Kamiński, jeden z nielicznych historyków, którego cenię i który zawsze miał czas dla studentów, dawno temu, zanim trafił do Warszawy piastować funkcje w IPN, napisał bardzo ważną książkę, w której dokonał analizy form i natężenia oporu społecznego w Polsce w latach 1944-1948 wobec komunizmu. Zauważył, że opór społeczny zmniejszył się po (oczywiście sfałszowanych) wyborach do Sejmu ze stycznia 1947 r. Uznał, że jednym z powodów osłabnięcia oporu był udział w głosowaniu. Ten właśnie akt stał się w jakimś stopniu „udziałem w systemie”. A jak tu się opierać systemowi, który poprzez wzięcie udziału w głosowaniu stał się „trochę swój”? W USA po wojnie koreańskiej odkryto, że bardzo wielu żołnierzy amerykańskich, którzy trafili do chińskich obozów jenieckich kolaborowało z władzami obozu, a po wyjściu na wolność część z nich zdradzała poglądy prokomunistyczne. Jak to zwykle Amerykanie zainteresowali się tym zjawiskiem i odkryli mechanizm „prania mózgów” zastosowany przez chińskich komunistów. Dla nas najważniejsze jest to, że zauważyli, iż początkiem kolaboracji i „nawrócenia na komunizm” amerykańskiego jeńca było choćby najmniejsze jego zaangażowanie zgodne z intencjami zarządu obozu jenieckiego, np. napisanie na kartce paru zdań na nakazany przez strażników temat. 

 

        Te dwa przykłady pokazują jak wielką rolę może odegrać uczestnictwo w wyborach. A jeśli ktoś idzie do urny wrzucić karteczkę, to warto, żeby był świadom konsekwencji tego aktu i nabył dzięki znajomości opisanego mechanizmu coś w rodzaju „odporności”.


        A miało być społeczeństwo obywatelskie. Ale z drugiej strony może i je mamy? Obywatel Michnik ma się dobrze, podobnie jak obywatel Kiszczak, podobnie jak obywatel Rycho, Zbycho, Miro itp.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dekownik Jaruzelski

niedziela, 02 stycznia 2011 22:29

        Do redakcji „Gońca”, polonijnego tygodnika wydawanego w Kanadzie, gdzie czasem drukowane są moje artykuły, trafił list, w którym jeden z czytelników postanowił skrytykować redaktora naczelnego za jakieś nie takie słówko o generale Wojciechu Jaruzelskim. Oddajmy mu głos:


        „Czytałem pańskie raczej wypociny niż dziennikarstwo i muszę wyrazić osobiste oburzenie. Gra pan rolę wielkiego narodowca, plując na innych, jak to pan określa, »lewaków«. Panie Redaktorze naczelny, czy zna pan różnicę między Polakiem a polaczkiem? Otóż prawdziwy Polak nie pluje na swoich! Po drugie, zanim oplujesz generała Jaruzelskiego, sam przejdź pieszą pielgrzymkę z Sybiru do Berlina i kulom się nie kłaniaj pacanie jeden! Może wtedy nauczysz się szacunku do ludzi i przestaniesz być polaczkiem. Pisząc pan »nie chodzi w tym wszystkim o postać samego STOJĄCEGO DZIŚ NAD GROBEM JARUZELA«, jest pan zwykłą kanalią, a nie dziennikarzem. Ostatni raz kupiłem ten szmatławiec i będę odradzał to moim znajomym. To samo powiedziałbym Michałowi Pluta.”


        Widać ów czytelnik wytropił i mój artykuł, ale nie ten ostatni („Wykład generała Jaruzelskiego”), bo list ukazał się wcześniej niż powstał wspomniany tekst. O jaki artykuł chodzi, nie wiem. Ludzie bywają pamiętliwi, więc być może był to jakiś dawno temu napisany. Mniejsza z tym.


        Jak widać generał Jaruzelski, który całe swoje dorosłe życie poświęcił pracy dla dobra Związku Sowieckiego ma wielu zwolenników wśród Polaków. Czytelnik, którego list obszernie zacytowałem zdaje się uważać, że Jaruzelski przeszedł szlak wojenny z Sybiru do Berlina i nie kłaniał się kulom. Po pierwsze, szlak wojenny Jaruzelskiego na pewno nie zaczął się na Syberii, a po drugie; na pewno nie kłaniał się kulom (generał Karol Świerczewski ps. Walter” też się kulom nie kłaniał, a to z tego powodu, że bywał zbyt pijany, aby wykonywać takie skoordynowane ruchy, jak kłanianie się kulom i pewnie dlatego poległ w zasadzce zorganizowanej przez UPA), a to z tego powodu, że nie było takiej potrzeby. Ot, zwyczajnie dekował się. Pisał o tym pułkownik Lech Kowalski w biografii generała Jaruzelskiego pt. „Generał ze skazą”. Praca ta nie jest wybitnym dziełem, ale skoro utytułowani historycy, tacy z telewizora unikają jak ognia pracy nad biografiami PRL-owskich dygnitarzy, to jesteśmy zdani na pracę Kowalskiego. Dlaczego unikają, tego nie wiem. Chyba najzwyczajniej boją się podpaść. Jakoś nie słyszałem, aby ktoś w sposób naukowy podważył ustalenia Kowalskiego. Zanim to się nie stanie, wypada trzymać się tego co napisał pułkownik o generale.

 

Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. ulubione blogi!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Elity z marginesu

sobota, 01 stycznia 2011 21:27

       „Kwaśniewska imprezuje w dresie”, tak Wirtualna Polska zatytułowała artykuł, sądząc po zamieszczonym zdjęciu, o córce byłego prezydenta. Każdemu według potrzeb, powiem za Karolem Marksem. Jak tu nie zgodzić się z poglądem, że to, co kiedyś było charakterystyczne dla marginesu społecznego, teraz jest normą wśród tzw. elity.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 30 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  15 043