Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15469
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2551 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

O wyroku na generała Kiszczaka

czwartek, 12 stycznia 2012 19:50

Sąd wydał wyrok w sprawie „związku przestępczego o charakterze zbrojnym”, który to w 1981 roku wprowadził stan wojenny, czy jakoś tak. Wyrok, jak można było się spodziewać jest śmiechu warty, włos z głowy żadnemu z oskarżonych nie spadnie, Jaruzelskiemu bo chory i już od dawna w procesie nie uczestniczył, a Kiszczakowi bo wyrok jest w zawieszeniu. Okazuje się, że związek przestępczy o charakterze zbrojnym może bezkarnie (bo wyrok w zawieszeniu to żaden wyrok) przejąć władzę w państwie. Ale jak Adam Słomka troszku poprotestował to raz dwa, zupełnie jak w stanie wojennym, sąd mu wlepił 14 dni aresztu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O Franciszku Józefie i wieprzach

wtorek, 03 stycznia 2012 23:57

        Dawno temu Aleksander Kwaśniewski kandydował na urząd prezydenta pod hasłem wybierzmy przyszłość, albo bardzo podobnym. Nie wiem dlaczego akurat takie hasło mu wymyślili, przecież przynależność do PZPR i wysługiwanie się wrogiemu nam państwu to nic zdrożnego. A przynajmniej tak można sądzić po tym, że komunistów w „niepodległej Polsce” czyli w III RP nie spotkała żadna kara. Pewnie dlatego mają teraz tak wielu naśladowców, z tym, że Moskwę zastąpił Berlin.


        A co z tą przyszłością? Pamiętam, że Aleksander Kwaśniewski wygrał wybory a politycy stręczący nam Unię Europejską obiecywali, że będzie lepiej, że UE to taki raj na ziemi, że aż będą szukać chętnych, żeby ktoś łaskawie wziął dotacje, choćby z ociąganiem, słowem, że będzie jeszcze lepiej niż za Gierka i ludzie polecieli tłumnie do urn i zagłosowali zgodnie z życzeniem władz. Jak zwykle gówno z tego wyszło, ale kto się nachapał ten się nachapał. Donald Tusk obiecywał, że jak tylko dopcha się do koryta to od razu urządzi nam tu drugą Irlandię, co wówczas znaczyło dobrobyt i zwyciężył w wyborach. Pewnie chodzi o to, że ludzie chcą wierzyć, że będzie lepiej i różni łajdacy z tej naiwności ludzkiej korzystają.


        A co w takim razie z przeszłością? Skoro jest przez tych różnych łajdaków pomijana, przemilczana, zamiatana pod dywan, to może warto sięgnąć do historii. Ktoś tam kiedyś zauważył, że historia jest nauczycielką życia. Jeśli to prawda to może wiedza o przeszłości jeśli nawet nie zawsze może uchronić nas przed popełnieniem głupoty to przynajmniej daje nam taką szansę. Daje też szansę na lepsze rozumienie rzeczywistości i ułatwia ocenę tego co się wokół nas dzieje. Pogrzebmy zatem w przeszłości.


        Przytrafiło mi się przeczytać biografię cesarza Franciszka Józefa pióra Stanisława Grodziskiego. Najwybitniejsze dzieło to to nie jest, ale kilkoma zdaniami warto się podzielić. Oto cesarz Franciszek Józef w poniedziałki i czwartki przyjmował petentów z całego cesarstwa. „Aby być przyjętym przez cesarza, należało się tylko w jego kancelarii zapisać, nawet bez obowiązku bliższego podawania celu audiencji, przy czym można to było zrobić też drogą korespondencyjną. Każdy, bez względu na swoje stanowisko społeczne, narodowość, rodzaj sprawy, pozostawał przez cesarza przyjęty, po doczekaniu się swojej kolejki. Nie było to zresztą oczekiwanie zbyt długie, gdyż jak wiemy, cesarz udzielał audiencje masowo… Samo posłuchanie trwało bardzo krótko. Najczęściej cesarz odbierał podanie, rzucał na nie okiem, mówił »rozpatrzę i zrobię, co będzie można«, a następnie składał pismo na biurku. Oznaczało to, że audiencje jest już skończona”.


        A w tej biednej Polsce nie wydaje mi się, żeby każdy mógł być tak łatwo przyjęty przez prezydenta, premiera, marszałka Sejmu i Senatu, czy tam nawet prezydenta miasta. A przecież to podobno są nasi przedstawiciele, którzy tylko myślą o tym jak tu przychylić nam nieba. I pewnie tylko dlatego, że nie chce nam się ich odwiedzać (bo przecież nie dlatego, że gdy już dopchają się do koryta to za żadne skarby nie chcą widzieć wyborców) to oni nie wiedzą czego sobie życzymy i dlatego wysługują się ubecji, mafii, jakimś lobbystom, jak zwał tak zwał. Ale mniejsza z nimi wróćmy do Franciszka Józefa.


        „Po rozpatrzeniu podania cesarz pisał na nim swój inicjał, przy czym istotnie znaczenie dla kancelarii oraz dla odpowiednich ministerstw miało to, jak ów inicjał był napisany. Wielkie »F« oznaczało, że prośba musi być spełniona; małe »f« stwierdzało, że w miarę możliwości powinna być spełniona; całkowity brak parafy nakazywał pozostawienie sprawy własnemu biegowi. Czasem pisał cesarz przy literze odpowiednią liczbę; oznaczało to sumę pieniężną, którą kancelaria winna była wypłacić petentowi, na przykład jeśli to był ubogi włościanin, który przybył do Wiednia na piechotę czasami nawet ze wschodnich krańców Galicji. Cesarz chętnie w takich wypadkach opłacał podróż powrotną koleją.”


        Proszę, cesarz wpływał na bieg sprawy. A teraz te premiery, prezydenty, ministrowie to raczej tylko dekoracja, a najważniejsze decyzje podejmują inni. Kto? Wiadomo, że ubecja, ale jak ten i ów ma na nazwisko to zwykłym śmiertelnikom nie wolno wiedzieć. I jeszcze jedno: dawał pieniądze i to z własnej szkatuły. Czy dostali Państwo kiedyś od urzędników choćby zwrot kosztów dotarcia do urzędu np. kiedy udawaliście się tam w celu wymiany prawa jazdy, którą to wymianę zarządzili urzędnicy? Jeszcze trzeba było za tą nam niepotrzebną bzdurę zapłacić! W innym miejscu biografii można przeczytać, że cesarz większość swoich dochodów rozdawał. A te pajace tylko zagrabiają łapami pod siebie. Wiadomo po to wpychali się na stołki, żeby się nachapać.


        Gdy Franciszek Józef przeglądał prasę „nie pomijał kącików humoru, w których nieraz znajdował anegdoty o samym sobie, na przykład jako o »Starym Prochazce«. Nie zawsze je rozumiał, ale przyjmował pogodnie… nie przejawiał żadnego niezadowolenia – nawet wtedy, gdy dowiedział się, że wiedeńczycy nazywają go »panem Schratt«. Nie tolerował tylko żadnych dowcipów na temat cesarzowej Elżbiety; wtedy gotów był do wyciągania surowych konsekwencji.”. Z tym „panem Schratt” to chodzi o to, że cesarz odwiedzał w pewnym okresie panią noszącą to nazwisko, ale według biografa nie po to, co dzisiejszemu czytelnikowi przychodzi na myśl. Okazuje się, że kiedyś wolno było żartować z cesarza, a teraz ABW wkracza do mieszkania internauty, który nabijał się z prezydenta Komorowskiego. Nietolerowanie przez Franciszka Józefa dowcipów z Sisi można zrozumieć, cesarz był człowiekiem rycerskim. (Temu, że postawa rycerskości obca jest elitom III RP nie ma co się dziwić. Tak jak nie ma co się dziwić, że złodziej co to dali mu karabin na sznurku i powiedzieli, że teraz to wy już milicjant obywatelski nie wie co to honor.) A skoro jesteśmy przy żonach. Zauważmy, że o żonie Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi nie wolno było niczego się dowiedzieć, oprócz tego, że jest, ale już kim byli jej rodzice, to ani słowa. Kim byli rodzice, dziadkowie, pradziadkowie, prapradziadkowie Elżbiety wszyscy zainteresowani doskonale wiedzieli i był to powód do dumy. Oczywiście nie jestem w żaden sposób zainteresowany panią prezydentową i to z tysiąca powodów, ale chciałem zwrócić uwagę, że kiedyś genealogia najważniejszych osób z państwie była powodem do dumy. I to jest kolejna różnica między tamtymi czasami a „naszymi”.


        „Gdziekolwiek na przykład poruszał się po Galicji – a nierzadko zdarzało mu się wmieszać pomiędzy tłum – obywał się bez żadnych środków ochrony i bezpieczeństwa”. I to pomimo, że przeżył zamach na swoje życie, podczas którego został zraniony w szyję. Proszę, cesarz obywał się bez ochrony, mimo, że mieszkańcy państwa (no, może co najwyżej garstka) nie mieli żadnego wpływu na to, że akurat on zasiadał na tronie. A te byki co to w wyniku „demokratycznych procedur” są na stołkach nigdzie się nie ruszą bez ochrony. Widać nie bardzo wierzą, że rzeczywiście z woli społeczeństwa są na tych stołkach i że ludzie aż tak bardzo ich kochają. A co do zamachów, to u nas też się zdarzają, ale tylko na polityków opozycji.


        „Przez całe długie życie towarzyszyło temu człowiekowi poczucie, że był potomkiem najstarszej i aktualnie najznakomitszej z panujących w Europie dynastii. Z tego brało się jego głęboko zakorzenione poczucie godności… Nie podnosił tonu, aby uzyskać posłuch. Współcześni mu obserwatorzy wspominają, że był na co dzień człowiekiem opanowanym i uprzejmym; nigdy na przykład nie zdarzało mu się, ażeby wydając jakikolwiek rozkaz, nie dorzucił słowa »proszę«; odbierając raporty, dodawał zawsze: »dziękuję«. Był w tym dystans i powaga, ale nie było pozy ani wielkopańskiego lekceważenia”. To zostawię bez komentarza. Bo co napisać? Że ci, którzy w III RP są na górze zachowują się mniej więcej tak jak wieprze? To przecież nie dość dosadne określenie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  15 469