Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 116 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 14500
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2402 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Żeby car był z nas zadowolony...

środa, 24 listopada 2010 22:43

       Prezydent Bronisław Komorowski zaprosił na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego byłych prezydentów i premierów III RP. Politycy mieli radzić nad stosunkami polsko-rosyjskimi przed wizytą w Polsce prezydenta Rosji. W gronie zaproszonych znalazł się generał Wojciech Jaruzelski i Aleksander Kwaśniewski. Komorowski tłumacząc zaproszenie byłego szefa Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego powiedział, że nie uważa, aby wszystkie kwestie natury historycznej można było mieszać z bieżącymi potrzebami państwa. „A te bieżące potrzeby to wytężenie wszystkich zasobów mądrości i doświadczenia byłych prezydentów, byłych premierów, aby spróbować wspólnym wysiłkiem realizować to, co jest ważne z punktu widzenia polskiej racji stanu”.


        Z tymi zasobami mądrości to bym jednak nie przesadzał. Paru z nich wie jak służyć ruskim, jak im się podlizywać i tyle. A taki generał Wojciech Jaruzelski, skoro był tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Wolski” ściśle podporządkowanej Sowietom Informacji Wojskowej, wie nawet jak donosić. Ale w tym gronie nie jest wyjątkiem. Chyba właśnie po to zostali zaproszeni, aby o tych swoich doświadczeniach poopowiadać Komorowskiemu.  A co to znowu za racja stanu? Jakie racje stanu może mieć państewko pozbawione niepodległości? Przede wszystkim racją stanu dla państewka pozbawionego niepodległości jest odzyskać niepodległość. Ale przecież oni tam o tym gadać nie będą, nie po to gorliwie pracowali nad podporządkowywaniem Polski Unii Europejskiej, żeby teraz robić jakieś dramatyczne zwroty. W ich rozumieniu racja stanu to pewnie nic innego, jak gorliwe realizowanie woli suwerena. A suweren, czyli Niemcy, życzy sobie dobrych relacji polsko-rosyjskich, więc całe to zamieszanie jest spowodowane tylko tym, żeby prezydentowi Rosji, Dmitrijowi Anatoljewiczowi Miedwiediewowi podczas jego wizyty nad Wisłą dogadzać. A kto ma większe doświadczenie w dogadzaniu ruskim, jeśli nie komuniści, którzy akurat teraz nie są nie tylko komunistami, ani nawet byłymi komunistami, ale politykami lewicowymi i to w dodatku europejskimi. Przyjmowali przecież Nikitę Siergiejewicza Chruszczowa, Leonida Iljicza Breżniewa czy Michaiła Siergiejewicza Gorbaczowa (do Stalina to jeździli, bo wiadomo Stalin dla takich pacanów nie będzie się ruszał z Kremla) to się na tym znają.


        Jeden mógłby powiedzieć, że trzeba stać na baczność, salutować i odpowiadać „taktoczno”. Drugi, że trzeba napić się wódki z takim Miedwiediewem, a jak kamery uchwycą, że ktoś się chwieje na nogach i bełkocze, to zawsze można powiedzieć, że to skutek choroby tropikalnej, golenia, czy czegoś podobnego. W każdym bądź razie nie ma co się tym martwić, bo mamy odpowiedzialne media i o tym nie poinformują, bo niby kto by im miał na to pozwolić? Co mógłby doradzić taki Józef Oleksy, którego to w swoim czasie minister Andrzej Milczanowski oskarżył o to, że jest agentem rosyjskich służb specjalnych o pseudonimie „Olin”? Tego nie wiem.


        Ale czasy się zmieniły, żeby dogodzić ruskim już nie wystarczy wypić kilka butelek wódki, zapolować, nakarmić kaszanką czy wprowadzić stan wojenny. Teraz trzeba będzie oddać resztę udziałów skarbu państwa w Orlenie rosyjskim firmom i jeszcze to przedstawić jako sukces rządu Donalda Tuska. Tak samo z rafinerią w Możejkach i pewnie innymi firmami tworzącymi przemysł paliwowy w Polsce. Niedawno wicepremier Rosji Igor Sieczin oznajmił, że rosyjskie spółki są zainteresowane udziałem w prywatyzacji polskich firm paliwowych. A wicepremier Waldemar Pawlak powiedział, że w trakcie spotkania z Sieczinem, ten poruszył sprawę odprzedaży rosyjskiemu inwestorowi rafinerii PKN Orlen w Możejkach. No, ale jak się chce dobrych stosunków z Rosją, to trzeba za to słono płacić. W polityce nic nie ma za darmo. Ale za to rządzących nad Wisłą  i Rosjanie pochwalą i Niemcy, więc chyba wszystko jest w porządku.

 

(Zapraszam do galerii obrazów Aleksandra Horopa, patrz. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O dzielnym profesorze i podmacywaniu

poniedziałek, 22 listopada 2010 20:01

W Internecie można przeczytać artykuł jak to dzielny profesor Bogusław Śliwerski wytropił plagiat, a nie mniej dzielna policja odnalazła komputer, z którego ktoś napisał na profesora, że jest „świnią, nie promotorem” oraz, że „pewnie dziewczyna nie pozwalała się podmacywać i stąd ten nagły atak zawodowej etyki”. Artykuł, jak artykuł, nic ciekawego, ale skoro już zadałem sobie trud przeczytania tego tekstu to i zadam sobie trud napisanie kilku zdań komentarza.


        Przede wszystkim warto zauważyć, że na prezydenta Lecha Kaczyńskiego wypisywano nie takie obelgi i w policji nikomu do głowy nie przyszło szukać autorów wpisów. Pewnie dlatego, że ta służba bardziej jest wierna generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi niż władzom RP, a już na pewno najmniej interesuje ich łapanie przestępców. Co innego to przetarg ustawić, jeździć po pijanemu samochodem, wymusić łapówkę, wziąć L-4. Do tego to są pierwsi.


        „Profesor naraził się na ataki w internecie, bo dużą wagę przywiązuje do studenckiej uczciwości. Za czasów swojej pracy dla Uniwersytetu Łódzkiego dał początek śledztwu w sprawie plagiatu popełnionego przez niedoszłą absolwentkę uczelni. Według profesora, w czerwcu 2008 r. podczas egzaminu magisterskiego studentka pedagogiki nie potrafiła odpowiedzieć na żadne pytanie komisji, a jej promotor - właśnie prof. Śliwerski, wykrył, że duże fragmenty pracy to kopie tekstów z witryn fachowej prasy. Sprawa plagiatu dotarła do prokuratury w lipcu 2009 r.” – czytamy w artykule. Dodajmy, że autor tekstu określił Śliwerskiego wybitną postacią polskiej pedagogiki oraz napisał, że ów uczony mąż „dużą wagę przywiązuje do studenckiej uczciwości”. Może i jest wybitną postacią, może nawet dużą wagę przywiązuje do studenckiej uczciwości, ale to nie zmienia faktu, że brał pieniądze za prowadzenie seminarium, za nadzorowanie powstającej pracy magisterskiej, ale dopiero podczas obrony nabrał przekonania, że jest to plagiat. Za co więc brał pieniądze? Taka to z niego wybitna postać pedagogiki, a jaka postać taka i ta pedagogika i niestety stan nauki w Polsce.


        Doniesienie do prokuratury na studentkę złożył prof. Paweł Maślanka, prorektor Uniwersytetu Łódzkiego ds. studenckich. Ciekawe czy też tak składa doniesienia na swoich uczonych kolegów, którzy bez skrępowanie wyłudzają pieniądze pod pretekstem badań naukowych, oszukują na delegacjach i zżynają jeden od drugiego? Pewne nie, wiadomo, kruk krukowi oka nie wykole.


        A teraz najśmieszniejsze w tej historii. „Okazało się, że komputer należy do schorowanego emeryta. Jednak niewybrednie zaatakowany w sieci profesor nie wierzy, że autorem wpisu jest emeryt. Dlatego w sądzie odstąpił od żądania kary dla sprawcy.” I jeszcze lepsze: „Śledztwo w sprawie plagiatu w pracy magisterskiej na pedagogice UŁ zakończyło się umorzeniem. - Wobec braku znamion czynu zabronionego - informuje Monika Zduńczyk-Nowak, szefowa śródmiejskiej prokuratury”. I co teraz? Dziewczynie karierę zawodową złamały stare pierniki i kto za to odpowie? Pewnie dziewuszka w normalnym państwie dostałaby niemałe odszkodowanie, ale w III RP kto miałby je przyznać, przecież nie „niezależne” sądy, bo najpierw musiałyby na wywołanie takiego wilka z lasu dostać pozwolenie z samej góry. A góra ma ważniejsze sprawy na głowie.


        A może rzeczywiście był to plagiat, w końcu ani baranów, ani cwaniaków nie brakuje, tylko nikomu w prokuraturze nie chciało się tego dociekać? Wiadomo, że ci z prokuratury nie odznaczają się ani specjalną uczciwością, ani zdolnościami (kto miał z tymi dziadami kontakt, ten wie), i gdyby im ktoś kazał napisać jakąś pracę naukową, pewnie zaraz, przez Internet, znaleźliby osobę, która za nich odwaliłaby tą pracę ponad ich siły. Co innego to kawka, premia, wypłata, łapówka. To wiadomo.


        Z tym podmacywaniem to nie takie proste. Pamiętam z czasów studiów, że władze Instytutu wydelegowały kilku egzaminatorów, którzy mieli egzaminować z historii powszechnej średniowiecza. Żacy mogli wybierać u kogo chcą zdawać egzamin a wolę swą wyrażać poprzez wpisywanie swoich nazwisk na kartkę wywieszoną na drzwiach prowadzących do gabinetów poszczególnych naukowców. Były pewne limity, u jednego mogło zdawać egzamin o ile dobrze pamiętam ok. 25 osób. I pamiętam, że dziewczyny omal nie pobiły się podczas wpisywania się na listę do takiego starego dziadygi, który był znany z tego, że egzaminując studentki trzymał im rękę na kolanie. Biorąc pod uwagę długość paznokci, ich wzmocnienie lakierem oraz determinacje spowodowaną szansą na „bezstresowe zdanie egzaminu” mogło powstać wiele głębokich ran w okolicach oczu. Gdyby student pojawił się na egzaminie u tego profesora, to pewnie skończyłby marnie. Choć tego tak do końca nie wiem, bo nie słyszałem, żeby taki odważny się znalazł i zaryzykował. I kto na tym podmacywaniu jest poszkodowany? Przecież nie profesor, czy studentki. Ale z tego powodu Elżbieta Radziszewska - Pełnomocnik Rządu do Spraw Równego Traktowania szat nie rozdziera. Może to i lepiej.

 

(Zapraszam do galerii obrazów Aleksandra Horopa, zob: Ulubione blogi)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Z przemówienia profesora Balcerowicza

sobota, 20 listopada 2010 0:24

       „Kryzysy fiskalne wywołane są zwykle przez długotrwałą ekspansję wydatków budżetowych, najczęściej socjalnych, co prowadzi do narastania długu publicznego, który - często raptownie - przekracza pewne granice bezpieczeństwa” - powiedział Leszek Balcerowicz, były minister finansów, podczas konferencji zorganizowanej przez Polską Izbę Ubezpieczeń z okazji jej 20-lecia. Gdyby tylko tyle powiedział, to nie warto byłoby zawracać sobie tym głowy. Ale dodał: „Zwykle, gdy w budżecie brakuje pieniędzy, władze decydują się na podwyżkę podatków. Taką sytuację mamy właśnie w Polsce. Niestety, wygląda na to, że to dopiero początek podwyżek, bo niebezpiecznie zbliżamy się do granicy 55 proc. w relacji wydatków państwa do PKB. Jeśli przekroczymy ten próg, stawka VAT może sięgnąć 25 proc…”. No to jak w końcu jest? Jest dobrze i będzie jeszcze lepiej, jak zapewnia premier Donald Tusk, czy wcale nie jest tak różowo?

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Szturm koryta

środa, 17 listopada 2010 19:11

        W mieścinie, w której mieszkam na drzewach, słupach, tablicach informacyjnych można zobaczyć reklamy kandydatów w wyborach samorządowych, jakie to mają odbyć się niebawem. A więc są reklamy kandydatów na burmistrza, na radnych zwykłych-miejscowych i takich powiatowych. Jest tego niemało. Obiecują, że dbać będą o miasto, o mieszkańców, zapewniają, że znają problemy lokalnej społeczności i takie tam. Poziom tych haseł i hasełek jest żenujący, ale mniejsza z tym. Tak krawiec kraje, jak mu materii staje. 

  

        Wiele tam od tych burmistrzów i radnych nie chcę, wystarczyłoby żeby urzędnicy w podległych im urzędach stali się uprzejmi. Nie wymagam tego, żeby byli kompetentni, w końcu cudów nie można oczekiwać. Ale uprzejmość urzędników to chyba nie tak wiele.  A skoro ci burmistrzowie, radni nie mogą zabronić podległym sobie urzędnikom szczekania na Bogu ducha winnych petentów, to znaczy, że nic nie mogą zrobić, oprócz brania pieniędzy pod byle pretekstem i robienia mniejszych lub większych szwindli. Niestety, tak te samorządy są zorganizowane, żeby działalność samorządowców ograniczała się tylko do tych dwóch czynności. Reszta to lipa.


        Karol Maurycy Talleyrand-Périgord, po tym jak w 1797 r. otrzymał od Dyrektoriatu stołek ministra spraw zagranicznych, miał powiedzieć: „Mamy tedy stanowisko, trzeba na tym zrobić ogromny majątek, ogromny majątek… ogromny majątek…”. I słowa dotrzymał, a źródłem jego majtku były chyba głównie łapówki. Od tego czasu logika polityków tych z samej góry i tych „lokalnych” nie zmieniła się. Najpierw dopychają się do stołka, a później dzięki okupowanemu stanowisku zbijają majątek… dzięki łapówkom oczywiście. Jeśli rzeczywiście chcieliby zrobić coś dobrego dla miasta i mieszkańców to mogliby np. zrezygnować z pensji, diet, premii, nagród itp. I o tą wartość pomniejszyć sumę jaką ściągają z ludzi po pretekstem podatku od nieruchomości. Wiele by tego na głowę mieszkańca nie przypadło, ale przynajmniej byłoby prawdopodobne, że rzeczywiście ci wspaniali samorządowcy chcą coś dobrego zrobić dla miasta i mieszkańców.


        Kampania kampanią, ale jak dotąd żaden kandydat nie pofatygował się, aby porozmawiać ze mną, przekonywać do swej kandydatury, opowiedzieć jak to będzie mi nieba przychylał, gdy tylko jego dupsko wylądują w fotelu burmistrza czy radnego. Pewnie nie wiedzą, że często ten wygrywa wybory, kto uściśnie więcej dłoni wyborców. Ale skoro nie zamierzają nie tylko ściskać mojej dłoni, nie tylko mnie o cokolwiek zapytać, ani nawet nie zamierzają mnie widzieć na oczy, to skąd będą wiedzieć, jak mi tego nieba przychylać? Tylko jeden osobnik wtargnął na teren prywatny i pod osłoną nocy podrzucił ulotkę pod drzwi. Wstydził się czy co? Szkoda, że nie mam psa i, że nie był spuszczony z łańcucha.


        Dziwie się, że ci różni kandydaci chwalą się pełnionymi wcześniej funkcjami opłacanymi z pieniędzy budżetu państwa lub samorządów. Ten przechwala się, że był dyrektorem szkoły, ten, że urzędnikiem, tamten znów, że był radnym. Przyznają się w ten sposób, że w jakimś stopniu odpowiadają za to dziadostwo panujące w każdej dziedzinie życia w tej biednej Polsce i jeszcze, że brali za to pieniądze. I jak tu na takich głosować?


        Kandydatów nie brakuje, po kilku, kilkunastu na jeden stołek. W normalnym państwie o wysokości pensji decyduje rynek. Np. rosną pensje hycli, bo wiele osób chce zatrudnić hycla, a niewielu chce podjąć się wykonywania tego zawodu. I odwrotnie: niewiele osób chce zatrudnić, dajmy na to hodowców wieprzy, a wiele osób chce pracować w tym zawodzie, wobec czego pensje hodowców wieprzy spadają. No cóż, skoro tak wielu pcha się na stołki prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych, to może ci prezydenci, burmistrzowie itd. nie powinni tak dużo zarabiać. Zgodnie z prawami rynku, im więcej chętnych na określone stanowisko pracy tym pensja niższa. Może nawet nie powinni zarabiać ani grosza. Skoro podczas kampanii wyborczych deklarują, że będą działać dla dobra „naszego miasta” i mieszkańców to może niech zrobią rzeczywiście coś dobrego i niech pracują bez wynagrodzenia i o sumę swojej pensji obniżą ludziom podatki. Wiele tego nie będzie, ale zawsze coś.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, patrz. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie rzucajcie pereł przed wieprze

wtorek, 16 listopada 2010 1:11

Adam Michnik, Aleksander Hall, Jan Krzysztof Bielecki, biskup Alojzy Orszulik zostali odznaczeni przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Orderem Orła Białego. Wydawać by się mogło, że aby otrzymać to najstarsze i najwyższe odznaczenie państwowe Rzeczypospolitej Polskiej, to trzeba coś dobrego dla Polski zrobić. A tu proszę okazuje się, że wręcz przeciwnie.


(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, patrz: Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łapówkarze

poniedziałek, 15 listopada 2010 0:55

Karol Maurycy Talleyrand-Périgord, po tym jak w 1797 r. otrzymał od Dyrektoriatu stołek ministra spraw zagranicznych, miał powiedzieć: „Mamy tedy stanowisko, trzeba na tym zrobić ogromny majątek, ogromny majątek… ogromny majątek…”. I słowa dotrzymał, a źródłem jego majtku były chyba głównie łapówki. Tak samo postępują politycy, samorządowcy, urzędnicy nad Wisłą. Najpierw dopychają się do stołka, a później dzięki okupowanemu stanowisku zbijają majątek… dzięki łapówkom oczywiście. Czasem mam wrażenie, że państwo polskie tylko po to istnieje, żeby jedni musieli pracować na drugich.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, patrz: Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wesołe miasteczko im. Kopernika

sobota, 06 listopada 2010 18:33

Parę dni temu zostało hucznie otwarte Centrum Nauki Kopernik. Tak hucznie, że nawet w telewizorze o tym mówili, a nawet pokazali „największe atrakcje” tego tworu. Jeżeli to miały być „największe atrakcje”, to konstatacja musi być smutna: kiedyś na coś takiego mówili wesołe miasteczko i jeździło to od mieściny do mieściny na wozach, takich niby cygańskich, a teraz proszę: centrum nauki. Jak to się wszystko zmienia! Czego to już ludzie nie wymyślą, żeby wyłudzić pieniądze. Bo przecież stadko mądrali tam sobie miejsce przy korycie znalazło. Jednym forsa, a dla głupiego radość.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, patrz: Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ławrow nad Wisłą

poniedziałek, 01 listopada 2010 1:28

         Prezydent Bronisław Komorowski zapragnął pojawić się na pogrzebie Marka Rosiaka, asystenta europosła Prawa i Sprawiedliwości Janusza Wojciechowskiego, zamordowanego kilkanaście  dni temu przez Ryszarda C. W ten sposób symuluje, że chce pojednania „polsko-polskiego", ale jaki jest koń każdy widzi i tylko osobniki mało rozgarnięte mogą dać się nabrać na ten cyrk. Uczestniczył we Mszy Świętej, ale na cmentarzu już nie był, bo zaraz z kościoła pomknął do Warszawy, gdzie miał spotkać się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. Wiadomo, że taki minister nie będzie czekał na takiego prezydenta.


        Ławrow przyjechał chyba po to, żeby poinstruować mężyków stanu znad Wisły, jak mają zachowywać się po opublikowaniu raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Mają nie tylko wierzyć w każde słowo, ale też pilnie gardłować, że w raporcie jest święta prawda i tylko prawda. „Uzgodniliśmy, że w naszym obopólnym interesie jest to, aby ostateczny raport z badania przyczyn wypadku smoleńskiego był przekonywający dla światowej opinii publicznej i przede wszystkim polskiej opinii publicznej" - powiedział minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. A mnie wydawało się, że raport ma przedstawić prawdę, a on ma być tylko „przekonywający".


        Swoją droga skąd taki Radek Sikorski wie, że był to „wpadek", skoro polska prokuratura zajmująca się tą sprawą rozważa kilka wersji. Niedawno rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, pułkownik Zbigniew Rzepa powiedział: „Od początku nasi wojskowi prokuratorzy badają cztery wersje śledcze. Prokuratorzy rozpatrują jako przyczynę katastrofy defekt techniczny samolotu i działania członków załogi. Trzecia wersja to organizacja i zabezpieczenie lotu, a czwarta wersja mówi o działaniu osób trzecich. Każda z tych wersji »zazębia się« i nie można ich rozpatrywać osobno". Ocenił też, że polskie śledztwo jest prawie na „półmetku". Śledztwo prawie na półmetku a Sikorski oznajmia, że był to „wypadek". Wiadomo, starszy brat wie zawsze lepiej. A skoro Aniela Merkel życzy sobie dobrych relacji polsko-rosyjskich, więc władzom III RP pozostaje zastosować się do tego życzenia. Gdzie tam jakieś interesy Polski, co to w ogóle jest, jak to zdefiniować? Słuchać jest prościej i bezpieczniej.


        Już nie będę czepiał się słów Sikorskiego o „obopólnym interesie", bo zaraz ktoś zarzuci mojej skromnej osobie propagowanie spiskowej teorii dziejów. Pewnie tylko chodzi mniej więcej o to samo, co ponad pół roku temu. Wtedy spotkanie premierów Donalda Tuska i Włodzimierza Putina w rocznicę mordu katyńskiego, bez udziału prezydenta Lecha Kaczyńskiego, też było w „obopólnym interesie". Ale, jak już wspomniałem, nie będę się czepiał i nie napiszę nawet tego.


        Warto też zauważyć, że po przybyciu ministra Ławrowa do Warszawy, okazało się, że nie było katastrofy smoleńskiej, a „wypadek". Mord w Katyniu i innych miejscach kaźni na polskich oficerach w 1940 r. nie był zbrodnią a tylko przestępstwem pospolitym, które zresztą uległo przedawnieniu. Tak przynajmniej uważa Moskwa.  Sikorski chciał się podlizać czy taki jest wniosek z dochodzenia MAK-u?


        Trzeba docenić, że minister spraw zagranicznych Rosji pofatygował się do Warszawy. Mógł przecież zatelefonować i zaordynować, kto jak ma się zachowywać i co mówić. Może chciał przed wizytą prezydenta Miedwiediewa sprawdzić czy Polska jest gotowa na przyjazd rosyjskiego przywódcy, tzn. czy wszystkie dygnitarzyki w Warszawie będą się wystarczająco nisko kłanialiDmitrijowi Anatoljewiczowi. Nie ma co, ludzki człowiek z tego Ławrowa. Od razu widać, że pojednanie polsko-rosyjskie jest w pełni.


        Na zakończenie. Wicepremier Rosji Igor Sieczin oznajmił, że rosyjskie spółki są zainteresowane udziałem w prywatyzacji polskich firm paliwowych. A wicepremier Waldemar Pawlak powiedział, że w trakcie spotkania z nim, wicepremier Sieczin poruszył sprawę ewentualnej odprzedaży rosyjskiemu inwestorowi rafinerii PKN Orlen w Możejkach na Litwie. Jak pojednanie to całą gębą! Oddajmy Rosji, najlepiej za darmo, i Orlen i rafinerię w Możejkach. Wtedy stosunki polsko-rosyjskie będą jeszcze lepsze!

 

(Zapraszam do galerii obrazów A.Horopa, patrz. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  14 500