Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15490
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2551 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Wykład generała Jaruzelskiego

środa, 29 grudnia 2010 22:12

       Nie tylko nauka, ale obronność naszego kraju poniosła ogromną stratę! Oto zostało odwołane spotkanie Wojciecha Jaruzelskiego z kołem naukowym studentów Akademii Obrony Narodowej, podczas którego sędziwy generał miał podzielić się ze studentami swym strategicznym geniuszem, taktyczną zręcznością i operacyjnym zmysłem, a to wszystko w wykładzie pt. „Od ustroju do ustroju”. Czy stać nas na marnowanie takiego potencjału doświadczenia i to w czasach, gdy wojska u nas jak na lekarstwo, sojusznicy równie pewni jak w 1939 r., a Berlin i Moskwa rozumieją się tak dobrze, że aż ciarki przechodzą po plecach?  Co prawda Polska po wejściu w życie traktatu lizbońskiego utraciła niepodległość, ale kto da głowę za to, że Unia Europejska w dziedzinie jednoczenia powiedziała ostatnie słowo?


        Monika Lewińska, rzeczniczka prasowa uczelni, komentując odwołanie wykładu generała Jaruzelskiego powiedziała, że „w obecnych warunkach trudno byłoby zapewnić bezpieczeństwo”. Podkreśliła też, że spotkanie miało mieć charakter kameralny, a po jego nagłośnieniu liczba chętnych przekroczyła pojemność dwustuosobowej sali. Zaznaczyła, że spotkanie z generałem Jaruzelskim organizowało studenckie koło naukowe za zgodą władz Akademii Obrony Narodowej, a gościa wybierali sami studenci w specjalnej ankiecie. Ale jak będzie rozliczony finansowo wykład, do którego nie doszło, a do którego pewnie generał gorliwie przygotowywał się, nie powiedziała. Może to jest tajemnica wojskowa? A swoją drogą, przekręty finansowe to chyba jedyne tajemnice jakie strzeże wojsko w tej biednej Polsce.


        Warto zwrócić uwagę kogo wybrali sobie studenci Akademii Obrony Narodowej, aby ich oświecał. Może gość był im narzucony, może mogli wybierać między Jaruzelskim, Kiszczakiem i Siwickim, ale przyjmijmy, że rzeczywiście, tak jak powiedziała rzeczniczka uczelni, sami sobie wybrali Jaruzelskiego. Ta decyzja wiele nam mówi o studentach Akademii Obrony Narodowej. Pewnie są to synalkowie i córuchny trepów, co to jeszcze w stanie wojennym pod generałem Jaruzelskim walczyli ze społeczeństwem polskim. Pewnie dla nich Jaruzelski to bohater narodowy, największy, a może jedyny jakiego mają. Wiadomo, że taki synalek albo córuchna trepa niczego nie potrafi, tak jak rodzic, więc co ma robić, z głodu zemrzeć? Po znajomości zostaje studentem, studentką Akademii Obrony Narodowej, a później jakiś stołek się znajdzie. Gdyby byli synalkami albo córuchnami milicjantów, służyliby w policji, prawników - byliby prawnikami, urzędników - byliby urzędnikami. Proste. Kto wie, może i zaproszenie Jaruzelskiego nie było takie głupie. Wojsko Polskie jest zbyt słabe, aby obronić Polskę przed agresją z zewnątrz, ale chyba ma jeszcze tyle ludzi i czołgów, żeby wziąć za mordy społeczeństwo kraju, którego powinno bronić. Może ktoś uznał, że mogą się młodym wojakom przydać doświadczenie generała, który stał na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. W końcu integracja europejska jeszcze się nie skończyła.


        O czym to generał mówiłby podczas swego wykładu? Może opowiadałby jak to wprowadził stan wojenny, gdzie ile czołgów stacjonowało, kiedy przygotowano listy z nazwiskami ludzi przeznaczonych do aresztowania i gdzie urządzono miejsca internowania. Pewnie nadmieniłby, że nie wahali się strzelać do opornych o czym przekonali się górnicy z kopalni Wujek. A może generał rozczuliłby się i powspominałby jak to był dowódcą plutonu rozpoznania w 2 Dywizji Piechoty, ale żadnego zwiadu osobiście, tak jak praktykował jego poprzednik na tym stanowisku, nie poprowadził. Oczywiście, nie ze strachu. Może nawet studenci usłyszeliby jak to ich bohater donosił Informacji Wojskowej jako agent o pseudonimie „Wolski”, może dowiedzieliby się czy generał tylko zwalczał UPA czy również „żołnierzy wyklętych” a może nawet wyjaśniłoby się czy Czesław Kiszczak był oficerem prowadzącym Jaruzelskiego, jak utrzymywał raport Stasi. Może powiedziałby, jak wywalał Żydów z wojska, jak niósł „braterską pomoc” Czechosłowacji, jak dzielnie spisała się armia, której był szefem z racji piastowania funkcji ministra obrony narodowej, podczas tłumienia rewolty robotniczej na wybrzeżu w 1970 r. i w krótkich żołnierskich słowach wymieniłby jakie straty udało się wówczas zadać kontrrewolucji: ilu zabili, zranili i pobili. Skoro temat wykładu brzmiał „Od ustroju do ustroju” to pewnie szanowny wykładowca wspomniałby o zamordowaniu księdza Jerzego Popiełuszki i jaki udział w podżeganiu do morderstwa miał jego towarzysz Jerzy Urban. A może i wyjawiłby jak organizował obrady okrągłego stołu, ilu siedziało przy nim agentów, a ilu użytecznych idiotów, jakie rozkazy przychodziły z Kremla i takie tam. Może powiedziałby jaki miał udział w kierowaniu Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, w końcu w swoim czasie powiedział, że jego prezydentura i kontrola nad poprzedniczką WSI (WSW czy jak tam się to wtedy nazywało), gwarantuje, że sytuacja nie wymknie się spod kontroli, czy jakoś tak. I czy teraz wywiad i kontrwywiad wojskowy bardziej słucha jego niż konstytucyjnych władz. A może i zdobyłby się na szczerość i przyznałby, że śmiać mu się chce z tych wytaczanych mu procesów, bo zanim prokurator odczyta akt oskarżenia, to on już wie jak się cała sprawa skończy.


        Ale niestety, wykład odwołano ze względów bezpieczeństwa. Kiedyś generał w obronie PZPR na dziesięć milionów ludzi się porwał a teraz wystraszył się garstki gówniarzy? Gdyby bezpieczeństwem zajmował się Czesław Kiszczak to wykład byłby obowiązkowy i to może nawet nadawany w telewizji zamiast teleranka. Można powiedzieć, że od czasu stanu wojennego coś się jednak zmieniło. Teraz jak w telewizorze jest program Tomasza Lisa to nie ma obowiązku jego oglądania. Zawsze to coś.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Inka czy Szymborska czyli AK czy PZPR?

poniedziałek, 27 grudnia 2010 19:08

        W telewizorze powiedzieli, a jedynie słuszne portale internetowe potwierdziły, że prezydent Bronisław Komorowski zamierza odznaczyć Orderem Orła Białego m. in. Wisławę Szymborską.


        Poetka znana jest z tego, że za życia Józefa Stalina zaangażowała się w system komunistyczny tworzony w Polsce. Pisała wtedy wierszyki takie jak wówczas wymagano. Po latach wymagano innych, dlatego napisała wiersz antylustracyjny o nienawiści, czy jakoś tak. Wiadomo, trzeba zawsze być na posterunku, bo z nagród nici i trzeba byłoby biedę klepać. Ale mniejsza z tym.


        Skrytykowałem decyzję przyznania noblistce najwyższego państwowego odznaczenia w Polsce i skrytykowałem samą Szymborską. A to przede wszystkim dlatego, że była zaangażowana w system komunistyczny w Polsce w bardzo krwawym okresie - tzw. latach stalinowskich. Ależ wykazałem się niesprawiedliwością, żeby gromy rzucać na szacowne głowy bez dania szansy wytłumaczenia się! Skoro Komorowski jeszcze nie powiedział dlaczego to odznaczanie przyznał Szymborskiej, więc go na razie zostawmy w spokoju. I tak jaki jest koń każdy widzi. Pozwólmy więc noblistce wytłumaczyć się ze swego zaangażowania w system stalinowski.


        W Internecie znalazłem informację, że Szymborska tłumaczyła się z socrealizmu w swoich wierszach mówiąc, że w tamtym okresie sympatyzowała z ustrojem, bo „kochała ludzkość w całości, by po latach docenić wartość kochania poszczególnych jednostek”. Chyba już nic głupszego nie mogła wymyślić. Skoro kochała całą ludzkości, to chyba też żołnierzy AK, NSZ, WiN, „żołnierzy wyklętych” tępionych, torturowanych i zabijanych przez jej ideowych towarzyszy. Chyba też kochała Danutę Siedzikównę ps. „Inka”, sanitariuszkę 4. szwadronu 5 Wileńskiej Brygady Armii Krajowej dowodzonej przez Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszka”.


        Losy Inki zostały odtworzone i niedawno w pewnym stopniu nagłośnione przez gdański oddział IPN. Jej biogram można przeczytać m. in. w Wikipedii. Wiemy, że została aresztowana 20 lipca 1946 r. W śledztwie była bita i poniżana. Mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków AK. Oskarżenia były absurdalne. Ince zarzucono udział w zastrzeleniu funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej podczas starcia koło miejscowości Podjazy z oddziałem „Łupaszki”, a nawet wydawanie tam rozkazów. Rozbieżności w zakresie jej udziału w starciu pomiędzy partyzantami a UB i MO pojawiły się w zeznaniach samych milicjantów. Jedni zeznawali, że Inka strzelała i wydawała rozkazy inni że nie. Jeden z milicjantów przyznał nawet, że Inka udzieliła mu pierwszej pomocy medycznej, gdy został ranny. Zachowała się prośba o łaskę adresowana do prezydenta Bolesława Bieruta napisana 3 sierpnia 1946 r. Została zredagowana przez obrońcę Inki z urzędu, Jana Chmielowskiego. Sanitariuszka odmówiła jego podpisania, ponieważ w tekście Chmielowski pisał o jej kolegach z oddziału jako o „bandzie”. Sąd stwierdził, że Inka nie brała bezpośredniego udziału w „zabójstwach”, mimo to, 21 sierpnia 1946 r., została skazana na śmierć. W grypsie do sióstr Mikołajewskich z Gdańska, krótko przed śmiercią, osiemnastoletnia Inka napisała: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Wyjaśnijmy, że po śmierci rodziców babcia była dla niej szczególnie bliską osobą. Wyrok wykonano 28 sierpnia 1946 r. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami Inki było: „Niech żyje Polska! Niech żyje »Łupaszko!«” 11 listopada 2006 Danuta Siedzikówna „Inka” została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski Polonia Restituta.


        Trudno znaleźć informacje kiedy Szymborska wstąpiła do partii komunistycznej. W Internecie natrafiłem na datę „1945-08-03” (http://biografix.pl/profil/wislawa-szymborska), oraz wzmiankę, że po wojnie była związana z PZPR. Wynikałoby z tego, że należała również do Polskiej Partii Robotniczej. Członkiem PZPR była do 1966 r., ale zanim opuściła szeregi komunistów zdążyła się jeszcze zasłużyć, nie tylko swą socrealistyczną twórczością, ale też podpisując 1953 r. rezolucję Związku Literatów Polskich w Krakowie, wyrażającą poparcie dla władz PRL po skazaniu w procesie pokazowym duchownych katolickich kurii krakowskiej na kary od 6 lat pozbawienia wolności do kary śmierci. Uczyniła zapewne tak z miłości do sądzonych.


        Ale zatrzymajmy się jeszcze nad tą socrealistyczną twórczością Szymborskiej. Dziś takie głupoty mogą śmieszyć, ale kultura w czasach komuny była ważnym instrumentem propagandy: miał kształtować nowego człowieka i zwalczać wroga. Literaturoznawca Michał Głowiński napisał, iż pisarze tworzący powieści socrealistyczne w latach 1949-1955 ukazywali świat z perspektywy funkcjonariusza aparatu terroru. Głównym pozytywnym bohaterem byli prokuratorzy, milicjanci, UB-ecy, sekretarze partii komunistycznej nie ukrywający swych represyjnych zamiarów i zobowiązań, narzucający komunistyczny ład. Sprawę centralną stanowiło przyznanie perspektywie ubeckiej roli głównego czynnika strukturalnego. Z funkcjonariuszem identyfikował się nie tylko opowiadający ale i sam autor. Wnioski te skłoniły Głowińskiego do wyrażenia dobitnej oceny literatów tworzący powieści socrealistyczne. Napisał, iż literat stawał się „wspólnikiem plutonu egzekucyjnego”. Dodajmy, że nie tylko literat, poeta, a skoro mowa o Szymborskiej, to poetka również stawała się pomocnikiem plutonu egzekucyjnego. Mocne słowa, ale prawdziwe.


        Na zakończenie. Nie mam wątpliwości, kto swoim życiem zasłużył na Order Orła Białego i nie mam wątpliwości, że nie zasłużyła nie niego Wisława Szymborska. Ale w III RP, takim II PRL, zaszczyty, honory, odznaczenia należą się komunistom (Jacek Kuroń odznaczony w 1998 r. Orderem Orła Białego do końca życia utrzymywał, że jest komunistom) i ich sługusom, a nie patriotom, którzy tak jak ich rodzice i dziadowie służyli Polsce, jeśli trzeba to i własną krwią. A swoją drogą, słowa „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”, „Niech żyje Polska! Niech żyje »Łupaszko!«” są wspanialszymi, niż tysiące wersów tysięcy poetów. Ale Order Orła Białego dla Szymborskiej, wiadomo!

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Orzeł Biały dla Szymborskiej

czwartek, 23 grudnia 2010 22:55

W telewizorze zapowiedzieli, że prezydent Bronisław Komorowski zamierza odznaczyć, zdaje się, że Orderem Orła Białego, ale może się przesłyszałem i chodzi o jakiś innym, mniej znaczący order, „ludzi kultury”: Wisławę Szymborską, Agnieszkę Holland, Jana Jakuba Kolskiego i Krystynę Jandę.


        Gdybyśmy żyli w państwie, które od 200 lat delektuje się spokojem i pokojem, nie pamięta co to wojna i ofiara krwi dla Ojczyzny to można byłoby zrozumieć nagradzanie „ludzi kultury”, o ile dobrze usłyszałem, tym najwyższym polskim odznaczeniem. Ale żyją jeszcze żołnierze wojny polsko-niemieckiej z lat 1939-1945, żyją „żołnierze wyklęci” i ci, którzy walczyli z komunizmem nie siedząc przy stole z generałem Czesławem Kiszczakiem i popijając z nim wódkę, ale naprawdę. Zanim prezydent ponawiesza odznaczeń ludziom, którym za komuny krzywda się nie działa i którym w III RP dobrze się powodzi, może by tak zadał sobie trud odnalezienie tych wszystkich, którzy za wolną Polskę walczyli i płacili swym trudem i krwią.


        Cóż to byłaby za wolta gdyby prezydent Komorowski, który rękami i nogami pracował, żeby pozbawić Polskę niepodległości i przyłączyć do raju, jakim miała być Unia Europejska, zaczął nagradzać niepodległościowców! Prezydent wasalnego w stosunku do Niemiec państwa, które w ramach pojednania polsko-rosyjskiego i strategicznego partnerstwa Berlin-Moskwa zdaje się, że ma respektować pewne interesy rosyjskie na swoim terytorium zacząłby odznaczać tych, którzy walczyli o wolą Polskę! Nawet Komorowski zrozumie, że coś tu nie tak. A jak nie zrozumie, co przecież może się zdarzyć, to mu powiedzą i już będzie rozumiał. I jeszcze jedno, zagranica mogłaby się o tym dowiedzieć i skarcić.


        Gdyby Polska była naprawdę niepodległa pewnie tych ludzi, którzy Jej służyli wyciągnęłaby z zapomnienia i nagrodziła, a skoro niepodległa nie jest to po staremu, odznaczani są typki, którzy należą do pewnego kręgu ideowego, do pewnej tradycji, ale na pewno nie jest to idea silnej, niepodległej Polski, nie jest to tradycja, którą można wyrazić w słowach: Bóg, honor, Ojczyzna. Ale jaka to idea im przyświeca, jaka to tradycja? Tradycja antyniepodległościowej, antykatolickiej lewicy, a idea, aż strach pomyśleć. Teraz to się nazywa Polska w Europie, a kiedyś Polska pod sowieckim panowaniem. Chociaż słowo „idea” może nie być określeniem odpowiednim, skoro nie chodzi już o likwidację kułaków i kobietę na traktorze, ale o pełne kieszenie.


        Trudno dziwić się, że państwo pozbawione niepodległości, rządzone przez, co tu dużo gadać, ubecję przydziela zaszczyty, czyni honory i wpycha na świecznik ludzi tego niegodnych. A to doradcą prezydenta zostaje niezawodny Tadeusz Mazowiecki, Henryk Wujec, Jan Lityński, a to prezydent na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego wsłuchuje się w rady generała Wojciecha Jaruzelskiego, a to Order Orła Białego przyznają Adamowi Michnikowi, Aleksandrowi Hallowi, Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu, biskupowi Alojzemu Orszulikowi, który to nabiegał się wokół okrągłego stołu. Łachuder nie brakuje, ale nie trudno zauważyć, że nagradzani są ludzie według pewnego klucza. A tym kluczem jest biografia delikwenta. A jaka to jest właściwa biografia, dzięki której w III RP mogą przytrafić się zaszczyty? Mniej więcej taka jak Adama Michnika. Najpierw fascynacja komunizmem i służenie systemowi komunistycznemu takiemu w krwawej formie praktykowanej za życia Józefa Stalina. (Podobno wspólnicy zbrodni, na której się obłowili zachowują wobec siebie solidarność.) Ktoś z młodych ludzi może nie wiedzieć jak to wtedy wyglądało, dlatego warto sięgnąć do źródeł. Mogliby o to zapytać np. brata Adama Michnika – Stefana. Mógłby sporo naopowiadać. Później „spór w rodzinie”, jedni stalinowcy pogonili kota stalinowcom o żydowskim pochodzeniu i takie tam różne. W każdym bądź razie w jedynie słusznej wersji historii nazywa się to opozycją czy jakoś tak. W biografii takiego osobnika musi być hołubienie okrągłego stołu i posłuszeństwo wobec rozkazów wydawanych przez „grupę etosową” (bo tak podobno oni tam o sobie mówią) z ulicy Czerskiej, a to potępić lustrację, a to skrytykować Radio Maryja, a to napsioczyć na krzyż na Krakowskim Przedmieściu.


        Pisząc ten artykuł miałem na myśli Wisławę Szymborską. Nie każdy sprosta ideałowi biografii przeze mnie nakreślonej, wiadomo: ideał jest tylko jeden. Życiorysu  pozostałych osób wymienionych na początku artykuły nie znam. Ale tak jak to bywa z pieniędzmi budżetowymi wydawanymi przez urzędników, marnują 10 milionów, żeby ukraść dla siebie 100 tysięcy, tak i tutaj, mogą zmarnować może i kilka Orderów Orła Białego, aby choć jeden dostał się właściwej osobie. Może tą ostatnią liczbę zaniżyłem, ale mniejsza z tym.


        Dla żartu. Coś mi się wydaje, że takiej Szymborskiej bardziej pasowałby order Virtuti Militari, w końcu swoją socrealistyczną poezją walczyła z imperializmem amerykańskim, może nie z karabinem w ręku, ale w końcu pióro to też broń. Dzięki temu znalazłaby się wśród takich postaci jak Leonid Breżniew, Gieorgij Żukow, Konstanty Rokossowski czy Iwan Koniew. Dodajmy, że gdy władze PRL (dla młodych ludzi wyjaśniam, że PRL, to taka III RP tylko, że przez 1989, albo 1990 rokiem) zawiesiły wspomniany order na Breżniewie, to (podaję za Wikipedią) przedwojenni dowódcy wojskowi zorganizowali uroczystość złożenia na Jasnej Górze swoich orderów Virtuti Militari. I to byłoby na tyle.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pani prezydent ma więcej w portfelu

czwartek, 16 grudnia 2010 23:04

Radni Warszawy podjęli uchwałę w sprawie wynagrodzenia pani prezydent miasta. Hanna Gronkiewicz-Waltz wraz ze wszystkimi dodatkami będzie teraz zarabiała 12 740 zł brutto (ok. 310 zł więcej niż obecnie), a od marca 2011 r. - 12805 zł (ok. 375 zł więcej). Hojni radni zwiększyli dodatek do pensji pani prezydent za wieloletnią pracę, który dotychczas wynosił 15% zasadniczego wynagrodzenia (975 zł brutto). Od czwartku będzie to 16% (1040 zł brutto), a od marca przyszłego roku - 17% (1105 zł brutto). Dodatek ten ma rosnąć co roku o 1%, do osiągnięcia poziomu 20%. Wyższy będzie też dodatek specjalny; radni zwiększyli go z 2455,22 zł brutto do 2700 zł brutto. Podwyżkę dla prezydent miasta poparło 42 radnych, nikt nie był przeciw, siedmioro radnych Prawa i Sprawiedliwości wstrzymało się od głosu.


        Czego to ludzie już nie wymyślą, żeby napchać sobie kieszenie. Proszę, jaka jednomyślność wśród radnych, tych samych co to jeszcze niedawno obiecywali, że będą pracować dla dobra miasta, dla dobra warszawiaków. A jak co do czego przyszło to łapki w górę podnoszą dla grubszego portfela pani prezydent.


        A gdzie to się pani prezydent tak napracowała, że trzeba jej zwiększać dodatek za wieloletnią pracę? Jak wynika z biogramu, Hanna Gronkiewicz-Waltz całe życie siedziała na opłacanych przez podatników stołkach. Jak nie na wyższych uczelniach, to w Sejmie, jak nie w Sejmie to w Narodowym Banku Polskim, jak nie w NBP to na stołku prezydenta Warszawy. Gdzie tak się narobiła to nie wiem. Na państwowych, samorządowych itp. funkcjach to przecież pozoruje się wykonywanie obowiązków, a tak naprawdę załatwia się interesy i interesiki, jeden wynosi papier toaletowy inny ustawia przetargi na wiele milionów złotych.


        Kariera naukowa też nie wygląda imponująco. Jak podaje Wikipedia w 1981 r. obroniła doktorat na podstawie pracy zatytułowanej Rola ministra przemysłowego w zarządzaniu gospodarką państwową. Pewnie stek bzdur, ale kogo to obchodzi. W 1993 r. już jako urzędująca prezes NBP obroniła pracę habilitacyjną pod tytułem Bank Centralny – od gospodarki planowej do rynkowej. Nie sadzę, aby recenzenci byli szczególnie dociekliwi, wiadomo w zdegenerowanym środowisku naukowym nad Wisłą nikomu nie przyjdzie do głowy podskakiwać tak znaczącej w warszawce personie.


        Biogram informuje, że Hanna Gronkiewicz-Waltz jest ekonomistką. Może i tak, ale co na to wskazuje? Praca pt. Rola ministra przemysłowego w zarządzaniu gospodarką państwową? Pełnione funkcje świadczą, iż jest urzędnikiem. Gdyby poradziła sobie z prowadzeniem sklepu warzywnego można byłoby się zgodzić, że coś tam o ekonomii wie.


        A skoro mowa o rządzących. Przypomina mi się sytuacja, jaka poprzedziła podpisanie w 1800 r. układu handlowego między Francją a Stanami Zjednoczonymi. Ówczesny minister spraw zagranicznych Francji, Karol Maurycy Talleyrand zapytał Livingstone’a - amerykańskiego posła, którzy przybył podpisać traktat:

- Czy ma pan pieniądze?

- Pieniądze? Ależ Obywatelu Ministrze… - wyjąknął Livingstone.

- Proszę mi szczerze odpowiedzieć. Czy ma pan pieniądze?

- Owszem, ale… nie rozumiem.

- Przecież to bardzo proste – rzekł Talleyrand. – Ale to nie wszystko. Czy ma pan dużo pieniędzy? Bo, widzi pan, w naszym kraju bardzo trudno doprowadzić do zawarcia transakcji. Trzeba mieć dużo pieniędzy. Wtedy nie ma trudności nie do pokonania. Proszę się nad tym dobrze zastanowić. Tylko od pana będzie zależało, czy sprawy zostaną załatwione ku zadowoleniu układających się stron.

Na podpisaniu układu handlowego z USA minister spraw zagranicznych Francji wzbogacił się o 2 miliony franków.


        Ale to było dawno i w dodatku nad Sekwaną. Teraz nad Wisłą mowy nie ma, żeby urzędnik łapówkę wziął. Gdy premierem był Jarosław Kaczyński to brali łapówki, mówili o tym w telewizorze, a to posłanka Platformy Obywatelskiej pakował do swej torebeczki obok szminki i lusterka grube pliki banknotów, a to jakiś lekarz chował po szufladach łapówki, że były afery i w ogóle w państwie był nieporządek, a nawet była zagrożona demokracja. Teraz w telewizorze nie mówią o łapówkach, więc pewnie pod nowoczesnymi, europejskimi rządami Donalda Tuska (przez chwilę udawajmy, że od niego zależy coś więcej niż niewiele ponad to, czy poleci sekretarce zrobić sobie kawę czy herbatę) urzędnicy a w ślad za nimi lekarze i wszyscy inni od razu stali się uczciwi. Kolejny sukces rządu! A, że tam jakiś poseł Zbigniew Chlebowski coś komuś miał załatwić, to przecież nie doszło do złamania prawa, jak zapewniła Julia Pitera. Ona, której chyba ulubionym słowem jest transparentność też przecież musi zarobić na swą pensję.


        Jaki z tego wniosek? Taki, że oni zawsze znajdą sposób, żeby się nachapać. A my powinniśmy pamiętać o tym podczas wyborów. Nie podniecać się efektownymi sporami nagłaśnianymi przez media i albo dać sobie spokój z głosowaniem, albo oddać głos na tych, którzy dają szansę na likwidacje złodziejstwa we władzach.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Podatki w górę!

wtorek, 14 grudnia 2010 21:25

       Kancelaria prezydenta poinformowała, że Bronisław Komorowski podpisał ustawę okołobudżetową, która m. in. podnosi od stycznia 2011 r. podstawową stawkę podatku VAT z 22 do 23 proc. Trochę mniej pieniędzy zostanie ludziom w portfelach, ale chyba to nie przeszkodzi, żeby podczas najbliższych wyborów pobiegli do urn oddać swe głosy na Platformę Obywatelską. Jakoś sobie wytłumaczą, że, mimo, iż wszystko staje się droższe, to oni głosują na PO. Zapewne pomogą im w tym prorządowe media, które już wmawiają, że jeśli nie podwyżki VAT-u to obniżenie emerytur i takie tam dyrdymały. No, chyba, że padnie rozkaz i Donald Tusk przestanie być ulubieńcem mediów.

        Tymczasem przeciętny Kowalski bez trudu znalazłyby oszczędności w budżecie państwa, dzięki którym można byłoby uniknąć podnoszenia podatków. Ale przecież III RP ustanowiono nie po to, żeby było dobrze wszystkim, ale niektórym. Trudno więc się dziwić, że podatki idą w górę, a cięcia wydatków są kosmetyczne. Gdyby tylko budżet nie musiał utrzymywać rozmaitych mafii, klik, grup interesów, różnych tych byków, którzy jak stracą jedną posadę to zaraz trafiają na drugą, tak, jakby Polska miała się zawalić jak taki jeden z drugim musiałby utrzymać się z uczciwej pracy, można byłoby podatki znacznie obniżyć. Ale wtedy, po porządnym obniżeniu wydatków, zostałyby naruszone interesy tych różnych mafii, klik itd., a do tego rząd Donalda Tuska nie może dopuścić. Wiadomo nie po to został premierem, a jego koleżka prezydentem.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sukcesy czy machlojki?

niedziela, 12 grudnia 2010 23:06

Nie sposób nie odnotować kolejnego sukcesu Donalda Tuska. Oto jakiś urzędnik z Unii Europejskiej zgodził się na inne niż dotąd obliczanie długu publicznego w Polsce, dzięki czemu dług od razu zmniejszył się i podobno nie grozi nam już przekroczenie progu zadłużenia, po którym rząd zmuszony byłby do jeszcze większego wyciskania z ludzi pieniędzy. Jaki z tego wniosek? Po pierwsze, Konstytucja regulująca poziom zadłużenia publicznego sobie, a księgowi sobie, zawsze nas wykiwają i pozostawią nam kupę forsy do spłacenia. Po drugie, niech te matoły utrzymujące, że Polska po wejściu z życie traktatu lizbońskiego jest niepodległym państwem, zastanowią się czy premier niepodległego państwa na machlojki „na swoim podwórku” musiałby uzyskiwać zgodę kogokolwiek poza granicami państwa? Po trzecie, nie ważne jaki jest dług, ważniejszy jest sposób jego obliczania. Proponuję, aby przy obliczaniu długu, uzyskaną kwotę podzielić przez dwa, od razu dług zmniejszy się i to jak radykalnie! Po czwarte, co dostała Unia w zamian z są zgodę na te kombinacje? Ziemie Zachodnie chyba jeszcze należą do Polski, więc chyba premier drogo nie zapłacił za zgodę Unii. Chyba, że czegoś jeszcze nie wiemy.

 

(Zapraszam do galerii obrazów A. Horopa, zob. Ulubione blogi.)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  15 490