Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 778 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15881
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2640 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

O emeryturach i nikczemności rządzących

poniedziałek, 27 lutego 2012 21:26

Pan premier Donald Tusk zamierza „zrównać” wiek emerytalny obowiązujący w Polsce do 67 lat. Słowo „zrównanie” brzmi całkiem dobrze z propagandowego punku widzenia, a to dlatego, że znacznej części ludzi, może nawet większości, kojarzy się ze sprawiedliwością (wszystkim po równo). Ale tak naprawdę chodzi o podwyższenie wieku emerytalnego, dzięki czemu część ludzi nie dożyje szczęśliwej chwili, gdy ZUS zacznie mu wypłacać emeryturę i państwo sobie na nich zaoszczędzi, a inni będą pobierać emerytury krócej i też państwo sobie na nich zaoszczędzi.


        Podwyższenie wieku emerytalnego dotyczy nie tylko tych, którzy rozpoczną prace, ale i tych, którzy już pracują. Wyjątkiem jest oczywiście policja (może nawet wszystkie „służby mundurowe”, tego nie wiem), tu tylko nowo zatrudnieni będą musieli dłużej czekać na emerytury, bo obecnie pracujący policjanci mają „prawa nabyte” zupełnie tak jak generał Czesław Kiszczak. Ale mniejsza z Kiszczakiem, czego ja się staruszka czepiam, już reaktor Adam Michnik w swoim czasie powiedział „odpieprzcie się od generała” co też czynię.


        Wychodzi na to, że zwykły człowiek nie ma praw nabytych. Może i tak, ale czy to sprawiedliwe, żeby nagle ludziom kazać dłużej pracować? Gdy zaczynali pracować, ZUS przydzielał, pisząc w największym uproszczeniu, pomijam bowiem wcześniejsze emerytury itp., emerytury mężczyznom, gdy ci dożyli 65 roku życia i kobietom, gdy dożyły sześćdziesiątki. Nikt nie mówił, że to się może zmienić. Na podstawie takich informacji podejmowali swoje życiowe decyzje, a przynajmniej mogli podejmować. Jeden powiedział: nie będę zomowcem, żeby mi nie opowiadali kawału o człowieku, który dał głoszenie do gazety: „Zamienię syna zomowca na córkę, może być kurwa”, przemęczę się do tych 65 lat (chociaż tak naprawdę to zwykły człowiek, przynajmniej w czasach, gdy kończyłem szkołę średnią, miał niewielkie szansę na pracę w policji, bez „poparcia policji”), drugi, nie będę dawał łapówki za stopień i stołek urzędniczy w wojsku, będę tyrał do 65 roku życia, itd. itd. A teraz, nagle władze podnoszą wiek emerytalny i jeszcze mówią, że będzie lepiej i to w środku Unii Europejskiej, tego tak zachwalanego przez polityków raju na ziemi, gdzie dotacji miało dla każdego wystarczyć, a nawet urzędnicy mieli chodzić i prosić, żeby ktoś łaskawie dotacje przyjął. Nie wiem, czy pilot np. LOT-u w wieku 67 lat będzie mógł dobrze wypełniać swoje obowiązku, albo górnik w wieku 67 lat, maszynista w wieku 67 lat, albo kierowca tira. Bo chyba 67 letnia kobieta na kasie w supermarkecie, albo 67 letnia nauczycielka, albo 67 przedszkolanka jakoś dadzą sobie radę.


        A swoją drogą nie wiem dlaczego my wszyscy musimy składać się na wcześniejsze emerytury, o ile się nie mylę, dla maszynisty pracującego w prywatnej firmie, bo tak naprawdę to coraz więcej ZUS-owi „dopłaca” budżet państwa, a więc my wszyscy. Rozumiem, że ze względów bezpieczeństwa przepisy zabraniają prowadzić pociąg ludziom starszym niż dajmy na to 55 czy 60 lat. Ale to jeszcze nie powód, żeby człowiek w tym wieku otrzymywał emeryturę podczas gdy ludzie w innych zawodach muszą przepracować o wiele dłużej. Niechby to jakoś uregulował rynek, np. firmy, aby przyciągnąć chętnych do zawodu, z którego będę musieli odejść zanim będę otrzymywać emerytury od ZUS, musiałyby płacić maszynistom wyższe pensje, aby ci mogli sobie odkładać i spokojnie przebimbać między 55 czy 60 rokiem życia a chwilą, gdy zaczną dostawać emeryturę, albo kończąc pracę maszyniści otrzymywaliby od pracodawcy odprawy, dzięki, którym mogliby podjąć działalność gospodarczą, albo zdobyć nowy zawód, albo firma wypłacałaby im rentę czy coś podobnego. Dlaczego nie? A tak jak jest to my wszyscy dopłacamy do biznesu przewoźnika kolejowego. Takich zawodów, w których odchodzi się na wcześniejsze emerytury jest całkiem sporo. A to wszystko nas kosztuje.


        Tymczasem jesteśmy gnębieni kolejnymi obciążeniami finansowymi, a jest nas coraz mniej, a urzędasów i tych wszystkich co żerują na państwowej i samorządowej kasie jest coraz więcej, więc siłą rzeczy pieniędzy brakuje, tym bardziej, że oni chcą żyć pełną gębą, dwoma tysiącami żaden się nie zadowoli. Ja tam dwóch tysięcy nigdy w życiu w ciągu miesiąca nie zarobiłem i jakoś żyję, jak dziad, ale żyję!


        A skoro żyję, to nieco mniej nikczemni rządzący niż ci, których mamy pomyśleliby, że mogliby na mnie zarobić, i to wcale nie tak, że naliczą mi za sprzedaż paru przedmiotów na allegro podatek i dowalą zaległe odsetki, ale pozwalając mi zarabiać pieniądze i nie gnębiąc mnie durnymi pomysłami urzędników, a zysk opodatkować w taki sposób, aby to opodatkowanie nie obierało sensu pracy, tak jak jest teraz. Sam, nawet gdybym chciał, finansów państwa bym nie uratował, ale zdaje się, że bezrobotnych jest bez liku, a do tego cześć ludzi ukrywa swoje dochody, a to dlatego przynajmniej w części przypadków, że gdyby nie ukrywało, to ich praca strąciłaby sens, bo tak wiele zabierałoby państwo, albo dlatego, że omijają przepisy, bo inaczej się nie da. Bezrobotni raczej nie są szczególnie przedsiębiorczy, inaczej nie byliby bezrobotnymi, ale ci, którzy radzą sobie z własną działalnością gospodarczą, mniej obciążani przez fiskus i durne pomysły urzędasów, pewnie zaczęliby działać z większym rozmachem i to wcale nie z humanitarnych powodów, ale z chęci zysku, a część aby mieć ten zysk większy zatrudniłaby pracowników, jedni swego pierwszego pracownika, inni kolejnego, dzięki czemu więcej by osób pracowało i więcej płaciło podatki i więcej pieniędzy wpływało do tego ZUS-u i dzięki temu może dałoby się wypłacać ludziom w wieku 65 i 60 lat zapracowane przez nich emerytury.


        Wniosek jest prosty, skoro państwu brakuje pieniędzy, to trzeba stworzyć taki system, w którym opłaca się pracować, bez strachu, że przyjdzie nagle urzędnik, wszystko zabierze i jeszcze powie, że jesteśmy dalej grubą forsę winni państwu, dzięki czemu ludzi by bogacili się, a państwo miało pieniądze. A jakby już zarobili trochę pieniędzy to może by nawet pożenili się i mieli dzieci, które by później pracowały itd. itd. A jakby nasi emigranci zobaczyli, że nad Wisłą też da się już godnie żyć, to może by wrócili i zasilili państwo swoimi podatkami i tak dalej i tak dalej.


        Ale jedynie słuszna prawda jako obowiązuje w UE jest taka, że kryzys spowodowało unikanie przez ludzi płacenia podatków i praca na czarno (większej bredni już nie mogli chyba wymyślić!). Więc wyduszają z nas coraz więcej, już nawet w niektórych miastach wymyślili podatek od wody deszczowej co spływa z dachów prywatnych domów (Iwan Groźny wprowadził podatek od koloru oczu i posiadania brody, ale zdaje się, że urzędnicy w III RP przebili już w pomysłach na wyduszanie z ludzi pieniędzy władcę z Moskwy), a to do niczego dobrego nie prowadzi.


        Ciekawe, że państwo stać na zatrudnianie armii urzędników, która podobno powiększa się o 40 dziennie, stać na wymyślenie im jakiegoś zajęcia co też słono kosztuje i stać na te wszystkie biura, komputery, drukarki, telefony i szlag wie co jeszcze, a nie ma, żeby wypłacać ludziom zapracowane przez nich emerytury, tzn. dla większości nie ma bo dla niektórych jest np. dla generała Czesława Kiszczaka, od którego to Adam Michnik w swoim czasie kazał się odpieprzyć, a to pewnie dlatego, że oni postępują według zasady, skoro nie starczy dla wszystkich, to niech wystarczy chociaż dla nas. Eee… chyba zbyt wysoko ich oceniłem. Oni raczej myślą tak: bydło służy do roboty… żeby nam żyło się dostatniej!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Doktorzy Mengele w akcji

poniedziałek, 20 lutego 2012 0:12

        Ostatnio zaniedbywałem wrzucania na stronę nie tylko artykułów, ale i krótkich komentarzy, a to dlatego, że byłem niezdrów. Zresztą, co z tego, że człowiek pisze te różne teksty, skoro i tak sytuacja w Polsce staje się z dnia na dzień coraz gorsza.


        Jak kiedyś pisałem, mimo, że poszedłem zarejestrować się do Urzędu Pracy, to jednak obawiam się pójść do medyka, a to dlatego, żeby mi nie dosolili jakichś z księżyca wziętych kosztów, jakie to niby służba zdrowia ponosi z tego powodu, że ktoś udał się do medyka, a składki za niego nie opłacał ani on sam, oni pracodawca, ani urząd pracy. Dostałem bowiem ze wspomnianego urzędu, aż dwa pisma: w jednym napisali, że zostałem zarejestrowany, a w drugim, z późniejszą datą, że zostałem wykreślony spośród osób bezrobotnych. Pozostało mi więc leczenie się w sposób tradycyjny. Jeszcze trochę i w razie choroby zacznę odwiedzać owczarza, żeby mi choroby zamówił, tak jak czynili ludzie sto, dwieście i pięćset lat temu. Nie ma co, w Unii Europejskiej postęp przybiera zastraszające rozmiary! Proponuję, żeby urząd pracy zatrudnił jeszcze więcej nierobów do przekładania kartek z lewej strony na prawą, a z prawej na lewą, dzięki czemu może dostałbym i trzecie pismo, które by mi w końcu coś wyjaśniło. A w dodatku bezrobocie by się zmniejszyło. Ale mniejsza z tym.


        Bo tak właściwie, to co mi da to, że pójdę do medyka? Oczywiście, że nic. Bo jaki interes ma lekarz, albo lekarka w tym, żeby mnie wyleczyć? Naturalnie, że żaden. Pensję dostają niezależnie od tego czy mnie wyleczą czy ukatrupią. Odwiedzenie więc medyka niczego nie gwarantuje. A swoją drogą podobno Rzecznik Paw Pacjenta, czy jakaś inna cholera pasąca się za nasze podatki, dostaje mnóstwo skarg od pacjentów, że lekarze są gburowaci, burczą coś sobie pod nochalami i niczego nie można się od nich dowiedzieć o swoim stanie zdrowia. Wiem, że takie przypadki zdarzają się, bo sam się z tym kiedyś spotkałem. Przeglądałem też kiedyś regulamin jednego ze szpitali zbudowanego za „pieniądze Unii Europejskiej” i wynikało z niego, że lekarz nie ma obowiązku informować pacjenta o jego stanie zdrowia, no chyba, że pacjent ma szczęście mieć mniej niż 18, czy 16 lat! A gdzie wybór lekarza, a gdzie prawo do konsultacji z innym lekarzem, a gdzie prawo do wyboru kuracji?! Widać więc, że dla urzędników nasze zdrowie przestało być naszą sprawą. Najgorsze, że nie wiadomo, czy urzędnik z NFZ pozwala takie, a takie przypadki leczyć, czy tylko nakazuje zachować pozory leczenia, aby delikwent bez oporów, zbędnego zamieszania, estetycznie, bez krzyków i dramatycznych scen a przede wszystkim tanio zszedł z tego świata. Zupełnie tak jak w Auschwitz, gdzie stał na bocznicy kolejowej esesman i nie pytając nikogo o nic rozdzielał, kto nadaje się do pracy (czyli na kim państwo może jeszcze zarobić), a kogo należy szybko i tanio zabić, bo do pracy się nie nadaje. I aby zachować dużą „wydajność” w mordowaniu ludzi esesmani stwarzali pozory, że komory gazowe to tylko łaźnie.


        A tymczasem ta kreatura co porasta łojem w fotelu rzecznika praw pacjenta wymyśliła w swoim skromnym umyśle, że trzeba na studiach medycznych dodać zajęcia, na których przyszli medycy uczyliby się rozmawia z pacjentem! Tak krawiec kraje jak mu materii staje – mówi przysłowie. Ten cały rzecznik pewnie nie wie, że gdy się przyjdzie z tzw. prywatną wizytą, to lekarze od razu są uśmiechnięci, kompetentni, komunikatywni i nawet w kolejce nie trzeba czekać! Kiedyś złamał mi się ząb. Byłem przyjęty przez dentystkę pewnie godzinę po rozmowie telefonicznej z dentystką i po kilku, kilkunastu minutach po przyjściu do poczekalni, bez rejestrowania się, bez zaświadczeń, bez bab w okienku, bez patrzenia na mnie jak na kogoś, kto jest intruzem i przeszkadza w pracy. Zapłaciłem oczywiście za wizytę. Ząb trzyma się dzielnie do dziś.


        I szczerze mówiąc, gdybym ponownie zachorzał to wolałbym zapłacić, żeby lekarka (bo mając wybór wybrałbym lekarkę niż lekarza!) przyjechała do mnie do domu, zbadała mnie, przepisała medykamenty niż przedzierać się przez upokarzające „procedury” „nieodpłatnej służby zdrowia”: najpierw trzeba się zarejestrować, oczywiście można zostać przyjętym dopiero za dwa lub trzy dni od rejestracji. Podobno można wyżebrać wcześniejsze przyjęcie, ale nie mam zwyczaju żebrać u gówniary, która tam robi nie wiem za kogo, pielęgniarkę, urzędniczkę, babę do zbywania pacjentów czy plotkarę? Później trzeba pomimo mrozu, wiatru, dowlec się do tzw. ośrodka zdrowia, czekać na dziadowskim korytarzyku wśród innych chorych (dziękuję, mam już swoje przeziębienie, grypę czy coś tam, nowego choróbska nie potrzebuję), a jak bym miał np. syfilis to zaraz dzięki tym babom co tam zawiadują kartoteką, wiedziałoby o tym pół mieściny. A medycy jak to medycy, płaci im NFZ czy coś podobnego, a nie pacjent więc jeśli starają się leczyć ludzi to chyba z przyzwoitości, współczucia, albo nudów. Ale są też tacy, którzy pytają pacjenta jakie lekarstwo przepisać, a pacjentowi, który nie wie na co jest chory trudno odgadnąć jaki medykament mu pomoże. To niestety autentyczny przypadek z mieściny, w której mieszkam. Jak więc widać wizyta u lekarza, któremu nie płaci pacjent, ale np. NFZ wcale nie gwarantuje, że zaproponowana przez niego kuracja będzie bardziej skuteczna niż np. czosnek, wódka, albo nacieranie się maścią z psa, bo lekarz nie ma żadnego interesu w wyleczeniu pacjenta! Dlatego dziękuję tym wszystkim lekarzom, którzy leczą ludzi, zamiast dla żartu wszystkim chorym przepisywać np. codzienne zażywanie doustne kilograma maści na odciski.


        Władze zadbały, żeby ludzie nie mieli tak dobrze, jakby chcieli. Bo kto to widział, żeby pacjenci w tym „demokratycznym państwie prawa” płacili lekarzom za leczenie zamiast korzystać z dobrodziejstw państwowej służba zdrowia! Centrum im Smitha opublikowało kiedyś raport, z którego wynikało, że zamożność lub bieda społeczeństwa zależy tylko od jednego czynnika: od obowiązującego prawa. Więc za tą biedę, w której żyjemy, w środku Unii Europejskiej, możemy podziękować rządzącym. Władze dbają, żeby ludzie nie mieli za dużo pieniędzy, jak ten żydowski bankier z Ziemi obiecanej Władysława Reymonta - Grosglik, który pracownikom proszącym o podwyżkę wyjaśnił, że jak będą zarabiać więcej pieniędzy to nic dobrego to nie przyniesie, jeden straci pieniądze na loterii, drugi kupi kapelusz żonie itd., więc podwyżki im nie dał. Co więcej, kazał swoim pracownikom płacić za gaz, który zużywali w godzinach pracy na gotowanie herbaty. Więc niestety, raczej nie stać mnie na tzw. prywatne wizyty medyków.


        Wniosek z tego wszystkiego jest taki, że ta cała służba zdrowia, szpitale, lista leków refundowanych, ośrodki zdrowia, NFZ, rzecznik praw pacjentów, ministerstwo zdrowia itd. itd., są po to, żeby pod pretekstem leczenia wydusić z nas pieniądze. Gdyby było inaczej, to np. urzędników w NFZ byłoby jak na lekarstwo i tak często nie słyszelibyśmy o zbiórkach pieniędzy, aby sfinansować dla chorego kurację, której finansowania doktorzy Mengele, czyli urzędnicy NFZ, nie uważają za potrzebną, oczywiście w przeciwieństwie do pacjenta, który przez pół życia płacił składki zdrowotne. Ale już pisałem, że Żydów w niemieckim obozie Auschwitz o zdanie nikt nie pytał, tak jak i nas w III RP nikt o zdanie nie pyta.


        I stąd prośba o wsparcie finansowe dla kilkunastoletniej dziewczyny, która straciła w wypadku nogi. NFZ nie przewiduje dla niej porządnych protez w przeciwieństwie do pensji i premii dla urzędników NFZ, ministerstwa zdrowia, rzecznika praw pacjenta i stada nierobów zatrudnianych przez ten urząd i tak dalej i tak dalej. W telewizorze mówili, że w zbiórkę pieniędzy zaangażował się m. in. fan club FC Liverpool. Fan club na swojej stronie zamieścił link do strony za pośrednictwem której można wpłacić pieniądze (www.siepomaga.pl/r/lfcpolskadlaewy). Proszę informacje tam zawarte potraktować jako dodatkowe wiadomości o potrzebującej i nieszczęściu, zaznaczam, że nie reklamuję tego serwisu, ani też nie biorę odpowiedzialności za jego uczciwość. Siedziałem chwilę przy komputerze i nie znalazłem sposobu przekazania pieniędzy tak, aby cała wpłacona suma została spożytkowana na potrzeby poszkodowanej. Może jednak ktoś obmyśli jakiś fortel, a może warto poświęcić część sumy, w końcu każda wpłata to ryzyko, kto wie, co się z tymi pieniędzmi później dzieje. W tej całej tak bardzo reklamowanej Wielkiej Orkiestrze Owsiaka też czasem zbierający dobierają się do skarbonek, ale ludzi to nie zniechęca do przekazywania datków. Trzeba próbować sobie nawzajem pomagać, bo przecież oni nam nie pomogą.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O liście Wiśniowieckiego, której nie ma

sobota, 18 lutego 2012 0:09

W telewizorze powiedzieli, że w jakimś mieście ponadawano ulicom imiona bohaterów powieści Ogniem i mieczem Henryka Sienkiewicza. Pominięto jednak księcia Jeremiego Wiśniowieckiego, bo to niby postać kontrowersyjna, niejednoznaczna czy jakoś tak. Można by przypomnieć, że książę na Łubniach i Wiśniowcu uratował wielu Żydów z Zadnieprza przed wyrżnięciem ich przez Kozaków czy też czerni, bo wraz z fraucymerem swojej żony i szlachtą rozkazał odkonwojować ich w bezpieczne rejony Rzeczypospolitej. Kto uratował jedno życie, uratował cały świat - powiada Talmud, a przynajmniej tak mówili, gdy było głośno o filmie Lista Schindlera, dzięki czemu Oskar Schindler został bohaterem pełną gębą. Wygląda na to, że ratowanie Żydów w XVII wieku nie jest zasługą a w latach 40. XX wieku jest. Ciekawe dlaczego. Jednak warto oglądać telewizor, zawsze można czegoś się dowiedzieć.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zginął człowiek

piątek, 10 lutego 2012 15:12

Nie ma to jak media, wszystko obiektywnie wyjaśnią, pouczą, ocenią itd. Najpierw więc media szczuły na matkę tragicznie zmarłej sześciomiesięcznej Magdy, później zaczęły szczuć na ludzi, którzy przychodzą i zostawiają miśki w miejscu, gdzie odnaleziono ciało dziecka, a zaczęły tłumaczyć Katarzynę W., że to szok i takie tam, a teraz pewnie będą mówić, że nie ma nic lepszego dla gówniar jak wyskrobać się. Jakoś w tym wszystkim najmniej obchodzi ich, że zginał sześciomiesięczny człowiek, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej. Dla nich pewnie to tylko trochę wyrośnięta zygota, czy jakoś tak.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

środa, 18 października 2017

Licznik odwiedzin:  15 881