Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 778 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15905
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2640 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Parlamentarzystów trzymać za mordy!

piątek, 29 kwietnia 2011 13:42

„Komisja Etyki Poselskiej (EPS) chce zaostrzenia kar dla posłów za niewłaściwe zachowanie. Nazwiska tych, którzy zachowali się nieodpowiednio miałyby być odczytywane przez marszałka podczas posiedzenia sejmu - dowiedziało się TOK FM. Posłowie zasiadający w EPS uważają, że obecne kary są zbyt słabe by posłów zmusić do zmiany zachowania i nieco łagodniejszych wypowiedzi. Sławomir Rybicki z PO proponuje więc, żeby marszałek w czasie posiedzenia sejmu odczytywał nazwiska posłów, którzy zachowują się w nieodpowiedni sposób. - To podniosłoby doniosłość naszych orzeczeń i bardziej przebiłoby się do opinii publicznej - argumentuje. Obecnie karą jaką może wymierzyć komisja jest zwrócenie uwagi, upomnienie bądź nagana. Najgłośniejsze w ostatnim czasie sprawy posłów, którzy trafili przed komisję dotyczyły wypowiedzi m.in. Roberta Węgrzyna (PO) o lesbijkach, Adama Hofmana (PiS) o odstrzeleniu Stefana Niesiołowskiego, Beaty Kempy (PiS) o poparciu mafii przez ministra sprawiedliwości czy Joanny Muchy (PO) o staruszkach” – tyle Wirtualna Polska.


To ja fatyguje się podczas wyborów do lokalu wyborczego, kreślę krzyżyki, komisja liczy te głosy, ktoś tam nawet ogłasza wyniki, a jak co do czego przyjdzie to poseł może co najwyżej brać pensje i robić szwindle, bo ani głosować nie może tak, jakby chciał, albo tak, jak obiecywał wyborcom, bo podczas głosowań obowiązuje zwykle dyscyplina, ani nawet nie może powiedzieć tego co myśli, bo raz, że SMS-y z instrukcjami, a po drugie; kary za to, że coś powiedział nie tak. Jest przecież kodeks karny i różne ustawy i to one decydują co jest czynem zabronionym, wykroczeniem, przestępstwem itd. Ale widać to nie wystarcza w trzymaniu za mordy przedstawicieli narodu w państwie, które wchodzi w skład Unii Europejskiej. Tresura przede wszystkim! A podobno jest wolność słowa. I podobno nawet jest demokracja. Gdyby była naprawdę normalna demokracja, to wystarczyłoby, żeby wyborcy oceniali zachowanie parlamentarzystów. I to wyborcy w zależności od „zasług” tego czy innego delikwenta decydowaliby czy oddać na niego głos czy też nie. I te głosy byłyby nagrodą, a ich brak karą. I tyle.

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Generał Kiszczak niewinny!

środa, 27 kwietnia 2011 18:51

Warszawski sąd uniewinnił we wtorek byłego szefa ministerstwa spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka w procesie o przyczynienie się do śmierci dziewięciu górników z kopalni „Wujek” w 1981 r. Zdaniem sądu nie da się wykazać, że do tej tragedii przyczyniły się działania oskarżonego.

„Sąd rozumiejąc dramat tej całej sytuacji nie jest sądem, który może osądzić i poprawić historię, zadośćuczynić temu złemu co się stało; sąd może ustalić: winny lub niewinny (...) to wszystko, więcej sąd nie może” - mówił uzasadniając orzeczenie sędzia Marek Walczak.

No, no, ale żartowniś z tego sędziego. Jak tu wierzyć, że sąd mógł ustalić „winny lub niewinny” w tej sprawie. Prędzej sędzia zżarłby własna togę, albo „nieznany sprawca” zrobiłby mu kuku niżby ten powiedział „winny”. Po co to chwalenie się możliwościami sądu? Chyba tylko tak, dla zachowania pozorów. Ale teraz, skoro sędzia odwalił kawał dobrej roboty, może spodziewać się awansu. Widać więc, że sędzia w III RP osądzić zbrodniarzy komunistycznych nie może, ale na pewno może dzięki tego typu procesom zrobić karierę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kaszpirowski z Wyborczej

wtorek, 26 kwietnia 2011 12:31

Kiedyś w telewizorze występował Kaszpirowski, liczył na głos i w ten sposób uzdrawiał ludzi, a przynajmniej miał uzdrawiać. Nie wiem czy komuś pomogło to liczenie, bo przecież co ma liczenie do zdrowia. Śmiech to zdrowie – powiada mądrość ludowa.

        Oto w jednym z artykułów zamieszczonych na stronach internetowych Gazety Wyborczej redaktor Jan Turnau napisał: „Od dziś już w nocy, czyli w Wielką Niedzielę - Wielkanoc. Pamiątka dnia, kiedy zaczął ukazywać się uczniom”. Mowa oczywiście o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, zapowiadanym w Starym Testamencie Mesjaszu. Ale czy najważniejsze, że zaczął się ukazywać i stąd ta Wielkanoc? Coś mi się wydaje, że chodzi o zmartwychwstanie i trudno przypuszczać, że redaktor Turnau tego nie wie. Żart jakiś, demencja, czy jaki czort?

        Ale to jeszcze nie koniec mądrości redaktora. Napisał też, że ukazywanie „rozpoczął od uczennic: był po prostu feministą”. Proszę, czego to ja dowiaduje się, Chrystus był feministą! A gdzie o tym można przeczytać? Na pewno nie w Piśmie Świętym. Rozumiem, że są ludzie, dla których Wyborcza jest ważniejsza niż Biblia i chyba od takiego sukcesu redaktor Turnau dostał zawrotu głowy. Stalin kiedyś wygłosił referat, o ile dobrze pamiętam zatytułowany „Zawrót głowy od sukcesów”. Ale i wtedy i teraz były to tak naprawdę tragedie.

        Opinia, że redaktor Turnau dostał od sukcesów Wyborczej zawrotu głowy wcale nie musi być bezpodstawna. Komu bowiem by przyszło krytykować Boga, może nawet lekko sztorcować, jak nie komuś, kto ma coś z głową. „W tamtym nowym życiu dowiemy się jednak dokładnie, czemu w rozdziale owych dowodów jakby brak demokracji” – napisał w kontekście tego, że jednym Chrystus ukazał się we własnej osobie, a innym pozostało tylko wierzenie w Jego istnienie. Ja tak wielkiego mniemania o sobie nie mam, żebym domagał się od Boga, aby osobiście stawiał się przede mną i przedstawiał się. Inni jak widać mają. Turnau idzie jeszcze dalej, oto dopomina się, żeby w „nowym życiu” Chrystus wytłumaczył się „dokładnie” ze swego braku szacunku dla demokracji. Skąd u tego człowieka taka bezczelność?

        Tak naprawdę czytając wynurzenia redaktora Turnaua nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Lepiej śmiać się, nawet tylko dlatego, że śmiech to zdrowie.

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781

Michał Pluta

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Życzenia

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 18:01

WESOŁYCH ŚWIĄT!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Triduum Paschalne

piątek, 22 kwietnia 2011 0:10

Kopia obrazu Pabla Picasso pt. Ukrzyżowanie namalowana przez Aleksandra Horopa w 2010 r.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

SMS, którego podobno nie było

czwartek, 21 kwietnia 2011 0:24

        Mimo wszystko trzeba oglądać telewizję, zerkać do gazet i Internetu, żeby śledzić co się dzieje w polityce, choć polityka coraz bardziej przypomina jak nie cyrk to konkurs na największego sługusa zagranicy. Może i nasi przywódcy są wstanie zaskoczyć nas już tylko skalą głupoty i zdeprawowania, ale z szumu medialnego można wyłowić i informacje, dzięki którym można próbować domyślić się co oni kombinują. Zwykle kombinują przeciwko nam, a czasem kopią pod sobą dołki. Oczywiście, może ktoś machnąć na to wszystko ręką mówiąc, że wszyscy oni są pala warci i trudno byłoby się z takim zdaniem nie zgodzić. Ale zróbmy na przekór tej opinii i pomęczmy się ze sprawą SMS-ów.


        Generał Sławomir Petelicki, były oficer służb specjalnych PRL i dowódca jednostki GROM powiedział w jednym z wywiadów dla „niezależnych mediów” (tak niezależnych, że aż niezależnie zdjęły ze swoich stron internetowych ten wywiad), że posłowie Platformy Obywatelskiej po katastrofie Smoleńskiej otrzymali SMS-y z instrukcją, co mają w tej sprawie mówić. Otóż mieli głosić wszem i wobec, że „katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”. Chodzi oczywiście o SMS-y, które to otrzymują posłowie PO, aby wiedzieli co mają ględzić. Okazuje się, że posłowi już nie tylko nie wolno głosować jak chce, np. zgodnie z własnymi przekonaniami czy obietnicami wyborczymi, bo podczas głosowań obowiązuje dyscyplina partyjna, ale nawet nie wolno mu mówić tego, co by chciał. Wiadomo, jak demokracja, to demokracja!


        Przeczytałem na stronach Wirtualnej Polski, że w programie 7. Dzień Tygodnia poseł Andrzej Halicki oświadczył, że generał w sprawie SMS-ów kłamie. Nie wiem czy generał Petelicki kłamie czy też nie, ale na pewno może zastanawiać dlaczego o tej informacji przypomniał sobie dopiero po ponad roku, a w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, w której żalił się, że mu zdjęto wywiad ze stron tygodnika „Wprost” (nawiasem mówiąc generał przypisuje inicjatywę zdjęcia jego wywiadu Tomaszowi Lisowi, znanemu z tego, że co roku dostaje nagrody dziennikarskie) wychwala marszałka Grzegorza Schetynę, co to w swoim czasie był wielkim antykomunistom, członkiem Solidarności Walczącej, a zaraz po 1989 r. taką sprawność osiągnął w biznesie, że aż stał się właścicielem sekcji koszykarskiej Wojskowego Klubu Sportowego Śląsk Wrocław.


        Poseł Halicki powiedział również, że to on odpowiada za SMS-y i „komunikację” w PO, a wobec tego „powinienem go przynajmniej otrzymać, jeżeli nie byłbym jego autorem” - zapewniał. Można z tego wyciągnąć wniosek, że poseł Halicki może i odpowiada za komunikację w PO i SMS-y, ale chyba w sprawach błahych, np. może wysyłać informacje „wróć do hotelu, bo widać, że jesteś jeszcze pijany”, „zapnij rozporek”, „but ci się rozwiązał”, „majtki ci widać”, czy „w męskim kiblu brakuje papieru toaletowego”, ale jak chodzi o ważne sprawy, to sztab, który dyryguje wypowiedziami posłów PO znajduje się gdzie indziej. Gdzie? Tego nie wiem. Petelicki zdaje się, że mówił o trójkącie: Tusk, Graś, Arbaski, ale jak było naprawdę, to kto to może wiedzieć.


        Marek Jurek, który to został zaproszony do tego samego programu, //  po zapewnieniach Andrzeja Halickiego, że Petelicki kłamał, zaproponował, aby PO wytoczyła generałowi proces. Na to poseł PO odpowiedział: „Jeżeli chodzi o skalę kłamstwa, to to akurat jest malutkie. Natomiast jestem bliski, żeby powiedzieć: tak, powinny zacząć się procesy karne i cywilne, dlatego że liczba kłamstw i bezczelności jest za dużo...”. Nie wiem co to dokładnie miało znaczyć, domyślam się, że w ten sposób Halicki wyartykułował swoje credo, że wszystkiemu i tak winny jest Jarosław Kaczyński, ale widać od razu, że poseł na Sejm zna swoje miejsce w szeregu i byłemu oficerowi służb specjalnych PRL nie podskoczy. Ale ten Marek Jurek jest złośliwy, kto by pomyślał!


        A swoją drogą, czy przypominają sobie Państwo co mówił redaktor Grzegorz Braun o marszałku Grzegorzu Schetynie w takim filmiku, który można było obejrzeć (może jeszcze można) w Internecie? Mam już swoje lata i pamięć mnie zawodzi, ale może Państwo pamiętają?


***


Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dlaczego zostałem żebrakiem

wtorek, 19 kwietnia 2011 19:13

Przeglądając strony internetowe zauważyłem, że niczym wyjątkowym nie jest zwracanie się przez redakcje portalu do czytelników z prośbą o wsparcie finansowe. Stąd pomysł, aby i moja skromna osoba podjęła się żebrania, bo tak to trzeba nazwać, aby sfinansować wydanie pracy doktorskiej, którą przytrafiło mi się napisać. Jej promotor prof. dr hab. Wojciech Wrzesiński mówił, że tą pracę trzeba wydać, ale co z tego, skoro był już emerytem i wielu, łącznie z tymi, którzy zawdzięczali mu kariery naukowe, najzwyczajniej się na niego wypięło. A bez pomocy „wpływowego” profesora pracy nie da się opublikować!

 

        W tej naszej biednej Polsce istnieje podobno swoboda badań naukowych, a cenzury nie ma. Ale co z tego, skoro, aby prowadzić poważne badania naukowe trzeba mieć sporo pieniędzy. Oni, tacy naukowcy z telewizora, mają oczywiście granty i to w niemałej wysokości, więc gwiżdżą sobie na te różne koszty, które dla mnie są obecnie nie do przeskoczenia, a i niemało zachachmęcą dla siebie.

 

        Każdy w Polsce może wydać książę. Ale barierą są możliwości finansowe. Kto jest z kliki, temu raz dwa byle co wydadzą, oczywiście na koszt podatników, choćby napisał znowu to samo, ale pod trochę innym tytułem, i jeszcze na honorarium autorskim się wzbogaci. Inni, mogą wydawać tylko na swój koszt. I opublikowałbym tą pracę, gdybym miał pozwalające na to dochody.

 

        Rozprawę chciałem wydać choćby w niewielkim, nawet symbolicznym nakładzie, choćby dlatego, że znajdują się tam ustalenia, których nikt przede mną w Polsce nie dokonał na temat propagandy totalitarnej i jej genezy w państwach komunistycznych, choćby po to, aby panowie profesóry nie przypisali sobie moich ustaleń i choćby dlatego, że jej napisanie kosztowało mnie sporo trudu. Czy się uda, to zależy od Państwa pomocy.

 

***

 

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Kandydaci na folksdojczów

niedziela, 17 kwietnia 2011 19:42

        W telewizorze powiedzieli, że z powodu zbliżającej się prezydencji Polski w Unii Europejskiej potrzebni są wolontariusze. Zdaje się, że do obowiązków takiego wolontariusza będzie należało pomaganie unijnym dygnitarzom, europosłom itp. którzy przyjadą nad Wisłę w związku z tą całą prezydencją w różnych duperelach, np. wskażą gdzie jest toaleta. Nie wiem czy to takie interesujące zajęcie, ale może i jest, bo oto okazuje się, że chętnych na chłopców i dzieweczki na posyłki nie brakuje. Co dostaje w zamian za swój zmarnowany czas taki ochotnik? Chyba nie tak wiele, szkolenie (cokolwiek miałoby to znaczyć) i jakieś niejasne szanse na karierę w europejskich instytucjach, projektach czy czymś takim. Można to całe zapotrzebowanie na wolontariuszy potraktować jako łowienie folksdojczów, bo chyba na taką nazwę zasługują ci, którzy gotowi są służyć tworowi, na rzecz którego Polska straciła niepodległość.


        Służąc Polsce można było, w zależności od czasów, dostać szablą przez łeb, kulę w tył głowy, czy pałą po grzbiecie. A ci, którzy wysługiwali się zaborcom i okupantom mieli się zawsze dobrze. Nigdy nad Wisłą nie karano należycie zdrajców, raz powieszono parę portretów targowiczan i na tym się skończyło. Gdyby chociaż raz Polska ukarała sprzedawczyków, to może przy następnej okazji aż takie stada nie biłyby się o możliwość wysługiwania się obcym władzom.

***

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejsza sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Uderz w stół a poseł Gowin się odezwie

sobota, 16 kwietnia 2011 20:07

        Podobno przysłowia są mądrością ludową. Trudno zaprzeczyć, że pewne racje tkwią w powiedzeniu baba z wozu koniom lżej, albo jak sobie pościelesz tak się wyśpisz, a już na pewno w na złodzieju czapka gore, albo uderz w stół a nożyczki się odezwą. To właśnie przysłowie przypomniało mi się, gdy przeczytałem komentarz posła Jarosława Gowina do wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, podczas którego szef PiS przytoczył cytat z wiersza Zbigniewa Herberta.


       „Kiedy Jarosław Kaczyński cytuje fragment posłania »Pana Cogito«, manifestu opozycji antykomunistycznej w czasach PRL, to tym samym daje do zrozumienia, że między tamtą Polską, a dzisiejszą nie ma jakościowej przepaści, zrównuje niepodległa Polskę z Polską komunistyczną. W ten sposób podkopuje autorytet polskiego państwa” – powiedział jeden z liderów Platformy Obywatelskiej.


        Przecież to jest oczywiste, używając słów posła PO, że nie ma jakościowej przepaści między „niepodległa” Polską a Polską komunistyczną. Ale, żeby tylko to! III RP jest kontynuatorką PRL – II PRL-em. Na jakim to autorytecie ufundowana jest III RP skoro można podważyć go cytując wiersze nieżyjącego poety? Odpowiedź jest oczywista: na bladze, na udawaniu, na kłamstwie. A skoro tak, to kim jest dajmy na to taki poseł na Sejm z koalicji rządzącej, który opowiada bajki, że w 1989 r. był przełom, że komuna upadła, że rządzą konstytucyjne władze państwa, choć w rzeczywistości najwięcej do powiedzenia w tej biednej Polsce ma ubecja? W najlepszym przypadku użytecznym idiotą, ale za to dobrze opłacanym! Rozumiem, że dla Jarosława Gowina jest pewna różnica między PRL a III RP. W PRL nie był posłem, ale powiedzmy sobie szczerze, czy posłem jest Jarosław Gowin czy Mieczysław Moczar, to dla nas wsio rawno. I pewnie to właśnie tak oburzyło posła Gowina. Prawda w oczy kole – mówi przysłowie.


        Jaki miał stosunek Zbigniew Herbert do Polski po 1989 r., i jej elit możemy tylko udawać, że nie wiemy. „W 1992 poważnie już chory poeta wrócił do Warszawy. Konsternację części jego niedawnych opozycyjnych przyjaciół wywołało poparcie oświadczenia redakcji »Arki« w sprawie dekomunizacji elit (1992, nr 41) oraz zdecydowanie antykomunistyczna publicystyka uprawiana na łamach »Tygodnika Solidarność«. Sam Herbert wystosował list do prezydenta Wałęsy w sprawie pułkownika Kuklińskiego (1994) oraz do Dżochara Dudajewa. Zainicjował także zbiórkę pieniężną na pomoc Czeczenii… Poparł również inicjatywy Ligi Republikańskiej w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci Stanisława Pyjasa oraz odtajnienia akt UB sprzed 1956 roku. W 1994 skrytykował w głośnym wywiadzie udzielonym »Tygodnikowi Solidarność« nie tylko porozumienia Okrągłego Stołu i obraz życia publicznego w III Rzeczypospolitej, ale także zaatakował personalnie szereg osób, w tym Czesława Miłosza i Adama Michnika, które jego zdaniem za taki stan rzeczy w Polsce były odpowiedzialne” – można przeczytać w Wikipedii.


        I dalej, Zbigniew Herbert „został pochowany na Cmentarzu Powązkowskim. 30 lipca 1998 prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego, jednak wdowa po poecie, Katarzyna Herbertowa, odmówiła przyjęcia odznaczenia. Po niemal 9 latach, 3 maja 2007, Katarzyna Herbertowa oraz siostra poety, Halina Herbert-Żebrowska, odebrały to odznaczenie z rąk kolejnego prezydenta: Lecha Kaczyńskiego”.


        Zamiast zakończenia, jeszcze parę zdań z Wikipedii: „W 2000 roku na zlecenie TVP powstał poświęcony Herbertowi film biograficzny pt. »Obywatel Poeta« Jerzego Zalewskiego. Ze względu na cytowane w filmie krytyczne wypowiedzi Herberta m.in. na temat Michnika i Miłosza TVP zażądała ocenzurowania filmu ze względu na »zbędne dygresje« i »wątpliwości natury etycznej« od 37 minuty. Wobec sprzeciwu reżysera emisja filmu była blokowana przez ponad rok w atmosferze skandalu i gróźb prawnych. Film został ostatecznie wyemitowany 29 stycznia 2001 roku”. Ale jakby ktoś pytał, to w III RP jest wolność słowa.

 

***

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorskiej pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Dowcip, nie-dowcip

piątek, 15 kwietnia 2011 20:52

Małżeństwo ogląda w telewizji wywiad przeprowadzany przez dziennikarza z dziennikarzem.

- Patrz – mówi żona. - Ten w jasnym garniturze mówi do tego w ciemnym garniturze przez „pan”, mimo, że oni wszyscy tam znają się jak łyse kobyły.

- Widocznie ten w ciemnym garniturze ma wyższy stopień – odpowiada mąż.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Sprawa tablicy w Smoleńsku

wtorek, 12 kwietnia 2011 21:21

        10 kwietnia przez media przetoczyła się informacja, że Rosjanie w Smoleńsku bez uzgodnienia ze stroną polską podmienili tablice upamiętniającą katastrofę polskiego rządowego samolotu, w której zginął prezydent Lech Kaczyński oraz niemal 100 osób.


        Na nowej tablicy w języku polskim i rosyjskim znajduje się napis: „Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim, którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku”. Na wcześniej znajdującej się tam tablicy widniał tekst: „Zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości upamiętnienia 70. rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, na oficerach Wojska Polskiego w 1940 r.” Widać naszych przyjaciół z Rosji, z którymi trwa pojednanie, kłuły w oczy słowa o sowieckim ludobójstwie dokonanym w Katyniu. Takie słowa zdaje się klują w oczy też wielu polityków Platformy Obywatelskiej. Pamiętam wypowiedź marszałka Stefana Niesiołowskiego (a i inni śpiewali z tego samego klucza, widać sms-y dotarły, tak jak i te, bezpośrednio po katastrofie smoleńskiej, z instrukcją jak mają się wypowiadać. Mieli mówić, że katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. „Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił” – tak przynajmniej twierdzi były dowódca GROM, generał Sławomir Petelicki), w której mówił, że jedynymi „ludobójstwami” był holocaust i głód na Ukrainie wywołany przez władze sowieckie.


        A niby dlaczego mieliby Rosjanie sprawę tablicy w Smoleńsku konsultować ze stroną polską? Po pierwsze; gdyby Polska była państwem niepodległym, to porozumiewanie się z Warszawą byłoby zasadne, a skoro Polska po wejściu w życie traktatu lizbońskiego niepodległość straciła, to po co takie zawracanie sobie głowy? A nuż coś tam z III RP Kreml uzgodni, a i tak, tak jak było z umową polsko-rosyjską dotyczącą dostaw gazu, Unia Europejska, czy jak kto woli Niemcy, zgłoszą veto. I znowu ugadywać się, marnować czas, po co? Po drugie, byłoby zaskakujące, gdyby Rosjanie uzgadniali to zagadnienie z Polską po tym, jak od ponad roku premier Donald Tusk tańczy jak mu Włodzimierz Putin zagra. Ale jakie ma podstarzały piłkarzyk wyjście, skoro ubzdulił sobie dogadzać Anieli Merkel, a ta życzy sobie dobrych stosunków polsko-rosyjskich? Więc a to sobie w 2010 r. Putin zaprosił Tuska do Katynia, bo on nie będzie upominał się o prawdę o mordzie katyńskim, dzięki czemu od razu poprawią się stosunki na linii Warszaw-Berlin, w sprawie katastrofy smoleńskiej Rosjanie prowadzą śledztwo w sowieckim stylu, czyli szukają argumentów dla z góry przyjętej tezy, publikują kompromitujący dla strony polskiej raport MAK itd., a władze III RP nawet nie pisną.


        No, chyba, że gromkim głosem na Jarosława Kaczyńskiego, że dzieli Polaków, czy tak jak ostatnio poseł Jarosław Gowin, według którego Kaczyński cytując fragment wiersza Zbigniewa Herberta „podkopuje autorytet polskiego państwa”. Mój Boże, na jakiej lichej podstawie oparty jest autorytet III RP skoro można go podważyć cytując fragment wiersza! Jakoś poseł Gowin nie rozdzierał szat nad uszczerbkiem dla autorytetu państwa polskiego, gdy premier Donald Tusk, mimo podpisanych umów, nie miał odwagi przejąć śledztwa w sprawie katastrofy wojskowego samolotu, jakim był Tu-154M, w której zginął polski prezydent. A później może ktoś być zdziwiony, że Litwini dyskryminują Polaków na Litwie, zdaje się również mimo podpisanych między Warszawą a Wilnem umów, a w Polsce powstaje „naród śląski”.


        Okazało się jednak, że Rosjanie może i zdjęli tablicę bez uzgadniania tego ze stroną polską, ale dawali wcześniej Warszawie znać, że dla nich stanowi ona problem. Andrzej Jewsiejenkow, rzecznik gubernatora obwodu smoleńskiego, powiedział, że usunięta tablica została zamontowana samowolnie przez Polaków, a miejscowe władze niejednokrotnie uprzedzały, że na miejscu tragedii z 10 kwietnia ubiegłego roku pojawi się nowa, z napisami w dwóch językach: polskim i rosyjskim. Jak czytam na Wirtualnej Polsce, MSZ Rosji oświadczyło, że strona polska została zawczasu poinformowana o konieczności zamiany tablicy na nową, w języku rosyjskim i polskim. Rosyjskie MSZ poinformowało też, że Polsce przekazano propozycje dotyczące treści nowego napisu. Ale reakcji strony polskiej nie było. Można zrozumieć taką postawę. Rosja to obce państwo, więc nie ma powodów, mimo pojednania polsko-rosyjskiego, aby Polacy tam się rządzili.


        „W odpowiedzi na oświadczenie MSZ Rosji chcę stwierdzić, że Rosjanie, jak już mówiliśmy wczoraj, od tygodni, a nawet miesięcy mówili nam, że ta stara tablica społeczna jest dla nich nie do zaakceptowania” - powiedział rzecznik MSZ Marcin Bosacki. Przyznał, że strona rosyjska proponowała również zastąpienie starej tablicy tablicą o takiej treści, jaka ostatecznie znalazła się na obelisku w Smoleńsku. I dalej: „MSZ konsekwentnie wydawało w tej sprawie opinię negatywną; proponowaliśmy Rosjanom, by zostawić pole katastrofy w takim kształcie, w jakim jest, do czasu ustalenia treści nowego napisu na tablicy przy okazji rozstrzygnięcia konkursu w sprawie ostatecznego upamiętnienia ofiar katastrofy”.


        Swoją drogą zdawać by się mogło, że w tej sprawie przemówi sam minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, tak bardzo ponoć przejęty śmiercią prezydenta Kaczyńskiego, mimo, że wcześniej chciał dożynać watahę. A poza tym nic innego nie ma do roboty.


        Zwróćmy uwagę, że Moskwa od kilku miesięcy sygnalizowała, że tablica stanowi dla nich problem. MSZ w Warszawie proponował Rosjanom, „by zostawić pole katastrofy w takim kształcie, w jakim jest”. Bardzo odważne to ministerstwo, że tak panoszy się w Federacji Rosyjskiej! Tym śmieszniejsza jest ta wypowiedź, że miejsce katastrofy było przez ostatnie miesiące (może nawet od kwietnia ubiegłego roku) „przekształcane”. Choćby wycięto kupę drzew, łącznie z tymi, o które zahaczył Tu-154M, czy też kładziono chodniki i takie tam różne, gdy miał przybyć prezydentowa Anna Komorowska z częścią rodzin, które straciły swoich bliskich 12 kwietnia ubiegłego roku. Przecież MSZ nie może nie wiedzieć, że Rosjanie grzebią w miejscu katastrofy, to dlaczego opowiada bajki o pozostawieniu tego obszaru w takim kształcie w jakim jest? A, że miejsce to cały czas jest zmieniane, to i Rosjanie zmienili tablice. Tyle ironii. A tak poważnie, to przygotujmy się na kolejne upokorzenie, gdy dowiemy się jaki projekt pomnika mającego upamiętniać tragedię smoleńską wygrał konkurs.


        „Afera” polegająca na zamianie tablic przez Rosjan, okazała się więc banalna. Nasze MSZ zachowało się jak typowy urzędnik w II PRL, jakim w istocie jest III RP: udawało, że nie ma sprawy i że to „samo się jakoś załatwi”. Może ktoś bał się, mimo pojednania polsko-rosyjskiego, rozmawiać z Rosjanami o tablicy, bo dałoby to PiS-owi możliwość krytykowania rządu, że ten ulega Putinowi, ale przecież opozycja ma „święte prawo” krytykować rząd, a przynajmniej tak było, gdy premierem był Jarosław Kaczyński. I znowu sytuacja powtarza się, poświęca się interes Polski (bo może udałoby się wynegocjować troszkę inny napis, może zamiana odbyłaby się w sposób cywilizowany, a przynajmniej mogliby poinformować społeczeństwo o zamiarach Kremla), byleby coś ugrać na własnym podwórku, czy byleby pognębić opozycję, jak było ponad rok temu, gdy rząd Donalda Tuska i Moskwa kombinowały, jak nie dopuścić do wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu czyli uniemożliwić mu korzystanie z uprawnień wynikających z konstytucji.


        Może ktoś powie, że ta sprawa nie jest ważna i nie ma czym się przejmować. Może. Ale jakimi zagadnieniami może się zajmować MSZ państwa, które nie jest niepodległe? A po drugie: zauważmy, że nawet tak prostej sprawy ministerstwo Radosława Sikorskiego nie potrafiło korzystnie, albo przynajmniej najmniej niekorzystnie dla strony polskiej załatwić. Najzwyczajniej udawali, że nic się nie dzieje. To jak tu wierzyć, że z poważnymi problemami MSZ poradziłoby sobie. No, chyba, żeby najpierw poradziłoby się Berlina.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

O procesie Michalkiewicza

niedziela, 10 kwietnia 2011 19:29

12 kwietnia tego roku główne wydania telewizyjnych programów informacyjnych, wydania mniej główne i takie zupełnie nie główne, będą rozpoczynały się od zdjęć przedstawiających dziennikarzy, jak włażą jeden przez drugiego do klatek, zaklejają sobie gębule, a na łapska zakładają kajdanki. Może wśród nich będzie znany z tego, że co roku dostaje nagrody dziennikarskie Tomasz Lis, może pofatyguje się Justyna Pochanke, Jacek Żakowski, Piotr Najsztub, a może nawet do klatki wlezie sam Adam Michnik? Zresztą, do twarzy by im było za kratkami, może warto więc takiego widoku nie przegapić, oczywiście, gdyby takim widokiem można byłoby ucieszyć oczy.


        Bo oto 12 kwietnia rozpocznie się proces pokazowy, tfu, co ja pisze! W „demokratycznym państwie prawa” miałyby się odbywać pokazowy proces? W żadnym wypadku! Otóż 12 kwietnia o godzinie 9.30 w sali 212 rozpocznie się proces przed niezawisłym sądem (w tej roli wystąpi Sąd Okręgowy w Warszawie II Wydział Cywilny przy Al. Solidarności 127) wytoczony Stanisławowi Michalkiewiczowi przez TVN. TVN zarzuca Michalkiewiczowi podanie w felietonie Na równi pochyłej nieprawdziwych informacji, które w ocenie powoda naruszają jego dobra osobiste.


        Eee, coś mi się jednak wydaje, że jedyną osobą, która może trafić za kratki będzie sam Michalkiewicz, oczywiście jeżeli sąd w iście stachanowskim tempie wyda wyrok skazujący i od razu wsadzi publicystę do paki. Gdy u władzy był towarzysz Stalin to sądy wydawały wyroki po kilkudniowych procesach, a teraz przecież nie mroczny okres stalinizmu, ale raj na ziemi w postaci Unii Europejskiej, więc może sąd uwinie się w jeden dzień. Wiadomo, są tacy dziennikarze, co to zawsze wiedzą co mają, a czego nie mają mówić i wszyscy ględzą to samo, jakby na rozkaz. I są też tacy, jak Stanisław Michalkiewicz, który konsekwentnie, od wielu lat, utrzymuje, że III RP nie rządzą konstytucyjne władze, ale służby specjalne o rodowodzie komunistycznym poprzez swoich oficerów i agenturę ulokowaną w newralgicznych dla funkcjonowania państwa miejscach.


        Pozew nie precyzuje jasno, które informacje uważa za nieprawdziwe, ani które opinie przeze mnie wyrażone naruszają dobra osobiste TVN – ale mam nadzieję, że to się wyjaśni podczas rozprawy. W ogóle może być ciekawie, bo np. w pozwie zamieszczony jest wniosek dowodowy o dopuszczenie zeznań świadków: pana Edwarda Miszczaka i pana Adama Pieczyńskiegona okoliczność zdarzeń będących przedmiotem postępowania, a mianowicie ustalenia, czy Wojskowe Służby Informacyjne miały wpływ na dziennikarzy stacji TVN”. Nie wiem, czy taka była intencja autorów pozwu, ale zacytowane sformułowanie sugeruje, iż obydwaj świadkowie są w stanie wykluczyć wpływ Wojskowych Służb Informacyjnych na dziennikarzy stacji TVN. Ale żeby rzeczywiście mogli to uczynić, musieliby być poinformowani o poczynaniach Wojskowych Służb Informacyjnych względem stacji TVN i ewentualnie – dziennikarzy tej stacji – że np. żaden z nich, ani też żaden z jej pracowników decyzyjnych – nie jest, ani nie był tajnym współpracownikiem WSI, ani że nie miały one na nich żadnego wpływu” – napisał na swojej stronie internetowej Michalkiewicz.


        Ja tam się na historii nie znam, ale mimo to udało mi się znaleźć kilka cytatów, które… zresztą niech Państwo sami ocenią.


        Wprawdzie oddaliśmy przedsiębiorstwo, ale zapewniliśmy sobie kontrolny pakiet akcji – jest to udział w rządzie, w organach bezpieczeństwa i w wojsku oraz urząd prezydenta – mówił generał Wojciech Jaruzelski do Egona Krenza 2 listopada 1989 r. Zauważmy: generał wymienia jako „pakiet kontrolny” udział w rządzie, organach bezpieczeństwa i wojsku, osobno, „po przecinku”. Człowiek dociekliwy może więc wątpić, czy chodzi „tylko” o kontrolę nad „bezpieczeństwem” i wojskiem poprzez ministrów zasiadających w rządzie. Jaruzelski  w tej rozmowie nie wymienia ministrów PZPR w rządzie Mazowieckiego, bo było ich tam czterech: obrony, spraw wewnętrznych, współpracy gospodarczej z zagranicą i transportu, żeglugi i łączności. Widać tych dwóch ostatnich resortów generał nie traktował jako swój „pakiet kontrolny”. Pewnie słusznie, bo jak tu kontrolować sytuację w kraju: współpracą gospodarczą z zagranica i żeglugą?


        Przypomnę raz jeszcze co generał Czesław Kiszczak mówił, podczas odprawy kadry kierowniczej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, o celach ministerstwa na rok 1989: SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji, na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki. I proszę, „rządzi” Polską partia, której jednym z trzech założycieli był współpracownik służb specjalnych PRL doktor Andrzej Olechowski, którego oficerem prowadzącym był generał Gromosław Czempińskim, dziś jeden z „ekspertów” zapraszany co i raz do telewizora. Platforma Obywatelska stała się nagle ulubienicą mediów, które jeszcze wczoraj nie mogły się nachwalić prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, zanim jeszcze wymyślono nazwę dla tej partii. Prezydentem jest Bronisław Komorowski, któremu w podskokach jakiś esbek donosił, co tam na niego jest w raporcie dotyczącym likwidacji WSI przygotowywanym przez Antoniego Macierewicza. A wśród polityków jak nie Carex, to Bolek, jak nie Must to Znak, jak nie Piotr, to Belch, jak nie Alek, to Nowak  itd.


        A teraz cytat z książki Antoniego Dudka Reglamentowana rewolucja. Wiem, że cytując tą prace nie wystawiam sobie dobrego świadectwa. Gdybym należał do inteligencji, to bym zachwycał się dziełkami Jana Grossa, ale mniejsza z tym. Generał Jaruzelski interesował się głównie zachowaniem przez swoich ludzi kontroli nad wojskiem, wyraźnie traktując je jako swoistą polisę ubezpieczeniową. Fakt, że rząd Mazowieckiego nie podjął nawet próby przejęcie kontroli nad niezwykle wpływowymi wojskowymi służbami specjalnymi, dowodzi, że Jaruzelski uratował przynamniej część z „pakietu kontrolnego”, o którym mówił w rozmowie z Egonem Krenzem na początku listopada 1989 r. Otwarta pozostaje natomiast odpowiedź na pytanie o to jaka część owego pakietu przetrwała prezydenturę samego Jaruzelskeigo i stała się istotnym czynnikiem kształtującym rzeczywistość polityczną w III Rzeczypospolitej.


        I ostatni cytat, na który trafiłem przez przypadek. Sylwester Latkowski w wywiadzie opublikowanym na portalu prawica.net przytoczył słowa byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Bogdana Święczkowskiego: W połowie lat 90. w redakcjach polskich mediów funkcjonowali oficerowie pod przykryciem. Nie agenci, ale kadrowi oficerowie UOP pod przykryciem. (…) Po to, żeby werbować, uzyskiwać informacje, żeby wiedzieć. Nie wiem, czy w chwili obecnej wśród dziennikarzy są oficerowie pod przykryciem, ale agentów jest wielu. Zgodnie z prawem zresztą.


        Oczywiście to, co powyżej napisałem nie jest dowodem, że władzę nad III RP sprawuje ubecja. Ale kto ma rozum, niechaj myśli. Czego wam i sobie życzę. Amen.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Łowcy, których nie ma

czwartek, 07 kwietnia 2011 0:25

W telewizji co jakiś czas natrafiam na programy z cyklu „Łowcy nazistów”. Szkoda, że nikt nie nagrał „Łowców komunistów”. Pewnie dlatego, że łowców takich nie ma, choć komunistów nie brakuje. A szkoda. Chętnie obejrzałbym program raz o łowieniu nazisty, raz o łowieniu komunisty, raz jak to tropili dajmy na to Josefa Mengele, raz Stefana Michnika, raz Klausa Barbie, raz Wojciecha Jaruzelskiego, raz Adolfa Eichmanna  raz Salomona Morela itd., itd.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Konwencja neofitów

niedziela, 03 kwietnia 2011 23:04

       Politycy podczas kampanii wyborczych organizują propagandowe spektakle (kiedyś to nazywano wiecami, teraz konwencjami), podczas których wygłupiają się, opowiadają bajki, czasem grożą, czasem błaznują, a najwięcej kłamią. Taki propagandowy spektakl ugrupowania o nazwie Polska Jest Najważniejsza odbył się ostatnio w Lublinie. Skoro spektakl się odbył, skoro ten i ów polityk coś powiedział, to poświęćmy parę chwil choćby na pobieżne przeanalizowanie tego „wydarzenia”.


        „Jestem przekonana, że dla dobra polskiego życia politycznego, dla dobra Polski, dla tej odwagi, której nam potrzeba, Jarosław Kaczyński powinien zejść ze sceny politycznej dzisiaj” - powiedziała Joanna Kluzik-Rostkowska. Bardzo ciekawe zdanie. Jarosław Kaczyński ma według liderki PJN „zejść ze sceny politycznej”. Już jeden próbował usunąć Kaczyńskiego i to solidnie, bo nie tylko ze sceny politycznej, ale i z tego świata. Może następnemu się uda. Skoro słyszy takie nawoływania, to kto wie. Zdaje się, że konstytucja gwarantuje każdemu obywatelowi III RP wolność wyboru zawodu. Nie wiem dlaczego Kaczyński ma być pozbawiony tego prawa. Tylko dlatego, że nie jest ubecką kukłą? I tylko dlatego, że generał Marek Dukaczewski zamiast szefować sobie Wojskowym Służbom Informacyjnym, to szefuje Stowarzyszeniu „Sowa”? Krytykowanie Kaczyńskiego jest jedynym z warunków życzliwego stosunku ubeckich mediów do tego czy innego polityka. Wypowiedź Kluzik-Rostkowskiej więc mnie ani trochę nie dziwi. (Gdyby mówiła dobrze o swoim byłym szefie, to wygoniliby ją i jej koleżków z telewizora i nikt by nie pamiętał, że PJN istnieje.) Tak jak i nie dziwiło mnie to, że jeszcze niedawno nie mogła się nachwalić Jarosława Kaczyńskiego. Co takiego polityk może chcieć? Oczywiście chce dopchać się do koryta. Nie udało się dzięki chwaleniu Kaczyńskiego, to może uda się srając na niego? No, ale skoro, ma odejść „dziś”, to czy to znaczy, że już jutro nie musi odchodzić?


        Liderka ugrupowania PJN uważa, że zniknięcie ze sceny politycznej Kaczyńskiego byłoby dobrem dla życia politycznego. Nie wiem jakie dobro miałoby z tego wyniknąć. O Lechu Kaczyńskim podobnie mówili. I co, znikł ze sceny politycznej i jego fotel zajął Bronisław Komorowski, którego żoną jest córka małżeństwa ubeków. To jakieś dobro? Ale mało tego, Kluzik-Rostkowska uważa, że zniknięcie Jarosława Kaczyńskiego byłoby dobre dla Polski. Dlaczego? Tego nie wyjaśniła, a skoro nie wyjaśniła to pozostawiła pole dla domysłów. Może dlatego, że z wyboru Komorowskiego na prezydenta ucieszył się i Berlin i Moskwa, z urzędu premiera dla Donalda Tuska cieszył się Berlin, a z premiera Kaczyńskiego i prezydenta Kaczyńskiego to ani Berlin ani Moskwa się nie cieszyły. Ale od kiedy to z przywódców państwa polskiego ma być zadowolona zagranica, a nie Polacy? I wreszcie enigmatyczne zdanie, że odejście Kaczyńskiego ze sceny politycznej byłoby „dla tej odwagi, której nam potrzeba”. Co to za odwagi trzeba pani Kluzik-Rostkowskiej, tego nie wiem i co ma z tym wspólnego prezes Prawa i Sprawiedliwości?


        Ale to nie koniec. Dodała, jak sądzę w kontekście polityki rządu Donalda Tuska, że Polsce potrzebny jest „lamparci skok”, a nie metoda drobnych kroków. Co to ma być ten „lamparci skok”, aż strach się domyślać. Mam nadzieję, że jest to tyko takie hasełko, które nic nie znaczy. A może nie? Bo oto posłanka Elżbieta Jakubiak oznajmiła, że polskim rodzinom potrzebna jest polityka niskich podatków, a młodym ludziom stworzenie miejsc pracy, aby nie musieli ich szukać za granicą. Jeżeli poważnie potraktować tą zapowiedź, to znaczy, że politycy szykują kolejne nieszczęście dla tej biednej Polski, oto chcą, aby władze tworzyły miejsca pracy dla młodych ludzi! Jakie? Nie wiem, ale pewnie chodzi o nowe etaty dla urzędników w administracji państwowej i samorządowej. Albo inaczej. Oto jest sobie piekarz, piecze tyle a tyle chlebów i ma tyle a tyle pieców, które ten chleb wypiekają i pracowników, którzy wszystko co trzeba robią. Gdyby mógł sprzedawać więcej chlebów to pewnie poczyniłby inwestycje, które by to umożliwiały. Sam by na to wpadł. W końcu im więcej sprzeda, tym ma więcej pieniędzy. Do tego nie potrzebuje pomocy państwa, a co najwyżej sprawnego działania policji i sądów, aby, gdy np. jakiś sklep nie chce zapłacić za chleb, który od niego wziął, mógł raz dwa odzyskać swoje pieniądze. Jak ma wyglądać tworzenie miejsc pracy dla młodych ludzi w takim przypadku? Wpakują piekarzowi, za grube pieniądze zagrabione ludziom, do piekarni jeszcze jeden piec, żeby „stworzyć miejsce pracy dla młodych ludzi”? A kto kupi ten chleb? Albo kupi państwo, albo na śmietnik. A wobec tego nici z tej zapowiadanej polityki niskich podatków, bo przecież, żeby dać tym co udają, że coś pożytecznego robią, trzeba zabrać tym, którzy naprawdę robią coś pożytecznego i koło się zamyka. Tak, jakby nie można było powrócić do zwyczajnego wolnego rynku. Ale jaki rządzący mieliby w tym interes? Skończyłyby się forsa z łapówek, forsa za przydzielanie dotacji, koncesji, stołki dla rodzin i tak dalej i tak dalej.


        Na konwencji wystąpił też europoseł Michał Kamiński, sądząc po pensjach i innej kasie, którą oni otrzymują w Brukseli, całkiem zamożny człowiek. Przez litość można byłoby pominąć jego słowa. Ale skoro bierze on taką kupę forsy z naszych podatków (Polska płaci przecież składkę do budżetu Unii Europejskiej) to niech ludzie wiedzą jakiego kalibru są ci, którzy nas tam podobno reprezentują. Otóż wyartykułował: „Jak nie chcesz strasznego Kaczora i śmiesznego Donalda, to głosuj na PJN”. Można byłoby zapytać europosła Kamińskiego, czy Kaczor był też straszny wtedy, gdy go wpisywał na listę kandydatów PiS do europarlamentu, żeby dzięki pensji eurodeputowanego ustawił się do końca życia i jeszcze, żeby dzieciom wystarczyło?


        A swoją drogą, skoro dla nich Polska jest najważniejsza to niech wyrządzą Polsce jakieś dobro, np. niech zmniejszą, na ile mogą, dług Polski poprzez przekazanie do budżetu swoich pensji. Skoro tego nie robią, to jak tu im wierzyć, że dla nich Polska jest najważniejsza.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 18 października 2017

Licznik odwiedzin:  15 905