Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15465
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2551 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

O złodziejach, którzy są na górze

niedziela, 15 kwietnia 2012 20:33

Ciekawe, że władze nie mają pieniędzy na wypłaty wypracowanych przez ludzi emerytur, ale mają forsę (w telewizorze mówili, że 3 miliony!) na kampanie propagandowe zachwalające pracę do 67 roku życia. Jeśliby ktoś powiedział, że oni potrafią wykorzystać każdy pretekst, żeby kraść, to można się z nim zgodzić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dzięki trupowi do celu

środa, 11 kwietnia 2012 18:14

„Rutkowski był gościem cyklu spotkań ze znanymi ludźmi pod hasłem "Coolturalne środy" w Kaliszu. To wtedy właśnie, odpowiadając na pytania z sali, mówił o śmierci Leppera” – napisała niezawodna Wirtualna Polska. Oczywiście powiedział, że było to samobójstwo. O ile się nie mylę Krzysztof Rutkowski został skazany przez sąd na więzienie za jakiś udział w aferze paliwowej. Były detektyw zapowiedział odwołanie od wyroku.

Biorąc te fakty pod uwagę i to, kto rządzi III RP i dyryguje tymi wszystkimi sądami, trudno się dziwić, że były zomowiec mówi to, co mówi. Nie wiem czy to wystarczy do zmiany wyroku, ale jest na dobrej drodze. Te zapewnienia z każdej strony, że szef Samoobrony popełnił samobójstwo każą się zastanowić, czy aby na pewno było to samobójstwo. W końcu osobnicy zamieszani w porwanie i zamordowanie Krzysztofa Olewnika jeden po drugim popełniali „samobójstwa” w celach monitorowanych 24 godziny na dobę i też czynili to przy pomocy sznura.

Najbardziej w tej propagandowej zagrywce śmieszy to spontaniczne pytanie z sali. I co to za kulturalne środy, skoro zapraszają tam Rutkowskiego. Aha, to nie kulturalne środy, tylko „coolturalne”, co wszystko wyjaśnia. I na takie gówno są pieniądze.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O rosyjskich przyjaciołach premiera Tuska

wtorek, 10 kwietnia 2012 1:40

Na Wirtualnej Polsce przeczytałem, że przedstawiciel Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej zapowiedział, że wobec mieszkańca Smoleńska, u którego w marcu znaleziono fragmenty polskiego Tu-154, który rozbił się niedaleko Smoleńska mając na pokładzie 96 osób wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim, podjęte zostaną decyzje procesowe. „Nie wykluczył on, że przeciwko tej osobie wszczęte zostanie śledztwo z artykułów: 158 (kradzież) i 175 (kupno lub sprzedaż przedmiotów pochodzących z przestępstwa) Kodeksu Karnego Rosji”.

 

        Nasuwa się pytanie, z jakiego przestępstwa pochodzą te przedmioty. Dzięki Ewie Kopacz która teraz pełni funkcję Marszałka Sejmu, a jeszcze niedawno była ministrem zdrowia, wiemy, że miejsce katastrofy polskiego samolotu „nasi rosyjscy przyjaciele” raz dwa przegrzebali metr czy dwa metry w głąb. Skoro tak było to trudno przypuścić, żeby „nasi rosyjscy przyjaciele” przeoczyli jakiś fragment. W takim razie mogą to być szczątki innego samolotu. Ale czy w okolicach Smoleńska była jeszcze jakaś inna katastrofa lotnicza? Chyba nie, bo jakoś w telewizorze ci różni „niezależni eksperci” nic o tym nie mówili. Wygląda więc na to, że człowiek miał w garażu trochę złomu z jakiegoś samolotu, o co chyba w Rosji w pobliżu bazy lotniczej nie tak trudno. Ale to nie wyjaśnia dlaczego zamiast miejscowego milicjanta zajmują się nim tak ważne organa śledcze. Chyba nie sądzą Państwo, że Ewa Kopacz mówiąc o przesiewaniu ziemi „rozminęła się z prawdą”. To by bowiem oznaczało, że w państwie „rządzonym” (cudzysłów dlatego, że tak naprawdę III RP rządzą służby specjalne z komunistycznym rodowodem) przez Platformę Obywatelską im ktoś jest większą świnią tym jest wyżej. Wiadomo, Polską rządzą fachowcy i stąd te wszystkie sukcesy.

 

        „O odnalezieniu szczątków Tu-154M poinformowali w połowie marca samorządowcy ze stołecznego Ursynowa po powrocie ze Smoleńska. Przekazali oni, że podczas wizyty na miejscu katastrofy zostali zaczepieni przez okolicznego mieszkańca, który zaprowadził ich do swojego garażu i pokazał m.in. części wraku samolotu. Burmistrz Ursynowa Piotr Guział ujawnił, że mężczyzna posiadający szczątki samolotu mówił, iż odkupił je od zbieraczy złomu. - Dokonaliśmy dokumentacji zdjęciowej i odeszliśmy z tamtego miejsca - powiedział. Guział dodał, że towarzyszący polskiej delegacji przedstawiciele lokalnych władz smoleńskich powiadomili o fakcie znalezienia szczątków z katastrofy rosyjską prokuraturę. - Człowiek, który pokazał nam te rzeczy, miał jak najbardziej dobre chęci, nie chciał nam ich sprzedać, tylko oddać; uratował te szczątki, odkupując je od złomiarzy - zaznaczył burmistrz” – tyle WP.

 

        Jak tu nie przytoczyć komentarza internautki o pseudominie kasia: „Biedny Rosjanin chciał być uczciwy wobec Polaków i oddać im szczątki z katastrofy, żeby mogli wyjaśnić tą sprawę. A Polacy co??? Polacy oczywiście oddają wszystko Ruskom!!! - żeby ci kolejny raz zrobili ekspertyzy i raport "po swojemu"!!! Co za banda nieudaczników rządzi Polską!!! Wciskają ludziom ciemnotę i myślą, że ludzie są tacy głupi i w to uwierzą!!! Zęby się zaciskają, żeby tylko nie skomentować tego ostrzej!!! Inny internauta, onieznajomy, napisał: „Facet pozbierał części pozanosił je do garażu - przeciwko tej osobie wszczęte zostanie śledztwo. Wreszcie mamy winnego”. A summa tak skomentował: „No i mleko się rozlało; chłop kupił części i chciał oddać je Polakom za darmo, a teraz jest skończony. Taka jest rzeczywistość w Rosji. Dobrze dla niego będzie jak uratuje życie”.

 

        Dla władz III RP „rosyjscy przyjaciele” to rosyjskie władze, z agentem KGB na czele. (Jeśli chodzi o Białoruś to z jakiegoś powodu jest dokładnie odwrotnie, przyjaciółmi są opozycjoniści, a Łukaszenka tyranem i despotą, chociaż z Czeczenią Putin rozprawił się nieporównywalnie bardziej bezwzględnie niż Łukaszenka z opozycją na Białorusi.) Z nimi pan premier Donald Tusk kombinował jak nie dopuścić do wspólnej wizyty premiera i prezydenta Polski w Katyniu, im oddał, mimo podpisanych umów, śledztwo w sprawie katastrofy, a „nasi rosyjscy przyjaciele” ani myślą oddać wraku polskiego samolotu, który tam gdzieś niszczeje, ani myślą przekazać czarnych skrzynek , ani myślą rzetelnie prowadzić śledztwo, za to upokarzają stronę polską podając „informacje” o pijanym generale w kokpicie samolotu itd. Wiadomo, jakieś stosunki trzeba z Rosją utrzymywać, ale po co zaraz tak dać się tresować, przecież wszyscy to widzą i wyciągają wnioski. Tym bardziej, że to nic dobrego nie daje, Moskwa i tak robi swoje czy im się pajace znad Wisły podlizują czy nie. Może też o to chodzi, może ten „realizm”, „elastyczność” pana premiera wobec strategicznego partnera Niemiec zostaną docenione w Berlinie i Tusk dostanie jakieś miejsce przy korycie w Brukseli. Zawsze też „nasi rosyjscy przyjaciele” mogą opowiedzieć jak to razem ze stroną polską kombinowali, żeby prezydent Lech Kaczyński nie odbył wspólnej z premierem Tuskiem wizyty w Katyniu. A takie knucie z przedstawicielami innego państwa przeciwko głowie państwa polskiego, to zdaje się coś poważniejszego niż stadion, który mimo, że został już trzy razy otwarty to nadal jest zamknięty. Stąd wniosek, że jak się nie potrafi to lepiej nie brać się za politykę, tylko robić, to co się umie najlepiej, np. kopać sobie piłeczkę z innymi dziadkami. Z KGB żartów nie ma więc nie ma co się dziwić, że te premiery, prezydenty, ministry itp. tańczą jak im „rosyjscy przyjaciele” zagrają.

 

        Przyjmując, że to co podają media w sprawie mieszkańca Smoleńska jest prawdą, można powiedzieć, że jak się znalazł Rosjanin-prawdziwy przyjaciel Polski, który chociaż parę kawałków samolotu uratował przed zniszczeniem (skoro odkupił od złomiarzy to prędzej czy później te kawałki pewnie zostałyby przetopione w hucie, tak jak to zwykle jest ze złomem) i chciał oddać przedstawicielom jakichś władz z Polski (pewnie nie rozróżniał czy to władze państwowe, samorządowe, czy jeszcze jakieś inne), to za to może teraz pójść siedzieć. Widać w Rosji miejsce przyjaciół Polski jest w więzieniu, bo jeśli go zamknął to tak naprawdę nie za gromadzenie fragmentów samolotu, ale za to, że chciał te fragmenty przekazać Polakom.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O "środkach zapobiegawczych" i nie tylko

sobota, 07 kwietnia 2012 23:27

Podobno te całe prokuratury, sądy, czy kto tam jeszcze matce sześciomiesięcznej Magdy, która zginęła w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, postawiły zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka, powiadomienia o niepopełnionym przestępstwie (rzekome porwanie) oraz tworzenia fałszywych dowodów (kierowanie śledztwa przeciwko rzekomemu porywaczowi), ale nie zastosowały żadnego „środka zapobiegawczego”, np. zakazu opuszczania kraju. Ciekaw jestem, czy gdyby tak np. moja skromna osoba miała postawiony zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dajmy na to jakiegoś prezydenta czy jakiegoś premiera, a wcześniej nagadałbym głupot, że to wcale nie ja, tylko jakiś osobnik w białym golfie,  to też cieszyłbym się taką swobodą? Może tak, wszystko zależy od tego, kto byłby tym premierem czy prezydentem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O hienie i pani redaktor Olejnik

czwartek, 05 kwietnia 2012 18:04

        „Poseł Ruchu Palikota i redaktor naczelny tygodnika Fakty i Mity Roman Kotliński zamieścił w Gazecie Wyborczej oświadczenie w którym przeprasza dziennikarkę Radia ZET, Monikę Olejnik za to, że nazwał ją m.in. »dziennikarską hieną w spódnicy«” – przeczytałem na Wirtualnej Polsce. Zdaje się, że te przeprosiny były wynikiem ugody pozasądowej, cokolwiek miałoby to znaczyć.


        Pamiętam, że na Lecha Kaczyńskiego, mimo, że był głową państwa można było srać ile wlezie i żadnym sądom to nie przeszkadzało, a tzw. elity, jeszcze piały z zachwytu. Teraz wszystko się zmieniło i biada tym, co powiedzą po adresem któregoś durnia co to siedzi sobie na stołku w Warszawie, że jest ćwok, albo matoł.


        Ale tak naprawdę to czy pani redaktor Monika Olejnik powinna się czuć obrażona i czy pan redaktor (w tym środowisku widać redaktorów jak nasrał, zupełnie jak w portowym mieście… nie napisze czego, bo po co mam się włóczyć po sądach, lepiej czas spędzać w dobrym towarzystwie niż złym) ma za co przepraszać? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, sięgnijmy do informacji o hienie zawartej na portalu Wiem i porównajmy sobie hienę z panią redaktor Olejnik. Domyślam się bowiem, że w ugodzie pan Kotliński przepraszał raczej za słowo „hiena” niż „spódnica”, co znakomicie ułatwi mi sprawę, bo tak naprawdę to nie wiem czy pani Olejnik chodzi w spodniach, sukience czy spódnicy, a to dlatego, że nie interesują mnie kobiety w jej wieku i nie przyglądam się im. Definicję hieny wezmę z portalu Wiem, dlatego, że jest pod ręką, a definicja na Wikipedii, z której chciałem pierwotnie skorzystać po pierwsze rozróżnia kilka gatunków (czy jak to tam się fachowo nazywa) hien, a nie wiem jaki gatunek miał na myśli pan redaktor Kotliński, a po drugie zawiera szereg informacji, których sprawdzenie byłoby kłopotliwe, np. takie, że kopulacja u hieny cętkowanej trwa od 4 do 12 minut. Ile trwa kopulacja u Moniki Olejnik tego nie wiem, a sprawdzał nie będę, jak już wspominałem stare baby nie budzą mojego zainteresowania. Zresztą, w tym wypadku nie wchodzi w grę tylko poważny już wiek byłej studentki zootechniki, ale i jej tembr głosu, który trudno uznać za inny niż nieprzyjemny. Pozostańmy więc przy informacjach zawartych na wspomnianym już portalu.


        Hiena, podobnie jak pani redaktor Olejnik, jest ssakiem, więc tu nie ma za co się obrażać. Są zaliczane do rzędu drapieżnych. Ale i człowiek odżywiania się mięsem zwierząt, które to zwierzęta w tym celu są uśmiercane, więc i tu nic obraźliwego nie znajdziemy. „Sylwetką przypominają psy. Kończyny przednie dłuższe od tylnych, przez co linia grzbietu opada ku tyłowi ciała”. U pani redaktor Olejnik zdaje się, że jest, a przynamniej powinno być, odwrotnie. Jednak zauważmy, że człowiek na czworakach, szczególnie z dużej odległości, może przypominać zwierzę chodzące na czterech łapach np. psa, choć w tym wypadku powinniśmy mówić raczej o suce. „W kończynach po 4 palce, zakończone tępymi pazurami”. U człowieka jest po pięć palców, u pani redaktor pewnie też. Tu jest różnica, ale znowu nie taka wielka. „Hieny posiadają wyjątkowo mocne uzębienie pozwalające na kruszenie kości”. Przypuszczenie, że ktoś ma tak mocne zęby chyba nie może być powodem obrazy. Idźmy więc dalej.


        „Pożywienie stanowi głównie padlina, drobne kręgowce, rzadziej polują (zespołowo) na duże ssaki, zjadają także odpadki w pobliżu ludzkich osiedli”. Ludziom, gdy znajdą się w trudnej sytuacji z braku czegoś lepszego też przytrafia się odżywiać padliną i odpadkami. Bear Grylls co to w zagranicznym telewizorze mówi jak przetrwać, wspominał kiedyś, że w podbramkowej sytuacji można i trochę uszczknąć padliny, a w swojej książce zamieścił zdjęcie, na którym to zajada się padliną zebry. Gotowość do odżywiania się padliną jest raczej powodem do dumy, świadczy bowiem o większych zdolnościach do przeżycia w razie konieczności walki o przetrwanie, a za to przecież trudno się obrażać. „Prowadzą przeważnie nocny tryb życia. Zamieszkują tereny otwarte, rzadziej spotykane w zaroślach lub lasach. Zasięgiem występowania obejmują dziś Afrykę oraz południowo-zachodnią Azję; jeszcze w plejstocenie hiena jaskiniowa (Crocuta spelaea) zamieszkiwała także tereny Polski.” Nie wiem jaki tryb życia prowadzi pani redaktor Olejnik, a że występuje na terytorium Polski podobnie jak niegdyś hiena jaskiniowa tego to już jestem pewien.


        „Ciąża trwa 90-125 dni, w miocie jest 1–6 ślepych, niedołężnych młodych”. I tu jest zasadnicza różnica! Ciąża w kobiet trwa ok. 9 miesięcy! Wygląda na to, że o to właśnie poszło: ile trwała ciąża pani redaktor a ile hieny! I jak tu nie przyznać racji pani Olejnik, nazwanie jej hieną w spódnicy jest rzeczywiście obraźliwe. Żeby jakiś złośliwiec nie pomyślał, że obraźliwe dla hien to zaznaczę z cała mocą, że jest obraźliwe dla pani redaktor Olejnik!


        Ale wróćmy do artykuliku na Wirtualnej Polsce i czytajmy: „Wcześniej Klub Ruchu Palikota zajął się m.in. poświęconą Monice Olejnik publikacją pisma Fakty i Mity pt. Stokrotka. Po posiedzeniu klubu przesłano mediom oświadczenie: »Klub Ruchu Palikota oraz Roman Kotliński osobiście wyraża ubolewanie, że w konflikcie personalnym między Romanem Kotlińskim a Moniką Olejnik doszło do użycia argumentów dotyczących rodziny pani redaktor«.” I dalej: „Jednocześnie podkreślono, że »Ruch Palikota jest stanowczo przeciwny takim metodom i zapewnia, że nigdy w przyszłości nie będzie poruszał takich spraw w debacie publicznej«. Dodano, że wyrazem determinacji Ruchu jest wniosek o likwidację IPN-u.”


        Doprawdy nie wiem co ma wspólnego „Stokrotka”, pani redaktor Olejnik, jej rodzina i IPN, który jak już wiadomo trzeba zlikwidować.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O śledztwach właściwych i niewłaściwych

niedziela, 01 kwietnia 2012 13:41

Mam wrażenie, że zawsze gdy zaczyna się mówić w telewizorze o likwidacji IPN, to zaraz pracownik Instytutu wynajduje sobie śledztwo a to w sprawie śmieci gen. Władysława Sikorskiego, a to prezydenta Stefana Starzyńskiego, a to nawet, mimo, że tam nikt po włosku nie gada to wymyślają sobie analizować tysiące stron dokumentów przekazanych przez Włochów z ich śledztwa w sprawie zamachu na papieża. Wiadomo, tego co prowadzi TAKIE śledztwa nie wypadałoby zwolnić, a gdyby zwolniono, to zaraz stałby się męczennikiem, dzięki czemu miałby szanse wskoczyć na kolejny dobrze płatny stołek.


        Ile te śledztwa dały? Chyba niewiele, skoro w świetle kamer skończyło się na uszyciu munduru zwłokom gen. Sikorskiego i stwierdzeniu licznych złamań, podobno charakterystycznych dla wypadku komunikacyjnego. Jak naprawdę powinna wyglądać praca historyka pokazał Dariusz Baliszewski, który w programie pokazanym w telewizorze przedstawił to, co mniej więcej wydarzyło się w Gibraltarze i padał nawet nazwiska zamachowców. Ale aby dokonać takich ustaleń trzeba żmudnego, trwającego ogromną ilość czasu przedzierania się przez archiwalia, szukać w tysiącach stron dokumentów jednego, czasem dwóch, trzech zdań, które mogą rzucić światło na „katastrofę gibraltarską”, docierać do świadków, dzienników i innych źródeł. Kogo na to stać i przede wszystkim jakież to mało medialne! Ale tak powinna wyglądać praca historyka. Zdaje się, że historycy znad Wisły, ci z telewizora to raczej kombinują jak to do stołka dopaść, jak tu się bardziej niż inni władzom podlizać, jak tu na grancie zbić fortunę, jak tu swoją mordę w telewizorze pokazać, jak to załapać się na felieton w jakiejś Polityce czy czymś podobnym, słowem jak to nic nie robić, a mieć gruby szmal.


        Ale do rzeczy. Z artykułu na Wirtualnej Polsce pt. Polacy gwałcili i mordowali Żydówki – śledztwo IPN dowiedziałem się, że „pion śledczy IPN w Białymstoku wszczął śledztwo dotyczące mordu dwudziestu kobiet pochodzenia żydowskiego w Bzurach k. Szczuczyna (Podlaskie) w 1941 roku. Chce między innymi ustalić sprawców, którzy po wojnie nie byli za tę zbrodnię osądzeni”. O sprawie napisała niezawodna w takich wypadkach Gazeta Wyborcza, „która cytuje Barbarę Engelking z Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN” (czego to ludzie nie wymyśla, żeby się nachapać!). „Zapoznała się ona z aktami sądowymi sprawy z 1948 roku, dotyczącej zbrodni w Bzurach. Engelking mówi gazecie, że w aktach mowa jest o co najmniej sześciu mężczyznach, którzy zabili kobiety. Tylko jeden z nich stanął wówczas przed sądem. Został skazany na więzienie. Zmarł w 1957 roku. Z materiałów archiwalnych wynika, że kobiety zostały wywiezione do lasu dwiema furmankami. Tam był już wykopany dół. Kobiety były bite kijami (pałkami), których końcówki były okute metalem. Przed zabójstwem, dokonanym w lesie, kilka z nich zostało zgwałconych”.


        „Prowadzący śledztwo prokurator IPN Radosław Ignatiew powiedział, że po wojnie co do niektórych sprawców toczyły się postępowania sądowe i zapadły wyroki. W latach 60. ubiegłego wieku sprawą zajmowała się też Okręgowa Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Teraz pion śledczy IPN chce ostatecznie ustalić, czy jacyś sprawcy nie zostali osądzeni, poszuka też żyjących świadków wydarzeń w Bzurach, by ustalić rzeczywiste okoliczności mordu. Jednym z celów śledztwa jest też ustalenie personaliów ofiar” – tyle WP.

        Wydaje się więc, że wszystko idzie w dobrą stronę, ale czy na pewno? Pion śledczy IPN poniósł już wiele porażek, mimo, że sprawy były ewidentne. Było tak np. gdy prokurator IPN oskarżył o udział w zbrodni komunistycznej Wacława Krzyżanowskiego. Prokurator Wacaław Krzyżanowski w 1946 r., podczas procesu Danuty Siedzikówny ps. „Inka”, sanitariuszki służącej w V Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza, ps. „Łupaszka”, zażądał dla niespełna 18 letniej dziewczyny karę śmieci. Wyrok wykonano. Wszystko było czarno na białym, nic tylko wpakować dziadygę do pierdla, ale nic z tego nie wyszło, dalej pan prokurator zasłużony w utrwalaniu władzy ludowej hasa sobie na wolności. A skoro jesteśmy już przy Ince, to warto przypomnieć, że jej mamę zamordowali gestapowcy w 1943 r., ale domyślam się, że tego typu zbrodni IPN nie ma możliwości ścigania, bo wiadomo, Niemcy to wiodący naród w Unii Europejskiej i jakby to wyglądało, że jakaś Warszawa chce, żeby Niemcy wydały swojego obywatela celem osądzenia go za popełnioną zbrodnię. Z Polakami jest sprawa znacznie łatwiejsza.

        Sprawa realnego ukarania winnych mordu w Bzurach jest tym bardziej trudna, że ci, którzy popełnili zbrodnię pewnie są już stareńcy, podobnie jak np. generał Wojciech Jaruzelski, którego sąd ani myśli sądzić, bo wiek i stan zdrowia generała już nie pozwala, aby zamęczać go procesami. I chyba właśnie dlatego, że od wojny i czasów stalinowskich minęło już tak wiele lat, to o ile się nie mylę IPN nie prowadzi śledztw w sprawie bojówek złożonych z Żydów, których celem było mordowanie Polaków, którym przypisali wydawanie Żydów Niemcom w okresie okupacji, a o których to bojówkach pisał Marek Jan Chodakiewicz w pracy Po zagładzie. Stosunki polsko-żydowskie 1944-1947. Przyjmijmy jednak optymistyczną wersję, że jednak sprawcy mordu w Bzurach trzymają się jeszcze dziarsko jak taki np. generał Czesław Kiszczak i będzie można ich osądzić. Należy jednak spodziewać się, że żadnej kary nie poniosą (wyrok w zawieszeniu to żadna kara), bo skoro generał Kiszczak za udział w związku przestępczym o charakterze zbrojnym, który wprowadził stan wojenny, w czasie którego zginęło kilkakrotnie więcej osób niż w Bzurach, dostał „zawiasy”, to ci, w najlepszym przypadku też otrzymają wyroki w zawieszeniu. Trudno więc tu mówić o jakiejkolwiek karze.  Wygląda na to, że jedynym namacalnym efektem tego śledztwa będzie potwierdzenie twierdzeń propagandy przypisującej Polakom współwinę za holocaust (ręka w rękę z nazistami) i o to chyba chodzi.

        Zamiast zakończenia cytat z Wikipedii: 26 września 1991 r. został przedstawiony Sejmowi tzw. raport Rokity, w „którym członkowie komisji uznali, że spośród 122 niewyjaśnionych przypadków zgonów działaczy opozycji aż 88 miało bezpośredni związek z działalnością funkcjonariuszy MSW. Ustaliła też nazwiska ok. 100 funkcjonariuszy MSW i urzędników prokuratury, podejrzanych o popełnienie przestępstw, związanych z 91 przypadkami zgonów, z których żaden nie został pociągnięty do odpowiedzialności do dnia dzisiejszego”. Nawet jeśli ktoś przy przepisywaniu informacji coś pokręcił, to jest kogo tropić, kogo oskarżać, kogo zamykać do ciupy tylko kto miałby na to odwagę?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 21 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  15 465