Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 116 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 14490
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2402 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

O obelgach i premierze, który na obelgi zasługuje

poniedziałek, 23 maja 2011 21:34

        Pan premier Donald Tusk po akcji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w domu człowieka, który założył stronę internetową traktującą niepochlebnie o prezydencie Bronisławie Komorowskim, zapowiedział zmiany w prawie: „W jego ocenie, można przeprowadzić szybką dyskusję w parlamencie, na ile znieważanie innych ludzi powinno podlegać karze, ale - jak stwierdził - nie powinno być różnicowania polityków i innych ludzi” – relacjonuje Wirtualna Polska. „Prawa ludzi do ochrony dobrego imienia powinny być takie same, niezależnie od tego jakie funkcje się sprawuje w życiu publicznym” – zaznaczył.


        Zapowiadane przez pana premiera zmiany wydają się raczej wzorowane na Białorusi niż tej Europy, którą Donald Tusk tak się zachwyca. Bo zdaje się, że na Zachodzie można całkiem sporo obelg posłać pod adresem polityków i nic człowiekowi nie grozi. Na Białorusi wprost przeciwnie. No, chyba, że Platforma Obywatelska przeprowadzi takie zmiany, że każdy każdego będzie mógł bezkarnie wyzywać. W jakim państwie tak jest albo było, w jakim kręgu cywilizacyjnym, tego naprawdę nie wiem. Nawet u tzw. ludów prymitywnych jak np. synalek do tatula coś nie tak powiedział, to dostał w ucho, żeby sobie przypomniał jak trzeba do tatula mówić. Mam nadzieję, że kolejny durny pomysł pana premiera, jeszcze durniejszy niż zamykanie stadionów, skończy się tylko na zapowiedziach. No, chyba, że rozkaz jest już wydany. Tego nie wiem, nie miałem dziś w ręku Gazety Wyborczej.

***

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jak powstają fortuny

piątek, 20 maja 2011 1:03

W telewizorze pokazali, jak grupa kibiców wznosi okrzyk „Donald matole, twój rząd obalą kibole”, za co raz dwa zostali wyaresztowani przez policję pod zarzutem lżenia organów państwa. Jeszcze niedawno znaczna cześć programu niejednej stacji telewizyjnej i rozgłośni radiowej podporządkowana była lżeniu prezydenta i premiera, dzięki czemu paru błaznów zrobiło karierę i dorobiło się dużych pieniędzy, ale wtedy prezydentem był Lech Kaczyński a premierem Jarosław Kaczyński więc wszystko było w porządku.

        A skoro o dużych pieniądzach. Przeczytałem, że Szymon Majewski za udział w kampanii reklamowej PKO BP zainkasuje ponad 3 miliony 300 tysięcy złotych brutto. Ciekawe za co tyle mu tych pieniędzy dali?

 

***

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Czy Michnik ma za co przepraszać?

środa, 18 maja 2011 0:48

Na jednym ze stadionów kibice wywiesili ogromny, ustylizowany na stronę tytułową Gazety Wyborczej transparent z napisem: „Szechter, przeproś za ojca i brata”. Nad napisem umieszczono zdjęcie samego Adama Michnika w okularach i z papierosem. Gdyby wywiesili hasła wymierzone w Jarosława Kaczyńskiego, to pewnie i pan premier Donald Tusk i cała redakcja z Czerskiej omal nie posikaliby się z zachwytu, jakich to uświadomionych politycznie mamy kibiców i takie tam różne w ich stylu. Ale napis dotyczył samego Adama Michnika, który z jakiegoś powodu nosi nazwisko matki, a nie ojca (trudno powiedzieć dlaczego, wstydzi się ojca, nazwisko Szechter mu się nie podobało, ale to jego problem, więc nie drążmy tematu), to sprawa stał się tak poważna, że premier Tusk, wykorzystując nie pierwszą i pewnie nie ostatnią burdę, która akurat wydarzyła się na stadionie w Bydgoszczy po meczu organizowanym przez PZPN, wprowadził stan wojenny, na razie na stadionach, ale wszystko jeszcze przed nim.


        Kowal zawinił a Cygana powiesili, można powiedzieć, bo zamiast wyłapać tych, co popełnili przestępstwa i wykroczenia i ich ukarać to zamykane są stadiony, nawet te, które jeszcze niedawno uchodziły za bezpieczne i najbezpieczniejsze. Policja co prawda nikogo podczas burd nie złapała, ale zapewnia, że potrafi zidentyfikować bandytów nawet jeśli byli w kominiarkach. Coś mi się wydaje, że dzięki tej metodzie zostaną ukarani wszyscy ci, którzy wywiesili transparent dotyczący Michnika, choć to było na zupełnie innym meczu. Prezes Widzewa Łódź w telewizorze powiedział, że uzasadnieniem dla zamknięcia stadionu Widzewa były wulgaryzmy i trafnie zauważył, że i w Sejmie i w szkołach pojawiają się wulgaryzmy, ale nikt ani Sejmu, ani szkół nie zamyka. Ten prezes to taki lotny albo nie jest, albo tylko takiego udaje, co w tej biednej Polsce jest bezpieczniejsze, bo przecież nikt w Sejmie i nikt w szkołach nie domaga się przeprosin od Michnika za ojca i brata.


        W ten sposób doszliśmy do pytania czy Adam Michnik powinien i czy ma za co przeprosić. Ja tam nie uważam, że odpowiadam za czyny mojego ojca i brata, co robią, robią na „swoje konto”. I też nie wymagam, aby np. król Zygmunt August odpowiadał za decyzje swojego ojca Zygmunta Starego, albo Jan Kazimierz za decyzje swojego brata Władysława IV. Odpowiedź twierdząca na postawione pytanie jest możliwa wówczas, gdybyśmy wykazali, że Michnik uznaje odpowiedzialność ludzi za decyzje ich ojców i braci. Wówczas napis wykonany przez kibiców miałby sens, bo odwoływałby się do moralności, poglądów, zasad, jak zwał tak zwał syna Ozjasza Szechtera i przyrodniego brata Stefana Michnika.


        Przy odpowiedzi na pytanie czy Adam Michnik uznaje odpowiedzialność ludzi za decyzje ojców i braci, trzeba by ostrożnym, bo już Andrzej Zybertowicz coś nie tak napisał, nie zastosował cytatu, a tylko zreferował wywody Michnika czy coś podobnego i sąd radośnie, w podskokach, tak pewny trafności wyroku jakby dostał rozkaz od zwierzchności, profesora skazał. Trzeba być ostrożnym, powtórzę, bo ja pensji profesorskiej nie mam. Nie chce mi się szukać cytatów z Michnika, bo mi się najzwyczajniej nie chce. Argument „za” będzie więc mało efektowny, ale za to bezpieczny dla autora. Są tacy, którzy z racji wykonywanego zawodu zaglądają do Wyborczej, śledzą dokonania środowiska dla którego Michnik jest guru, autorytetem, czy nawet pierwszym sekretarzem. Posłużę się więc cytatem z tekstu Rafała Ziemkiewicza, który tak pisał o salonie, którego przecież czołową osobistością jest Michnik „Kiedy tymczasem urządza się z Grossem na czele orwellowskie seanse nienawiści do Polaków, wedle ideologicznego założenia,  że udział przed laty jakichś polskich kolaborantów (załóżmy nawet, że faktyczny) w mordzie na Żydach to nasza, polska wina, wina wszystkich Polaków, za którą wszyscy musimy się z rozliczyć jako naród i jako państwo, bić za nią w piersi i pokornie płacić każdy haracz, jakiego zażądają amerykańskie organizacje żydowskie… To co? To nie jest oczywisty rasizm, okazuje się. To jest »szlachetne« rozliczanie się z haniebnym narodowym dziedzictwem, nie własnym, oczywiście, tylko tych starszych, gorzej wykształconych i z mniejszych ośrodków”. Kto ma rozum, niechaj myśli.


        A teraz należy odpowiedzieć na pytanie czy ma za co. Do tego celu posłużą fragmenty biogramów z Wikipedii obu wspomnianych delikwentów. Ozjasz Szechter „w dwudziestoleciu międzywojennym aktywnie działał w ruchu komunistycznym. We Lwowie był członkiem młodzieżowej bojówki komunistycznej. Później jednym z funkcyjnych działaczy nielegalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy”. I dalej: „Według publikacji IPN brał udział w operacji szpiegowskiej NKWD przeciw Polsce pod kryptonimem Koń Trojański (w Obszarze C – Zachodnim). Miał być za to aresztowany i skazany w tzw. procesie łuckim w 1934. Adam Michnik twierdzi, że nie jest to prawda i domagał się od IPN sprostowania informacji o działalności szpiegowskiej ojca, a wobec odmowy skierował sprawę do sądu. W rzeczywistości bowiem został skazany nie za szpiegostwo, a za »próbę zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego i zastąpienia go ustrojem komunistycznym oraz oderwania od państwa polskiego południowo-wschodnich województw«”.


        Stefan Michnik „w kwietniu 1952 został porucznikiem i zaczął przewodniczyć składom sędziowskim sądzącym schwytanych członków żołnierzy podziemia niepodległościowego i członków dawnej partyzantki antyhitlerowskiej”. Autor jego biogramu wymienił część procesów, w których uczestniczył Michnik: „Oskarżany o zbrodnie stalinowskie - był sędzią między innymi w procesach: majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany, skład sędziowski podjął wspólną decyzje o niedopuszczeniu obrońcy do procesu, o wykonaniu wyroku nie poinformowano rodziny), pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok śmierci), por. Andrzeja Czaykowskiego, w którego egzekucji uczestniczył, majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci), pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany), majora Zenona Tarasiewicza, pułkownika Romualda Sidorskiego redaktora naczelnego Przeglądu Kwatermistrzowskiego (12 lat więzienia, zmarł wskutek złego stanu zdrowia, pośmiertnie zrehabilitowany), podpułkownika Aleksandra Kowalskiego, majora Karola Sęka, artylerzysty spod Radomia, przedwojennego oficera, potem oficera Narodowych Sił Zbrojnych (wyrok śmierci, stracony w 1952). Był również sędzią w tzw. »sprawach odpryskowych« od procesu generałów (sprawy Tatara).”


        Zamiast zakończenia przysłowie: prawda w oczy kole.

 

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sukcesy premiera Tuska

sobota, 14 maja 2011 0:10

        Im bliżej wyborów tym większej aktywności możemy spodziewać się po politykach. Jeden coś głupiego powie, inny coś głupiego zrobi i od razu pokazują takiego delikwenta w telewizorze. A im częściej delikwent pokazywany jest w telewizorze tym większa szansa, że ktoś podczas wyborów odda na niego głos. Więc jedni oskarżają drugich o coś, ci drudzy mówią, że to nie prawda, straszą strasznym Kaczorem i utrzymują, że odnoszą same sukcesy. Aby udowodnić to ostatnie otwierają kuriozalnie krótkie odcinki autostrad, jeżdżą z gospodarczymi wizytami do powodzian, oglądają wielki kontenerowiec, który przypłynął do jednego z portów i takie tam różne. Wiadomo, po wejściu w życie traktatu lizbońskiego prezydent, premier, ministrowie w Polsce zostali sprowadzeni do roli dekoracji. Mogą sobie jeździć limuzynami, siedzieć w fotelach, nawet składać zagraniczne wizyty, ale tak naprawdę poważnej polityki nie mogą prowadzić, bo kompetencje w tym zakresie przejęła Unia Europejska. A po drugie; w tej naszej biednej Polsce najwięcej do powiedzenia na ubecja, więc politykom pozostaje udawać, że coś od nich zależy.


        Donald Tusk zapragnął odnieść sukces jako poskromiciel bandytyzmu na stadionach. Złośliwy mógłby powiedzieć, że zajął się problemem, który nawet ten podstarzały piłkarzyk może objąć umysłem, ale ja nie jestem złośliwy więc tego nie napiszę. Dlatego po burdach na stadionie w Bydgoszczy kazał stadiony pozamykać, nawet te, które jeszcze wczoraj uchodziły za „bezpieczne”, a nawet „najbezpieczniejsze”. To ciekawe, że stadiony, które jeszcze wczoraj były bezpieczne, nagle, w wyniku decyzji premiera Tuska, stały się tak niebezpieczne, że nie można na nie wpuszczać ludzi, którzy chcieliby obejrzeć sobie mecz. Kowal zawinił a cygana powiesili, można powiedzieć.


        Podobnie było z tzw. dopalaczami, którymi handel z dnia na dzień stał się pod jakimś pretekstem nielegalny. Kto będzie następny można zapytać? Bo przecież przed wyborami, każdy sukces nawet w jeszcze mocniejszym trzymaniu z mordy ludzi mieszkających nad Wisłą panu premierowi może się przydać. Gdyby Donald Tusk był równie stanowczy wobec życzeń Włodzimierza Putina, Anieli Merkel, czy choćby wobec roszeń finansowych wysuwanych przez jakieś organizacje żydowskie… Ale wtedy pewnie nie byłby premierem.


        Pozamykanie stadionów ma podobno skłonić kluby piłkarskie, aby „zrobiły porządek z kibicami”. Wydawać by się mogło, że to policja i niezależne sądy są od tego, żeby łapać i karać przestępców, ale okazuje się, że nie, bo od tego są kluby piłkarskie. Sędziowie pewnie są od tego, żeby brać łapówki od mafiosów, żeby nie zamykali ich do paki, a policja chyba od niczego, taka zabawa, przebimbać 15 lat i leżeć do góry bebechem na emeryturze w wieku 35 lat. W normalnym państwie, bez żadnych nadzwyczajnych poleceń premiera, nagłaśniania sprawy przez media, że się tak wyrażę, automatycznie z powodu popełnionego wykroczenia czy przestępstwa bandytów ujęłaby policja, sądy skazały i po kłopocie.


        Wniosek z tego jest smutny. Oto czarno na białym widać, że w tym gąszczu przepisów, w sytuacji indolencji organów państwowych, które olewają swoje obowiązki i jednoczesnej ich gotowości na wykonywanie rozkazów władz (policja nie potrafi zatrzymać żadnego bandyty podczas burd na stadionie w Bydgoszczy, ale jak dostanie polecenie, że trzeba kogoś zatrzymać, bo tego oczekują władze to potrafią zidentyfikować bandytę choćby po ubraniu, jak zapewnił w telewizorze jakiś policjant), każdego można zamknąć. Zupełnie jak w państwie totalitarnym, np. takim Związku Sowieckim, gdzie granica między sferą legalną i nielegalną, jak to ktoś eufemistycznie określił, była zatarta. Tam też każdego można było skazać. Dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie – powiedział zdaje się prokurator generalny ZSRS Andriej Wyszynski. I ta indolencja organów państwowych, nie „trzymanie” się przez nich przepisów, ale nadskakiwanie władzom, prawo które zależy od interpretacji urzędnika, są gorsze niż to, że jakiś osiłek zniszczył krzesełko. Ale z tą patologią pan premier nie walczy. Widać nie rozumie tego, nie chce albo mu nie wolno.


        Na zakończenie, tak pół żartem, pół serio: życzę wszystkim Czytelnikom, aby mieli mocne alibi, w tym dniu w którym był rozgrywany finałowy meczu o Puchar Polski między Legią a Lechem. Skoro policjanci identyfikują bandytów po ubraniu i stawiają ich przed sądami… A sądy jakie są każdy wie. „My sędziowie nie od Boga, jak trzeba skazać, to skażemy” – mawiał jeden z sędziów wydających wyroki w Polsce w tzw. czasach stalinowskich.

 

PS. Artykuł powstał zanim dowiedziałem się, że kibice wywiesili transparent z napisem: "Szechter, przeproś za ojca i brata". Wiele to zmienia. Oto pan premier zamyka stadiony tylko dlatego, że ktoś napisał coś nie tak o Michniku, jakby ten sobie życzył. Czyli jest jeszcze gorzej niż mi się wydawało. Za komuny przerywano transmisje z mistrzostw świata w Hiszpanii w 1982 r., dlatego, że na trybunach pojawiały się transparenty niemile widzine przez władze PRL. Teraz rząd nie bawi się w szczegóły, zamyka stadiony. Ciekawe czy to zadowoli redaktora Michnika?

 

***

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Premier Tusk i szczający w bramach

środa, 11 maja 2011 0:23

        Pan premier Donald Tusk po burdach na stadionie w Bydgoszczy zdecydował, żeby na stadiony Lecha i Legii nie wpuszczać kibiców. Co ma piernik do wiatraka można zapytać. Burdy były w Bydgoszczy a stadiony zamknięto w Poznaniu i Warszawie. Ma to podobno skłonić kluby, żeby „zrobiły porządek z kibicami”. Wydawać by się mogło, że to policja i niezależne sądy są od tego, żeby łapać i karać przestępców, ale okazuje się, że nie, bo od tego są kluby piłkarskie. Sędziowie pewnie są od tego, żeby brać łapówki od mafiosów, żeby nie zamykali ich do paki, a policja chyba od niczego, taka zabawa, przebimbać 15 lat i leżeć do góry bebechem na emeryturze w wieku 35 lat.


        Jak to zwykle bywa, jedni wychwalają decyzję premiera Tuska, inni krytykują. Ci drudzy m. in. powiadają, że rząd stosuje odpowiedzialność zbiorową i takie tam. Gdyby w telewizorze mówili np. o zapaskudzeniu przez krowy dajmy na to ulicy Wiejskiej w Warszawie to by gadali o tym, ale akurat jest o stadionach i o kibicach więc gadają o tym.


        Jakiś czas temu pewien człowiek chciał założyć sklep, w którym to chciał sprzedawać alkohol. Znalazł lokal do wynajęcia w dość dobrym miejscu, ale co z tego, skoro jego właścicielka od razu powiedziała, że to pomysł bez sensu, bo ci ludzie, miała najwyraźniej na myśli ludzi z sąsiadujących ze sklepikiem bloków, „nie dadzą panu żyć”. Wiadomo, chodziło o to, że przysłowiowe pijaczki będą oddawać w przysłowiowych bramach mocz, ludzie będą się na to skarżyć i to stanie się pretekstem, żeby odebrać Bogu ducha winnemu sklepikowi koncesje na sprzedaż alkoholu. A wydawać by się mogło, że od karania szczających po bramach jest policja i sądy, ale gdzie tam, oni mają swoje sprawy, o których pisałem wyżej, a za cudze wykroczenia karany jest właściciel sklepiku, pod pretekstem, że tam owe przysłowiowe pijaczki kupiły alkohol.


        Ale o tej bzdurze politycy, którzy jak nie chcą nam przychylić nieba, to o coś walczą, nie mówią, bo i nie mówią o tym w telewizorze. Tacy politycy nam do niczego nie są potrzebni. Bez nich możemy żyć i to nawet lepiej niż z nimi, bo nie tylko nie musielibyśmy ich utrzymywać ale i cierpieć z powodu ich durnych pomysłów.


 

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Co ma pies do bydła

piątek, 06 maja 2011 0:52

      „Pies zaatakował bawiące się na podwórku 4-letnie dziecko”, „Amstaff ciężko pogryzł dziecko, ojciec usłyszał zarzuty”, „Pies zaatakował 2,5-latka - konieczna była rekonstrukcja twarzy”, „Amstaff rzucił się na raczkujące dziecko”, „Pies pogryzł trzyletnią dziewczynkę”, „10-letni chłopiec dotkliwie pogryziony przez psy”, „Amstaff znów zaatakował, poszarpał 8-latce twarz” – to tylko kilka tytułów jakie ostatnio pojawiły się na Wirtualnej Polsce. I to tylko kilka tragedii, które nagłośniły media. Pogryzień, ciężkich i lekkich zdarza się oczywiście więcej.


        Nie wiem kto wymyślił powiedzenie, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Wydawać by się mogło, że najlepszym przyjacielem człowieka może być tylko człowiek. Dlaczego jednak pies? Chyba dlatego, że gdy chłop szedł na pańskie coś tam zwędzić, to brał ze sobą psa, żeby go ostrzegł szczekaniem, gdyby jakiś „dworski” się napatoczył. Pies też mógł zaalarmować chłopa, gdy jakiś złodziej, pachoł sąsiada, albo i sam sąsiad chciał mu podprowadzić trochę siana, sieczki czy gnoju.


        Gdyby mnie ktoś zapytał jakie zwierze może być jest najlepszym przyjacielem człowieka, to odpowiedziałbym, że koń. Ot wiadomo, wysokiej jakości konie kawaleryjskie dopomogły naszym żołnierzom w wielu zwycięstwach: od Obertyna po Chocim, od Kircholmu po Kłuszyn, od Beresteczka po Wiedeń. Taki koń to i rannego ułana wyniósł spod ognia i na końskim grzbiecie wracał żołnierz Księstwa Warszawskiego spod Moskwy i w siodle przemykał powstaniec nocą, lasem, wertepami z meldunkiem.


        Pewnie to zamiłowanie do psów bierze się stąd, że Polacy to naród schłopiały. Jest to skutek inżynierii społecznej zafundowanej nam przez komunistów. Szlachtę pozbawiono majtków, znaczenia w społeczeństwie, a i niejeden położył głowę. Kiedyś w takim XVI wieku chłop jak się wzbogacił, to nuże naśladować szlachcica, chałupę wyszykował sobie na wzór dworku szlacheckiego i nuże żenić się ze szlachcianką, wiadomo: biedną i jak nie z zezem czy garbatą to jakąś puszczalską, ale jaka by nie była to zawsze herbowa! A teraz jak się ktoś wzbogaci, pewnie nie wszyscy, jakieś wyjątki na pewno by się znalazły, to zaczyna być jeszcze większym chamem i prostakiem niż był. A to dlaczego, można zapytać? A to dlatego, można odpowiedzieć, że naśladuje ludzi należących do środowiska, do którego sam chce przynależeć. Tak jak ten chłop, który wzorował się na szlachcie, tak ten wzoruje się na bydle. Jest tak dlatego, że tzw. warstwa przywódcza w III RP, na samej górze i na dole w miastach i miasteczkach to straszne bydło.


        Bydło zamiast prawdziwej elity to też skutek komuny. Bo za komuny im większą ktoś był świnią tym większą karierę robił. Takie bydle potrzeb kulturalnych nie ma żadnych, poczucia obowiązku pracy dla dobra państwa ani trochę, praca dla dobra społeczeństwa ani im w głowie. Patrzą byle tylko się nachapać i rodziny na różne stołki powciskać. Jak ten chłop z opowiadania Stafana Żeromskiego, „Rozdziobią nas kruki, wrony…”, który pozyskał wszystko co tylko mógł z ciała martwego powstańca i jego koni. Tak i oni robią, byle tylko napychać kieszenie, choćby przez swoje działania stawali się jednymi z tych, co to szarpią za kawał czerwonego sukna, o którym wspominał w powieści „Potop” Henryka Sienkiewicza książę Bogusław Radziwiłł. Rzeczpospolitą nich szlag trafi byleby im sukna na płaszcz starczyło! Są tylko inaczej ubrani, ale kraść i gwizdać na dobro Polski potrafią!


        Chciałby napisać o jakimś sukcesie Polski, o czymś co potoczyło się korzystanie dla naszego kraju, o jakiejś zmianie w państwie, która uczyniłaby życie w Polsce bardziej znośnym, ale to chyba już przeszłości. Niestety. Ale dlaczego miałoby nam się żyć lepiej?


        Rzeczpospolita traciła niepodległość trzy razy. Po rozbiorach nam się nie polepszyło, no, może niektórym (pewnie jakiś mądrala będzie udowadniał, że to, a to miało się lepiej pod tym czy innym zaborem, niż wcześniej, no to pewnie te powstania to z dobrobyt były), po wrześniu 1939 r. też nam się nie polepszyło, choć może niektórym np. komunistom, to i teraz po wejściu w życie traktatu lizbońskiego trudno byłoby oczekiwać, że nam się polepszy. Ale, że polepszyło się niektórym, co do tego nie mam wątpliwości. Kiedyś takich nazywali sprzedawczykami, później kolaborantami, a teraz… cholera wie: euroentuzjastami, Europejczykami, eurobiurokratami? Jak zwał tak zwał, ale tak naprawdę to tylko bydło.


        Zacząłem od psów a skończyłem na bydlętach. A to pewnie dlatego, że zło w Rzeczpospolitej właśnie stąd się bierze, że górna warstwa społeczeństwa w III RP zasługuje co najwyżej na takie miano.

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Komorowski i ład światowy

wtorek, 03 maja 2011 0:19

Prezydent Bronisław Komorowski komentując zabicie przez wojska amerykańskie Osamy bin Ladena wyartykułował m. in., że „to jest ostrzeżenie, które mówi tyle, że nawet po 10 latach w końcu sprawiedliwość dosięga każdego, kto zagrozi ładowi światowemu”. Chyba więcej powiedział niż zamierzał. A ja myślałem, że jest jakieś prawo międzynarodowe, ONZ, prawa człowieka, umowy zawarte między państwami itd., a tu proszę, jest jakiś ład. A z ładem jest tak, że raz ustala go Ententa w traktacie paryskim, a raz USA, Wielka Brytania i ZSRS na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. A teraz czy ktoś się z kimś spotkał, aby ustalić obowiązujący ład? Tego nie wiem. Ale z jakiegoś powodu samoloty polują na Muammara al-Kaddafiego, a nasza biedna Polska jest już tylko przedmiotem w polityce sąsiadów.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Literaci! Na front walki ideologicznej marsz!

niedziela, 01 maja 2011 20:41
W Internecie natknąłem się na parę mądrości wypowiedzianych przez pisarza Andrzeja Stasiuka w rozmowie z redaktorem Piotrem Najsztubem. Najwidoczniej partia postanowiła rzucić pisarzy na front walki ideologicznej z wrogiem. Co prawda Stasiuk, to nie taki dajmy na to Maksym Gorki, ale wszystko jeszcze przed nim. Zawsze to łatwiej parę słów powiedzieć w wywiadzie, a jakby nie wiedział co powiedzieć, to przecież, kto jak kto, ale Piotr Najsztub by mu przecież przypomniał, co trzeba mówić, niż napisać powieść choćby miała to być powieść produkcyjna.

        W wywiadzie nie mogło zabraknąć srania na Jarosława Kaczyńskiego. I pewnie po to ten cały wywiad. Propaganda jest bardziej skuteczna, gdy jej przekaz dociera do odbiorców z różnych „stron”: od korzystnie przedstawianego przez media polityka, nagradzanego dziennikarza, prześmiesznego satyryka, wybitnego reżysera, postępowego księdza, zdolnego aktora, oczywiście od „kultowego” pisarza itd. Grunt, żeby gadali to samo, że Kaczyński jest straszny i chce wszystkiego co najgorsze. To też Stasiuk czyni gorliwie. „On by tę Polskę podpalił jak Neron Rzym, żeby coś się działo, żeby mógł wystąpić z kolejnym swoim słownym kalamburem czy wygrzebanym cytatem – powiedział pisarz o szefie Prawa i Sprawiedliwości.


        Ma to być krytyka, ale tak naprawdę pomysł nie jest głupi. Reformować Polskę jest bardzo trudno. Wszystko co państwowe i samorządowe opanowane jest przez mafię kolesi, rodzinek, towarzyszy partyjnych, gdzie załatwiają swoje interesy, pozorują wykonywanie obowiązków i wyciągają łapy po łapówki, pensje, nagrody, premie, trzynastki, czternastki, i oczywiście ustawiają przetargi. A główną zasadą działania jest napchać kieszenie ile wlezie i nie dać się odgonić od koryta. Kto należy do tej mafii szybko może się wzbogacić, kto nie należy, może szybko wszystko stracić, wszak urząd skarbowy może się przyczepić do wszystkiego. Co z tego, że po 10 latach sąd uzna, że decyzje skarbówki były nieuzasadnione. Straconych pieniędzy, czasu i zdrowia to nie wróci. Władze najwyraźniej nie mają zamiaru naruszyć interesów mafii, a to pewnie dlatego, że rządzący i ich zaplecze polityczne korzysta z przywilejów jakie wiążą się z przynależeniem do sitwy. W swoim czasie Janusz Palikot zasiadał w komisji Przyjazne Państwo i przychylać miał nieba osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Skończyło się na paru błazenadach. Najlepiej zrównać to z ziemią, zaorać i zacząć od nowa. Skoro Stasiuk mówił o „podpalaniu”, to utrzymując się w jego stylistyce, najlepiej te wszystkie ustawy, rozporządzenia, zarządzenia, dyrektywy, uniemożliwiające nam normalne życie i zarabianie pieniędzy cisnąć do pieca i podpalić, przynajmniej woda będzie ciepła w kranie. Byłby to jedyny pożytek z tej makulatury. A urzędasów rozgonić na cztery wiatry.


        Stasiuk, odnosząc się do rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, zaznaczył, iż „bardzo długo to był naród panów i niewolników, przeważająca część narodu nie wiedziała, że jest Polakami”. Ależ odkrycia dokonał! Nie na darmo Adam Michnik dał mu nagrodę Nike! Ten to ma rozum! To oczywista oczywistość, że narodem polskim czuła się przede wszystkim szlachta. To było normalne, przynajmniej w tej części Europy. A chłopi wcale nie byli niewolnikami, ale parzcież kogo to obchodzi, skoro prawda nie pasuje do jedynie słusznej tezy, to tym gorzej dla prawdy.


        Autor „Białego kruka” powiedział też, że tożsamość narodowa była „wytwarzana tylko przez elity, które jednocześnie kompletnie sobie z tym narodem polskim nie poradziły”. Lepiej byłoby powiedzieć, że tożsamość narodową posiadała prawie wyłącznie elita, w naszym wypadku była to szlachta. Ale skoro to pisarz, to wybaczmy mu takie poetyckie, acz nieprecyzyjne sformułowanie. Skoro woli określenie, że tożsamość narodowa była „wytwarzana tylko przez elity”, to dobitniej świadczy to jak cenną warstwą społeczną była szlachta. Dzięki nim istniała polskość i państwo polskie. I z czego być tutaj niezadowolonym? Właśnie z tego? Co to znaczy, że nie poradzili sobie z narodem? Tego nie wiem. Wiem, że obecne pseudoelity sobie z narodem radzą, trzymają go krótko za mordę.


        I dalej pisarz mówi, że elity „kompletnie sobie z tym narodem polskim nie poradziły, bo rozpieprzyły tamtą Polskę, wielką od morza do morza”. Co ma piernik do wiatraka? Jeden problem jest taki, że głównie szlachta (ale oczywiście nie tylko!) posiadała świadomość narodową, co było normalne przynajmniej w Europie Środkowo-Wschodniej. Drugi problem to przyczyny upadku państwa polskiego. Istnieje od wielu lat spór czy do upadku I Rzeczypospolitej przyczyniła się bardziej sytuacja wewnętrzna czy zewnętrzna. Stasiuk dostrzega tylko te pierwsze, a np. o traktacie trzech czarnych orłów zdaje się nie słyszeć, bo pewnie teraz nie wypada. Mogłoby się pokojarzyć z obecną sytuacją Polski, gdzie chyba głównym zajęciem rządzących jest spełnianie zachcianek zagranicy. Ale przecież nie o to chodzi, żeby dużo wiedzieć, ale żeby wygłaszać jedynie słuszne zdania, ot choćby takie, że wszystkiemu winny Kaczyński, a jak na świecie jeszcze Kaczyńskiego nie było, to wszystkiemu była winna szlachta, która rozpijała chłopów.


        „Wymyśliły sobie dobrze konstytucję nawet, ale wcześniej rozdupczyły, rozkurzyły w niebyt wszystko”. Cóż napisać? Po pierwszym rozbiorze Polska istniała i nawet w państwie przeprowadzano korzystne reformy, np. dotyczącą szkolnictwa, czy uchwalono Konstytucję 3 Maja. Drugi rozbiór miał miejsce po przyjęciu Konstytucji i wojnie polsko-rosyjskiej a III rozbiór poprzedziła Insurekcja Kościuszkowska. To wypadałoby wiedzieć. Po co więc ględzić o jakimś niebycie przed „wymyśleniem” konstytucji? Chronologii nie da się obejść w historii, co innego w powieściach, gdzie można pisać bez ładu i składu byle treść ideologiczna była słuszna, to i do gazet wezmą, i do telewizora i nagrodę jeszcze dadzą. W historii nie ma tak łatwo.


        „Więc ta polska tożsamość jest jakaś dziwna”. Dlaczego polska tożsamość jest dziwna, tego nie wiem. Może chodzi o to, że teraz górną warstwę społeczną stanowi bydło, zdrajcy, degeneraci i karierowicze za komuny wygrzebani z dna społeczeństwa, które nie bardzo rozumie wartości, które miała normalna elita polska przed komuną. Tu trzeba obchodzić rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, tu rocznicę Powstania Styczniowego, tu Katyń, tam żołnierze wyklęci, a oni tego za bardzo nie rozumieją i wcale się temu nie dziwie, bo oni wywodzą się z innej, nazwijmy to, tradycji i mają inne święta. Jedne takie bardziej ogólne jak 1 Maja, Ogłoszenie Manifestu PKWN, Dzień Zwycięstwa, albo rocznica wysłania człowieka w kosmos, a inne bardziej osobiste. Jakie osobiste, a np. takie: dziadek wstąpił do KPP, powitał kwiatami w 1939 r. Armie Czerwoną wkraczającą do Lwowa, zakapował na gestapo drukarnie AK, wstąpił do UB, pierwsze przesłuchanie, pierwszy wyrok śmierci na wroga w procesie, który dziadek przygotowywał. Tato wstąpił do PZPR, pierwszy dzień pracy jako współpracownik SB, pierwszy donos i pierwsza związana z tym wypłata, Gazeta Wyborcza po raz pierwszy nazwała tatę „autorytetem”. Synalek: pierwszy zakupiony numer Gazety Wyborczej, pierwszy dzień pracy jako urzędnik (tato załatwił po linii partyjnej, mimo, że PZPR „rozwiązano” parę lat temu), pierwszy projekt unijny, dorobiłem się pierwszego miliona itd.


        To ich święta i „święta”. Nie wymagam, aby bydło nasze święta miało za swoje i aby czuło, że ma coś wspólnego, a niech tam złośliwcy zgrzytają zębami: z husarzem spod Kłuszyna, z powstańcem styczniowym, szwoleżerem spod Somosierry…


***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

czwartek, 23 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  14 490