Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 778 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Do końca roku zostało

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 15887
Wpisy
  • liczba: 198
Bloog istnieje od: 2640 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl

Kategorie

Szpieg Zakonu Świątyni

czwartek, 22 września 2011 22:19

        Głównym bohaterem powieści jest młody templariusz Guillem de Montclar - uczeń doświadczonego szpiega pracującego dla Zakonu Świątyni. Akcja toczy się w 1265 r. Jest, niestety, banalna: oto ów doświadczony szpieg, Bernard Guils ma przewieźć z Ziemi Świętej do Barcelony niewielki, bo z powodzeniem może go sobie zawiesić na szyi i ukryć pod kubrakiem, ale za to bardzo ważny pakunek. Niestety, zaraz po przybyciu do Hiszpanii umiera, ale przy jego ciele nie znaleziono tejże przesyłki. I, oczywiście, jego uczeń zaczyna szukać owego tajemniczego zawiniątka. Szpiedzy szpiegują, mordercy mordują i tak dalej. Może i nie jest to szczególnie oryginalny pomysł na powieść, ale jak podaje wydawca, recenzowana książka jest debiutem literackim Núrii Masot (zgaduję, że w ten sposób odmienia się to imię i nazwisko), urodzonej w Hiszpanii w 1949 r., byłej dziennikarki, której przytrafiło się też „zajmować teatrem”. Obecnie mieszka sobie w Katalonii pisze i maluje. Ale z drugiej strony, autorka nie ma już 16 lat, w swoim życiu zajmował się zawodowo „słowem pisanym”, więc chyba można oczekiwać, że czytelnik otrzyma produkt z „górnej półki”.


        Tak jednak nie jest. Masot w Cieniu templariusza powtarza wielokrotnie pojawiające się w powieściach, opowiadaniach, filmach itp. motywy, schematy, jak zwał tak zwał, a więc są dzielni rycerze, zdrada dokonana wiele lat temu, która wymaga zemsty, mistrz i jego uczeń, dobrzy i źli bohaterowie, dobra prostytutka (nie chodzi o jakość usług, ale, że to takie bidne i z gruntu dobre stworzenie), pojawia się też mądry, stary Żyd-lekarz, mowa jest też o prześladowaniach Żydów, których jednak na kartach powieści nijak się nie uświadczy oraz papież zajęty knowaniami politycznymi.


        Brak oryginalności widoczny jest szczególnie w chwili, gdy autorka wreszcie zdecydowała się wyjawić czytelnikowi tajemnice zawiniątka przewożonego przez Bernarda Guilsa. Gdyby książka została napisana sto lat temu, to można byłoby docenić pomysłowość, odwagę czy coś tam jeszcze, ale niestety na to w XXI wieku Masot liczyć nie może. Oto stary templariusz miał za zadanie (nie jest to „nieporadność językowa”, wierne trzymanie się treści wymaga użycia właśnie takiego sformułowania) przywieźć z Ziemi Świętej pergamin z informacją, że podczas wykopalisk prowadzonych w Jerozolimie odnaleziono ciało Jezusa oraz dokument informujący, iż był bandytą, za co został ukrzyżowany. Masot opublikowała swą książkę już po sukcesie Kodu Leonarda da Vinci, więc cóż, wypadałoby napisać, coś co przyćmiłoby dziełko Dana Browna. Spodziewałem się czegoś więcej, np. że znaleziono jakąś „księgę” należącą do Starego Testamentu, która informuje, że Jahwe rozeźlony na naród wybrany oświadcza, że Żydzi przestają być narodem wybranym. To byłoby coś! A tak, w przededniu odnalezienia przez archeologów ciała Chrystusa z Jego odręcznym pismem, w którym zapewnia, że Bogiem nie był ani trochę, „tajemnica” obmyślona przez Masot sprawie wrażanie, najdelikatniej mówiąc, banalnej.


        Szkoda, że pisarka z Katalonii nie zamieściła fragmentów Cienia templariusza na Fantastyce pl., wówczas użytkownicy portalu mogliby podsunąć jej parę rad dotyczących sposobu konstruowania dialogów. Chyba, że to wina tłumaczki, tego nie wiem. Dialogi brzmią sztucznie. Autorka zdaje się podjęła próbę stylizowania języka, na taki, w jakim w obiegowej opinii mówili ludzie w średniowieczu. Być może w ten sposób starała się przywołać „ducha epoki”. Obawiam się, że okazało się to zabiegiem chybionym. Użytkownicy Fantastyki.pl mogliby też zwrócić uwagę autorce, że kilka razy informacje, które aż prosi się o przedstawienie w formie dialogów, podaje niczym wykład z katedry akademickiej, tak jest np. przy opisie portu w Barcelonie.


        Pochwalić można Masot za to, że na kartach recenzowanej powieści nie ma ani jednego wulgaryzmu, tak mi się przynajmniej wydaje. Taką decyzje w naszych czasach trzeba docenić. Ale stała się też zadość nowoczesność, według zasady Bogu świeczkę a diabłu ogarek: w książce pojawia się kilku homoseksualistów, którzy jak widać nie tylko podbijali Dziki Zachód, o czym oznajmił światu pewien amerykański film, ale też knuli szpiegowskie intrygi w XIII wieku.


        Dawno, dawno temu, w szkole uczono mnie, że w recenzji powinna pojawić się informacja czy piszący ową recenzje poleca książkę czytelnikom czy też nie. Cóż zrobić? Czytałem gorsze, czytałem lepsze. Można i tę przeżyć, ale, żeby polecać, co to, to nie.

 

 

Núria Masot, Cień templariusza, Warszawa 2005, ss. 341, 1 nlb.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Śmierć malarza

piątek, 09 września 2011 23:45

Fakt.pl podał informację o tragicznej śmierci malarza i poety Krzysztofa Andura, który zginął najprawdopodobniej w wyniku eksplozji granatu pochodzącego z II wojny światowej. Ta niecodzienna przyczyna zgonu przestaje dziwić, gdy dowiadujemy się, że twórca, aby podratować budżet domowy, zajmował się zbieraniem niewybuchów i sprzedawaniem tego na złom.


Okazuje się, że w tym raju na ziemi, jakim miała być Unia Europejska, gdzie dla wszystkich miało wystarczyć dotacji, dopłat, funduszy, malarz musi ryzykować życiem, żeby zrównoważyć swój budżet. Jednocześnie ministerstwo kultury (nie wiem po co to ministerstwo, chyba tylko po to, żeby kierować strumień pieniędzy do właściwych osób, czyli swoich i zapewnić duża liczbę dobrze opłacanych stołków dla rodziny i znajomych), zarządzane przez Bogdana Zdrojewskiego daje pieniądze nie wiadomo za co dobrze sytuowanej materialnie córeczce Jerzego Buzka, miasto Warszawa, aby przypodobać się zboczeńcom, na tęczowo oświetla Pałac im. Stalina, który teraz nazywa się inaczej a muzea organizują wystawy, na których jako dzieła sztuki prezentowane są poobijane muszle klozetowe.


        Ktoś mógłby powiedzieć, że Krzysztofowi Andurze państwo powinno dać pieniądze. Może tak powinno być, bo on przekazał domowi dziecka część swoich prac więc coś za coś. Co prawda państwo marnuje ogromne pieniądze na nikomu niepotrzebne rzeczy więc parę groszy dla malarza z zapadłej wsi z pewnością nie czyniłoby różnicy, ale przecież nie tędy droga. W końcu każdy zacząłby malować i skąd tu brać ludzi, żeby ich utrzymywali? A skoro nie można byłoby rozdawać wszystkim pieniędzy, bo ich nie wystarczyłoby, to trzeba byłoby powołać jakiś urząd, który zajmowałby się decydowaniem, komu należą się pieniądze od państwa, a komu nie. Ale to mamy w tej chwili i przynosi to opłakane skutki.


        Najlepiej więc byłoby, żeby nikomu, żadnemu artyście, „człowiekowi kultury” itd. państwo nie dawało pieniędzy. Nie jest to jakiś dziwaczny pogląd. Tadeusz Makowski, wybitny polski malarz-kubista, tworzący głównie we Francji, był przeciwnikiem wspierania młodych malarzy przez państwo francuskie w postaci stypendiów na wyjazd do Włoch. Wsparcie widział w umożliwieniu malarzom prezentowania swoich dzieł. I to wydaje się dobrym rozwiązaniem. A jeszcze lepszym, aby sami też zajęli się prezentowaniem swoich dzieł, a państwo ograniczyć się powinno do nie zabraniania tego, np. poprzez cenzurę. Niestety, takie czasy, że znowu trzeba martwić się cenzurą.


        Czy więc państwo nie powinno wspierać malarzy? Powinno, tak samo jak rolników, właścicieli sklepów, krawców, rybaków i wszystkich innych zapewniając możliwość swobodnego działania i tyle. Niskie podatki sprawiłyby, że farba byłaby tańsza, podobnie jak pasza dla wieprzków, paliwo do samochodu, materiał na garnitury, sieci rybackie i tak dalej i tak dalej. I wszyscy byśmy na tym skorzystali, bo wszystko byłoby tańsze, nam zostawałoby więcej w portfelu, dzięki czemu jeden kupiłby obraz, drugi więcej świniny, trzeci wódkę (dlaczego nie, jak lubi to niech sobie pije, wolno mu), czwarty kazały uszyć sobie jeszcze jeden garnitur, a trzeci jadałby na obiad częściej ryby zamiast „chińską” zupę z wody.


        Państwo powinno wspierać tych malarzy, rybaków, rolników i wszystkich innych zapewniając bezpieczeństwo. No bo dajmy na to takiemu właścicielowi sklepu, ktoś co chwilę kradłby towar ze sklepu i nie można byłoby takiego delikwenta ukarać, to w końcu ów właściciel sklepu pieprznąłby wszystko w jasną cholerę. A państwo właśnie powinno go wspierać poprzez zorganizowanie normalnej policji, która raz dwa złapałaby złodziejaszka i poprzez normalnie działające sądy, które raz dwa takiemu osobnikowi wymierzyłby karę.


        Państwo powinno wspierać właścicieli sklepów, krawców i wszystkich innych zapewniając bezpieczeństwo przed agresją zewnętrzną poprzez prowadzenie umiejętnej polityki zagranicznej i posiadanie sił zbrojnych, które potrafiłyby obronić państwo przez napaścią. No bo kanonierka nieprzyjacielska zatopiłaby rybakowi kuter, malarzowi wolno byłoby malować tylko Stalina czy tam jakieś komisarza europejskiego, rolnikowi ziemie by skolektywizowali, sklepikarzowi jakiś nowy Hilary Minc wytoczyłby „bitwę o handel”, a krawiec mógłby trafić np. do jakiegoś nowego Auschwitz, aby szyć tam pasiaki dla innych więźniów.


       Ale my tego wszystkiego nie mamy. Mamy za to ministerstwa, urzędy, organizacje pozarządowe na garnuszku budżetu państwa, marszałków w każdym województwie, nawet Rzecznika Praw Obywatelskich i sto innych niepotrzebnych tworów, które istnieją chyba tylko po to, żeby zapewnić posady dla mafii tej z samej góry i tych zwykłych sitw ulokowanych w każdym powiecie i gminie. Co ja piszę, my mamy? To oni nas mają i trzymają krótko.

***

       

Żebrzę na wydanie mojej pracy doktorski pt. Obraz wroga w propagandzie Polski Ludowej w latach 1948-1956. Mam nadzieję, że osobie, której nie wolno pracować w swoim zawodzie wolno chociaż pójść na żebry. Wdzięczny będę Państwu za każdą, nawet najmniejszą sumę.

 

WBK Bank Zachodni

72 1090 2415 0000 0001 0705 7781 

Michał Pluta


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 18 października 2017

Licznik odwiedzin:  15 887